Błękitny Meczet w Stambule

20 rzeczy, które musisz zrobić w Stambule


Stambuł pociągiem 2018 Po świecie

Stambułu nie da się po prostu zwiedzić, zamknąć jako podróżniczego rozdziału i uznać, że zobaczyliśmy wszystko, co ciekawe. Miasto, zamieszkiwane przez ponad 15 milionów mieszkańców, to olbrzymi organizm. Jest niesamowicie barwne, bo od setek lat jego obywatele stanowią mieszankę wielu kultur. Będąc w Stambule ma się wrażenie, że znalazło się na wielkim, zatłoczonym bazarze, gdzie wszystko, co znajdziemy na ulicy może być towarem na sprzedaż. Nie sposób w kilka dni obejrzeć wszystkich cennych zabytków miasta, poznać lokalnej kuchni czy poczuć klimatu zatłoczonych, brudnych uliczek serca Orientu.

Zwiedzający Stambuł mają to szczęście, że główne, najbardziej rozpoznawalne zabytki miasta znajdują się blisko siebie, we wschodniej części dzielnicy Fatih. Szczegółowych informacji o każdym z pięknych budynków nie brakuje, wystarczy wspomóc się przewodnikami i dziesiątkami blogów. Dla odmiany, postaram się zabrać Was w podróż po dawnej stolicy Imperium Osmańskiego, krocząc nie śladami miejsc, a odczuć i emocji. Dzięki temu miasta nie trzeba zwiedzać z przewodnikiem przyklejonym do rąk, odhaczając kolejne punkty na mapie.

Kierując się wyłącznie subiektywnymi odczuciami do głowy przyszło mi 20 rzeczy, bez zrobienia których z wizyty w Stambule nie wyciągniecie tego, co najlepsze.

Continue reading „20 rzeczy, które musisz zrobić w Stambule”

Autostopem do Albanii – czy to możliwe?


Albania autostopem 2017 Autostop Po Europie

Kobierzyce, kilka kilometrów od Wrocławia. Sobota, sierpniowy poranek, może chwilę po 9, już po pierwszej kawie. Słonecznie, bez chmur na horyzoncie. Będzie gorąco. Wielkie plecaki z namiotem i karimatami złożone bezpiecznie na poboczu, a my przy drodze, wypatrujący czegoś w oddali. Pomimo, że słońce razi w oczy, to okulary słoneczne w pokrowcach. Niech kierowcy widzą nasze uśmiechnięte, budzące, mam nadzieję, zaufanie twarze. Kciuki w górę, kartka z wypisanym wyraźnie pierwszym z naszych celów dobrze wyeksponowana. I jest, pierwsze upolowane auto.

– Dokąd Was podrzucić? Jedziecie tylko do Kłodzka? – pyta kierowca z uśmiechem na ustach. Wyraźnie lubi pomagać autostopowiczom, na pewno nie jesteśmy pierwszymi gośćmi w jego aucie.

– Konkretnie to do Albanii, wybiera się Pan? – mówimy to zbyt pewnie. To nie ostatnia osoba, która nie uwierzy w nasze szczere zapewnienia.

Ale wcale nie oszukujemy. Wystarczył drobny pretekst, abyśmy wybrali kierunek wyprawy na zakończenie lata. Poszło o to, że ulubiony przewodnik po Europie uznał Albanię za niewartą jakiegokolwiek opisu. Jedyne, co wiedziałem o tym kraju to nazwa stolicy, która odnalazła się w mojej pamięci chyba tylko dzięki sumiennej nauce geografii w gimnazjum. Dwa miesiące przed wyjazdem zaczęliśmy więc rozszerzać ten niezbyt imponujący zakres wiedzy o naszym bałkańskim celu podróży. A w piękny, sobotni, sierpniowy poranek wyruszyliśmy autostopem z Polski do Albanii.

Continue reading „Autostopem do Albanii – czy to możliwe?”

Widok na zatokę Złoty Róg i meczet Sulejmana.

Jak dojechać pociągiem z Polski do Stambułu?


Stambuł pociągiem 2018 Po świecie

W czasach, gdy Hercules Poirot podróżował Orient Expressem ze Stambułu do Londynu, wycieczka ta była synonimem luksusu i świadczyła o wysokim statusie społecznym pasażera. Bo chociaż dojazd z Europy Zachodniej do serca Orientu zajmował kilka dni, nie był dłużącą się podróżą między dwoma punktami na mapie. Stanowił dla klientów przedsiębiorstwa Compagnie Internationale des Wagons-Lits wydarzenie, które stwarzało możliwości do spędzenia czasu ze śmietanką towarzyską ówczesnej Europy. To, co w XIX w. zdawać by się mogło dobrem nieśmiertelnym, współcześnie ustąpiło pola pociągom dużych prędkości i wygodnym połączeniom lotniczym. Legenda Orient Expressu pozostała już tylko na kartach powieści Agathy Christie, archiwalnych zdjęciach i w sercach miłośników kolei, z sentymentem patrzących na lata świetności tego połączenia. Będąc zafascynowanym możliwością częściowego odtworzenia legendarnej trasy i spragnionym kolejowej przygody, postanowiłem zaplanować i zrealizować podróż pociągiem z Polski do Stambułu.

Księgowość podróżnika - pociągiem z Polski do Stambułu 
PLNEUR
bilet Warszawa/Katowice - Budapeszt (kuszetka 6-miejscowa)188 zł44 €
bilet Budapeszt - Bukareszt (kuszetka 6-miejscowa)166 zł39 €
bilet Bukareszt - Ruse - Sofia (miejsce siedzące)140 zł32,9 €
bilet Sofia - Stambuł (kuszetka 6-miejscowa)116,3 zł27,9 €
Pociągiem z Polski do Stambułu610,3 zł143,8 €

Trasa Orient Expressu nigdy nie wiodła przez Polskę. Pociąg pokonywał dystans między Londynem a Stambułem zahaczając o Budapeszt, Bukareszt lub Belgrad i Sofię – zależnie od lat kursowania. W swojej historii pociąg kilkukrotnie zmieniał również stacje początkową i docelową. Tworząc plan podróży, chciałem odnaleźć kompromis między maksymalną możliwą zgodnością z historyczną trasą, a chęcią zobaczenia miejsc, które od dawna znajdowały się na mojej podróżniczej liście. A wszystko to należało jeszcze przesiać przez sito dostępności kolejowych połączeń między kolejnymi punktami na mapie. Odrzuciłem więc przejazd przez trudno osiągalny koleją Belgrad i zdecydowałem się na trasę wiodącą przez Budapeszt, Bukareszt i Sofię. Podróż nie miała być wyścigiem z czasem, więc dla każdego z odwiedzonych miast zarezerwowałem dłuższą chwilę na chociaż powierzchowne poznanie jego atrakcji. Do Stambułu można nadal dojechać pociągiem i pomimo, że nie jest to zupełnie efektywne czasowo, pozostaje wspaniałą przygodą. Jak zaplanować taką podróż?

Continue reading „Jak dojechać pociągiem z Polski do Stambułu?”

Ushguli – samotna wioska wśród szczytów Gruzji


Gruzja 2018 Po świecie

Gruzja przeżywa w ostatnich latach boom turystyczny. Dzięki tanim lotom, które połączyły lotnisko w Kutaisi z kilkoma ośrodkami w Polsce, dostęp do kraju wina i khachapuri stał się niezwykle prosty. Obok popularnych już wśród turystów miejsc, jak Tbilisi, nadmorskie Batumi czy górskie Kazbegi, urocza kraina zwana Swanetią staje się punktem obowiązkowym dla odwiedzających Gruzję. Rosnącą popularnością cieszy się niewielka, zagubiona między wysokimi górami i słynąca ze swojej niedostępności osada – Ushguli.

Zamieszkiwany przez Swanów wysokogórski region znajduje się w północno-zachodniej części kraju, blisko granicy z Rosją i Abchazją. Przez wiele lat rejon ten uznawano za jeden z najtrudniej dostępnych, przynajmniej w tej części globu. Mieszkańcy, porozumiewający się lokalnym językiem swańskim, bardzo luźno powiązanym z językiem gruzińskim, przez wieki słynęli z dwóch cech: gościnności i waleczności. O ile tę pierwszą cechę można potwierdzić już po kilku godzinach spędzonych w Gruzji, to po wyjaśnienie drugiej należy zagłębić się w historię tego regionu. Odizolowany od reszty świata, otoczony ze wszystkich stron wysokimi górami, słynie do dzisiaj ze swojej nieuległości i suwerenności.

Zgodnie z historią prezentowaną na jednej z tablic informacyjnych przygotowanych dla ciekawskich turystów, na przestrzeni wieków aż ośmiu książąt próbowało zawładnąć tymi terenami. Każdy z nich poniósł jednak sromotną klęskę, opierając się naporowi tutejszej ludności. Z kilku tysięcy kamiennych, wysokich wież strażniczych dominujących kiedyś w krajobrazie Swanetii, do dziś zachowało się niespełna 200. Są one żywym dowodem dawnych czasów, w których budowle te stanowiły nieodłączną część prawie każdego zabudowania w tej krainie. Nie brakuje ich też w Ushguli. Wpisany na listę UNESCO zespół czterech wiosek słynie z miana jednego z najwyżej położonych, stale zamieszkanych miejsc w Europie. Mocno bym żałował, gdybym będąc w Mestii odpuścił sobie tę wyprawę. Jak więc dostać się do serca Swanetii?

Continue reading „Ushguli – samotna wioska wśród szczytów Gruzji”

Jeden z punktów widokowych na Cap de Formentor.

Główne atrakcje Majorki w trzy dni – plan zwiedzania


Autostop Po Europie

Podróżując, sami wyznaczamy sobie granice tego, co możliwe i tego, co poza naszym zasięgiem. Jedną z najważniejszych umiejętności podróżnika jest zdolność do stałego dostosowywania się – do miejsc, czasu, ludzi i wszelkich innych ograniczeń, na które często nie mamy żadnego wpływu. Trzy dni, jakie miałem do dyspozycji podczas mojej wyprawy na Majorkę, musiały wystarczyć do zorganizowania ciekawej, niemonotonnej wyprawy. Jednocześnie zależało mi, aby nie narzucić sobie zbyt dużego tempa, podczas którego zupełnie zapomniałbym o odpoczynku. Ostatecznie złoty środek znalazł się sam. Udało się dojechać do zachwycających miejsc uznawanych za główne atrakcje Majorki, dając sobie szansę na ciut więcej niż powierzchowne ich poznanie. Choćby odwiedzone przeze mnie Cap de Formentor – zdążyłem przekonać się, że to najpiękniejsze wybrzeże, jakie dotychczas udało mi się zobaczyć.

Majorka w lutym żyje zdecydowanie na pół gwizdka. Przyroda i piękno miasteczek są ciągle te same, wąskie uliczki jednak pustoszeją. Z letniej, turystycznej stolicy Europy, Majorka przeobraża się zimą w cichą, pełną pustych plaż i bezludnych górskich szlaków perełkę archipelagu Balearów. Jeśli podobnie jak ja, nie jesteście fanami tłumów turystów bijących się o pocztówki, magnesiki i miejsca w zatłoczonym do granic możliwości restauracjach, to zimowa wyprawa na Majorkę jest właśnie dla Was. Ceny są wyraźnie niższe od tych w szczycie sezonu, kolejki na moment przestają istnieć – jednym słowem, okazja na wchłonięcie w tkankę wyspiarskiego życia staje się jakby większa.

Trzy dni to naprawdę niewiele. Majorka to nie malutki punkcik na mapie, a rozciągająca się przez prawie 100 km wzdłuż i wszech największa wyspa w tym rejonie Morza Śródziemnego. Analizując porady z nieocenionego przewodnika „Mallorca” wydawnictwa Lonely Planet, zdecydowaliśmy, na których rejonach wyspy skupimy się najbardziej. Oprócz stolicy – Palmy de Mallorca, wzięliśmy na tapetę jej północne i północno-wschodnie rubieże. Nie odpuściłem sobie przejazdu klimatycznym pociągiem i tramwajem z Palmy do Port de Soller, słusznie ufając w obietnicę niezapomnianych widoków na trasie. Dzień pełen wrażeń dał mi poczucie, że prawo serii zadziała i później będzie tylko lepiej. I rzeczywiście – z Port de Pollença stopem dotarliśmy do fenomenalnego Cap de Formentor, dzięki któremu uświadomiłem sobie, że góry mogą wyrastać wprost z morza. Resztki czasu spędziliśmy spacerując po miasteczku Pollença, zachwycając się poranną mgłą nad zatoką i autostopując przez Alcudię do Palmy.

Bez tabunów turystów, stolica wyspy pozwoliła na poznanie jej prawdziwej twarzy, znanej tylko stałym mieszkańcom, na co dzień zmęczonym ciągłą gonitwą za zadowoleniem gości z całego świata. Ludzie zimą wychodzą na ulice i spacerując podziwiają piękno miejsca, w którym żyją. Znajdują wtedy czas na wspólną poranną kawę, bezinteresowne uśmiechy, mniejszą anonimowość. Wszyscy odliczają jednak do pojawienia się pierwszych, wypełnionych po brzegi samolotów, których pasażerowie znów napełnią ich kieszenie. To oni na pół roku zupełnie zmącą panującą tu aktualnie nostalgię. Na razie zapomnijmy o nich. Dajmy się poznać Majorce, mojemu celowi podróży w ucieczce przez polską, ponurą zimą.

Continue reading „Główne atrakcje Majorki w trzy dni – plan zwiedzania”

Odwołane loty Ryanair – co robić dalej?


Głośno myślę

Irlandzki przewoźnik wpadł w niemałe kłopoty. Odwołane loty, liczone w setkach, a później tysiącach, dotknęły bardzo dużej grupy pasażerów. Co kilka dni lista odwołań ewoluowała, stale trzymając w niepewności kolejnych, potencjalnych klientów firmy. Przekazy medialne serwowane przez Ryanair miały jakkolwiek uzasadnić pasażerom olbrzymie utrudnienia, były one jednak na tyle niespójne, że efekty ich publikacji były zgoła odmienne. Odwołane loty tłumaczono chęcią poprawy punktualności lotów, strajkami kontrolerów, w końcu czynnikami pogodowymi. Ostatecznie, nie szczędząc już nam gorzkiej prawdy przyznano, że przewoźnikowi po prostu brakuje pilotów. Taka niespójność przekazu połączona z butnością i zarozumiałością prezesa Ryanair, Michaela O’Leary, doprowadziła to największego kryzysu zaufania, jakiego kiedykolwiek doświadczył przewoźnik lotniczy.

Abstrahując od ustalenia przyczyny tych problemów, wielu podróżników i wczasowiczów zostało z powodu utrudnień na lodzie. Oprócz odwołanych lotów przepadły rezerwacje hoteli, wykupione transfery z lotnisk do centrów miast oraz dziesiątki innych, dodatkowych i opłaconych z góry usług towarzyszących. Z odsieczą przychodzi nam, o dziwo, europejska jurysdykcja. Poza zwrotem kosztów zakupu biletów możemy w niektórych przypadkach liczyć na odszkodowanie i pokrycie poniesionych kosztów dodatkowych. Musimy jednak pamiętać, że przewoźnik nie będzie dla nas przyjacielem – będzie liczył na naszą niewiedzę, dając tylko tyle, o ile będziemy wnioskować. Zanim zaczniemy zatem potyczki z przewoźnikiem, uzbrójmy się w konieczną wiedzę i sprawdźmy, kto może udzielić nam profesjonalnej pomocy!

Continue reading „Odwołane loty Ryanair – co robić dalej?”

Co robić przez jeden dzień w Poznaniu?


Po Polsce

Gdy na poważnie bierzemy się za zdobywanie świata i odwiedzanie coraz odleglejszych miejsc, często całkowicie zapominamy o pięknych lokalizacjach dookoła nas. Przez szereg lat moje podróże ograniczały się do naszego kraju. Gdy tylko pojawiły się możliwości wyjeżdżania kawałek dalej, zacząłem z dużym dystansem podchodzić do zwiedzania Polski. Nieznane zaczęło kusić mnie bardziej. Chciałem poznawać obce nam kultury, podziwiać nieznaną w kraju architekturę, starałem się zrozumieć obyczaje, które u nas nigdy by się nie przyjęły. Opowiadanie o zagranicznych podróżach było przy okazji dużo atrakcyjniejsze. Dzięki otwartym granicom odwiedzanie naszych sąsiadów przestało być finansowym  i logistycznym wyzwaniem. Wraz z rosnącą świadomością podróżniczą zacząłem „przepraszać się” z naszym krajem, który ma przecież niesamowicie wiele do zaoferowania. A że najciemniej bywa pod latarnią, po macoszemu traktowałem duże miasto będące z moim Wrocławiem „po sąsiedzku”. Czas przeprosić się też z nim – mój pomysł na jedną z wrześniowych niedziel brzmiał więc: spędzić jeden dzień w Poznaniu.

Szczęśliwie, podróż nie wymaga praktycznie żadnego planowania – powinna zatem przypaść do gustu nawet podróżnikom „od święta”. Koszty nie przerażą nawet największej sknery, a jeżeli posiadacie jakiekolwiek zniżki to całkowity bilans finansowy będzie jeszcze korzystniejszy.

Księgowość podróżnika - jeden dzień w Poznaniu 
bez zniżekstudent
Koszty przejazdu Wrocław - Poznań i z powrotem75,8 zł37,14 zł
Komunikacja miejska (bez zniżek)13,6 zł6,8 zł
Obiad, kawa (na osobę)25 zł25 zł
Jeden dzień w Poznaniu114,4 zł 68,94 zł

Wyjście do restauracji w Waszym mieście w weekend prawie na pewno będzie się wiązało z podobnymi wydatkami. Niestety, nie zobaczycie przy tym nic oprócz talerza i zmęczonego całym dniem biegania kelnera. To jak, muszę Was dalej namawiać?

Continue reading „Co robić przez jeden dzień w Poznaniu?”

Kornwalia, czyli jak zakochałem się w klifach Anglii


Wielka Brytania 2017 Po Europie Z filmem

„Zobacz! Widzisz to?”. „Nagrywaj, po prawej!”. „Zaraz chyba wpadniemy do tego oceanu!”. „O matko, jak pięknie.”. „Nie zasłaniaj, siedź spokojnie!”.

Tak właśnie – głośno i intensywnie – mija nam piętnaście minut, których pociąg spółki Great Western Railway potrzebuje, aby dotrzeć do turystycznej perełki Kornwalii – St Ives. Po wielu dniach tułaczki wzdłuż i wszerz Wielkiej Brytanii otrzymuję w końcu nagrodę, o której marzyłem od początku wyprawy. Nie bez przyczyny uznawana za jedną z najpiękniejszych brytyjskich linii kolejowych, jedynie ośmiokilometrowa trasa St Erth – St Ives zachwyca mnie bez reszty. Lawirując pośród kornwalijskich zarośli linia nieśmiało, ale konsekwentnie zbliża się do brzegów oceanicznych klifów. Pasażerowie, pomimo lekkiego osłupienia wywołanego pięknem niespiesznie przesuwającego się za oknem krajobrazu, mają wrażenie, że już za chwilę pociąg dotknie fal oceanu. Momentami tor tak ciągnie w kierunku urwiska, że pozostaje już tylko ufać w kunszt i, przede wszystkim, rozsądek brytyjskich inżynierów. Właśnie tym zachwytem wymieszanym z delikatnym lękiem usprawiedliwiam moją niemożność usiedzenia na miejscu. Szczęśliwie, pociąg pełen jest turystów, moje pobudzenie nikomu więc nie przeszkadza. Część naszych współtowarzyszów podróży z aparatami w rękach szuka dobrych kadrów, inni, bez sprzętu, po prostu kontemplują to, co widzą za oknem.

Pozwólcie mi zabrać się w powolną, trochę sentymentalną podróż przez piękne zakątki południowo-zachodniej Anglii. Zanim to jednak nastąpi, zaburzę trochę należną chronologię opowieści. Zamiast mówienia o tym, jak dotarłem do Penzance, nieformalnej stolicy Kornwalii, krótko powspominam i podsumuję całą brytyjską eskapadę. Szkocja i Kornwalia, które postawiłem sobie jako nadrzędne cele podczas podróży po Wyspach, oddalone są od siebie o przeszło 800 mil (1300 km). Obiecałem sobie, że pomimo tylko tygodnia, który mogłem poświęcić na wycieczkę, poznam choć odrobinę miejskiego klimatu Szkocji. Gdy miałbym to już za sobą, planowałem sprawdzić, jak setki owiec radzą sobie na bezkresnych, górskich łąkach Highlands, na północ od Edynburga. Później, pomimo sporej odległości, przy odrobinie szczęścia i pomyślnym dotarciu na południe Zjednoczonego Królestwa z dłuższym przystankiem w centralnej części kraju, chciałem już tylko wdrapać się na klif, patrzeć na ocean i odpoczywać. Okazało się, że nie jestem względem siebie gołosłowny – udało się ostatecznie zrealizować wszystko, co wcześniej sobie obiecałem. W ostatniej, piątej już części mojej relacji z kolejowego podbijania Wielkiej Brytanii opowiem, jak zakochałem się w Kornwalii. Przywróćmy jednak wydarzeniom należną im chronologię.

Continue reading „Kornwalia, czyli jak zakochałem się w klifach Anglii”