Po Europie

Litewska majówka w Kownie i Wilnie

Prognoza pogody na długi weekend majówkowy nie zachęcała do wyjazdu gdziekolwiek  – miało padać i wiać całymi dniami. Pomimo tego zdecydowałem się wyruszyć z domu, nawet gdyby parasolka miała gościć w rękach tak samo często jak lustrzanka i kamera. Wybór padł na dwa największe miasta naszego północno-wschodniego sąsiada, Litwy. Skorzystaliśmy z sezonowego, weekendowego pociągu Przewozów Regionalnych z Białegostoku do Kowna. W głąb kraju zawiozły nas pociągi kolei litewskich zaskakując przy okazji punktualnością i komfortem podróżowania. Jak się kolejny raz okazuje można spędzić aktywnie kilka wolnych dni nie wydając przy tym majątku – tym razem w Kownie i Wilnie. A Litwa naprawdę potrafi zachwycić!

Dojazd na Litwę z Wrocławia, korzystając tylko z komunikacji kolejowej, zajmuje spory kawałek dnia. Na szczęście jedzie się naprawdę komfortowo – pociągi obsługiwane są nowoczesnym, wygodnym taborem z wagonem barowym, bezprzewodowym dostępem do internetu, klimatyzacją. Koszty dojazdu są przy okazji niewielkie, o ile wiemy z jakiej oferty skorzystać. W dalszej części artykułu opiszę ten najtańszy sposób dojazdu do stolicy Litwy. Musimy milcząco zaakceptować, że nie są aktualnie dostępne żadne bezpośrednie połączenia kolejowe z głębi Polski – wyłącznie Białystok może się takim, niestety tylko sezonowym, pociągiem pochwalić.

Księgowość podróżnika - majówka na Litwie
Bilet weekendowy81 zł19,3€
Bilet Polska-Litwa Regio Specjal (Białystok-Kowno-Białystok)92,4 zł2 x 11€
Noclegi (Kowno, Wilno)81,9 zł9,5€ + 10€
Bilety kolejowe na Litwie (Kowno-Wilno, Wilno-Kowno)50,8 zł6,2€ + 5,9€
Gotówka w kieszeni63 zł15€
Majówka na Litwie369,1 zł 87,9€

Ceny na Litwie wzrosły w porównaniu z czasami, gdy walutą państwową był lit. Musimy pamiętać, że od 1 stycznia 2015 r. ten kraj należy do strefy euro. Z turystycznego punktu widzenia trochę nad tym ubolewam – na moje oko najbardziej wzrosły niestety koszty związane z gastronomią. Noclegi w hostelach nadal kosztują symbolicznie. Jeżeli cenicie sobie możliwość poznania podróżników z wielu zakątków świata i nie przeraża Was nocleg w wieloosobowych pokojach hostel jest najlepszym wyborem. Ale – żeby wydawać euro i zasilać litewski skarb państwa trzeba najpierw na Litwę dojechać – podpowiem więc jak się za to zabrać.

Jak dojechać na Litwę?

Nie zaskoczę nikogo jeśli powiem, że pociągiem. Podróż z Wrocławia jest czasochłonna ale mamy w końcu do przejechania setki kilometrów. Sam polski odcinek – z Wrocławia przez Ostrów Wielkopolski, Łódź, Warszawę i Białystok, a kończąc na przygranicznych Trakiszkach to 726 km. Najdogodniej jest skorzystać z pociągu IC Konopnicka, który wyrusza o godz. 7:00 z wrocławskiego dworca głównego i dociera do Białegostoku kilka minut po godz. 14. Po 1,5-godzinnej przerwie przesiadamy się do pociągu REGIO Przewozów Regionalnych do Kaunas (Kowna).

Dojazd do Białegostoku pociągami PKP Intercity jest bardzo korzystny finansowo, gdy skorzystamy z oferty Bilet weekendowy. Kosztuje ona 81 zł i pozwala na nieograniczoną liczbę podróży pociągami kategorii TLK i IC w klasie 2. w dni wolne od pracy. Jego ważność zaczyna się w piątek o godz. 19:00 i kończy o godz. 6:00 pierwszego dnia roboczego, który następuje po ciągu dni wolnych od pracy.

Bilet weekendowy, zgodnie z nazwą, jest ważny od 19:00 w piątek do 6:00 w poniedziałki – warto jednak śledzić układ świąt i informacje od PKP Intercity. Podczas weekendu majowego za 81 zł można było podróżować aż od godz. 19:00 w dniu 28 kwietnia do 6:00 2 maja.

Istnieją również droższe warianty biletów weekendowych obejmujące ekspresy EIC i Pendolino – dla naszych potrzeb nie będę o nich wspominał. Dla dociekliwych – szczegóły są w linku powyżej.

Dalsza część podróży to konieczność zakupu biletu na pociąg Przewozów Regionalnych. Wszelkie szczegóły oferty znajdują się w odnośniku, W naszym przypadku kosztował on 11€.

Dla oszczędności możemy pokombinować z biletami do Kowna, tj. kupić bilet krajowy na odcinku Białystok – Trakiszki (z wszelkimi dostępnymi nam ulgami ustawowymi, np. dla studenta lub ucznia) i później za 6,5€ na odcinek Trakiszki – Kowno.

W omawianym wyżej przypadku student zapłaciłby 13,28 zł za bilet do Trakiszek (ze zniżką 51%) i 6,5€ za bilet do Kowna – łącznie 41,43 zł zamiast 47,63 zł (11€). Jeśli ktoś lubi szukać maksymalnych oszczędności to można skorzystać z tego „obejścia”.

Podróżowanie między Kownem a Wilnem pociągami Kolei Litewskich (Lietuvos Geležinkeliai) kosztuje od 5,9€ za 2. klasę do 6,2€ za klasę 1. (więcej miejsca na nogi, skórzane fotele, wskazanie konkretnej miejscówki na bilecie).

Ładna ta Litwa? Kilka słów o Kownie

Mieszkając tam blisko i granicząc z tym krajem nie sposób nie wzbudzić w sobie ciekawości. Do Kowna (lit. Kaunas) nie udało mi się dotrzeć wcześniej jeszcze nigdy, Wilno zaliczyłem kilka lat temu dzięki promocyjnym biletom autokarowym od Simple Express.

Kowno jest drugim miastem na Litwie pod względem liczby mieszkańców i ustępuje w tej konkurencji tylko stolicy. To duży ośrodek przemysłowy położony nad Niemnem – tym samym, który tak barwnie opisywała Eliza Orzeszkowa. Miasto było dla nas tylko przystankiem w drodze do Wilna, dotarliśmy tu późnym wieczorem, zameldowaliśmy się w hostelu i zwiedzaliśmy starówkę rano, przed wyruszeniem dalej. Na Booking.com udało nam się znaleźć bardzo przyjemne miejsce do spędzenia nocy – Sports Hostel położony 300 metrów od dworca kolejowego, przy Vytauto prospektas 21. Nocleg kosztował niecałe 10€ i spełniał podstawowe wymaganie – poziom czystości nie budził naszych zastrzeżeń. Co ważne, hostel udostępniał kluczyki do zamykanych szafek na bagaż – po wymeldowaniu zostawiliśmy tam nasze bagaże i wróciliśmy tuż przez odjazdem naszego pociągu żeby je odebrać. Pożyteczny bonus. Oprócz tego było ciepło, miło i przytulnie.

Z pufo-krzesełkami poszaleli, zgodzę się. Nie szło się nie wywalić przy smarowaniu kanapek.

Atrakcje turystyczne Kowna omówiło już tyle przewodników i stron internetowych, że nie próbuję nawet powielać tych informacji. Zachęcam do spaceru nad Niemnem, odwiedzenia deptaku Laisvės łączącego plac przy kościele pw. św. Michała Archanioła (Šv. arkangelo Mykolo bažnyčia) ze Starym Miastem.

Na szczególną uwagę miłośników transportu zasługuje funicular (kolej linowo-terenowa) Aleksoto funikulierius. W sieci znalazłem na jego temat wiele sprzecznych informacji, okazało się niestety, że potwierdziły się te smutne – kolej jest nieczynna, oficjalnie z powodu remontu, którego oznak nie odnotowałem. Wzgórze, na które prowadzi zdobyliśmy z braku alternatywy chyboczącymi się schodkami. Panorama miasta z jego szczytu jest ciekawa, nie zapiera może dechu w piersi (strome schody robią to lepiej) ale ze starówki jest tu tak blisko, że nie wypada się tu nie wdrapać.

Podsumowując – cztery godziny poświęcone na zwiedzenie Kowna to wystarczający czas, aby poznać starówkę i wypić kawę w jednej z klimatycznych kafejek. Jeśli chcemy poznać miasto bliżej warto spędzić tu jednak cały dzień.

Jedziemy do stolicy w 1. klasie

Może to zbytek luksusu, ale zdecydowaliśmy się przynajmniej w jedną stronę przejechać trasę Kowno – Wilno w klasie 1. Różnica w cenie, jak się okazało, była tylko symboliczna (0,3€), a do biletu otrzymaliśmy miejscówkę więc nie było konieczności szukania wolnych miejsc. Pierwsza klasa w pojeździe Škoda City Elephant – na Litwie oznaczanym jako typ EJ575 – wyróżniała się dodatkowo zdecydowanie większą przestrzenią na nogi, szerokimi, skórzanymi fotelami i, co najważniejsze, znajdowała się na górnym pokładzie pojazdu. To akurat nie mija z biegiem lat – zawsze jadąc na górze ma się większą frajdę. Pociąg pokonuje trasę do Wilna w trochę ponad godzinę i zatrzymuje się na stacji w południowej części miasta, 15 minut spacerem od starówki i wileńskiego ratusza.

Napięty terminarz wyjazdu pozwolił na wygospodarowanie całego popołudnia i wieczoru na zwiedzanie stolicy Litwy. Do Polski wracaliśmy następnego dnia rano odtwarzając naszą trasę, czyli przez Kowno i Białystok. Zdecydowanie sprawdza się zwiedzanie Wilna na piechotę – centrum miasta jest zwarte, ciekawe budynki i główne zabytkowe ulice znajdują się blisko siebie. Dwukilometrowy spacer z dworca kolejowego (Geležinkelio stotis) na reprezentacyjną i główną handlową ulicę miasta (Gedimino prospektas) nie jest jakimś niebotycznym wysiłkiem a komunikacja miejska jest dosyć droga (bilet jednorazowy kupowany u kierowcy pojazdu to koszt 1€, pewnie można taniej) i nie zachwyca. Zresztą – jedziemy zwiedzać a nie ujeżdżać trolejbusy jak rącze konie.

Zwiedzając jakiekolwiek miasta nie warto śmigać od jednego punktu obowiązkowego do kolejnego, polecam zarzucić plecak na plecy i zgubić się troszkę w uliczkach, można znaleźć tam naprawdę ciekawe kwiatki i mądrości życiowe, serio. ;)

Strzeżcie się wileńskich kotów. Swoją drogą to bardzo popularny „uliczny” temat. Nawet mój ukochany Behemot z „Mistrza i Małgorzaty” błąkał się po ulicznych brukach. Przyjrzyjcie się dokładnie obrazom.

Nowy, turystyczny hit?

Wilno w majówkę było bardzo popularnym celem wśród turystów. Ulice były pełne Polaków, którzy pewnie przez bliskość tego miasta wpadli tu pospacerować. Podejrzewałem jednak, że Litwa, przynajmniej w jej administracyjnym centrum, jest bardziej wielokulturowa. Turystów i przyjezdnych „autochtonów” bardziej orientalnych niż wschodni Europejczycy można było zliczyć na palcach… kilku rąk. Może trochę przez to miasto nie zatraciło swojego klimatu – ciepłego, trochę odsuniętego od głównego nurtu polityki i biznesu miasta powoli dopiero aspirującego do przytulenia się do Europy Zachodniej. Przyznam jednak, że po godzinie gorączkowego poszukiwania wolnego miejsca w jakiejkolwiek restauracji musiałem trochę zrewidować te poglądy o zaściankowości… Ostatecznie zdobyliśmy stolik w pizzerii, lokalne jedzenie to może nie było ale żołądki były na tyle puste, że nie grało to już żadnej roli.

Oprócz lawirowania między uliczkami miasta polecam wdrapanie się na Górę Trzykrzyską (Trijų kryžių kalnas) i zamek Giedymina. Szczególnie w trakcie zachodu słońca widok jest kojący – ani zjawiskowy, ani niepowtarzalny – po prostu wyciszający i uspokajający. Na zamku spędziłem dobre 10 minut nic nie mówiąc, tylko stojąc, patrząc i myśląc. Właśnie takie chwile utwierdzają mnie w tym, że podróżowanie to nie życiowy cel, to życie samo w sobie.

Po całym dniu spędzonym na zwiedzaniu i kontemplowaniu piękna miasta będziecie zmęczeni, gwarantuję. Ale nie idźcie spać. Kupcie dużą butelkę zimnego Stumbrasa i jak prawdziwy Polak na wyjeździe – napijcie się za kolejny tak dobry wyjazd. Ile można przynudzać i zachwycać się budynkami? Wasze zdrowie!

Nakręciłem sporo materiału z wyjazdu, skleję to niebawem w jeden klip z nadzieję, że oddam nim klimat takich podróży. Do zobaczenia w kolejnej drodze.