Wielka Brytania 2017 Po Europie

Uniwersyteckie Cambridge i odrobina Londynu

Podczas wcześniejszych kolejowych eskapad byliśmy z moją paczką dość ortodoksyjni. Dojeżdżaliśmy do miejsc docelowych wyłącznie pociągami i w ten sam sposób wracaliśmy do Polski. Zalet takiego rozwiązania jest bardzo dużo. Mogliśmy zwiedzać dużo punktów pośrednich, mieliśmy „odhaczone” zawsze kilka państw-przystanków na naszej drodze, przy tym klimat powolnego zbliżania się do celu zawsze bardzo mnie kręcił. Widoczne było jednak, że taka podróż staje się z czasem męcząca. Kilka nocy trzeba poświęcić na jazdę i próbować spać w pociągach, po czym od rana musieliśmy intensywnie wziąć się za zwiedzanie.

W tym roku zrealizowałem jedno ze swoich większych marzeń i zwiedziłem Wielką Brytanię zgodnie z angielskim przysłowiem from Land’s End to John o’ Groats. Dotarłem zarówno do północnych rubieży Szkocji, jak i do malowniczych klifów Kornwalii w południowo-zachodniej części Anglii. Wykroczyłem jednak trochę poza schemat kolejowej wycieczki. Nie skorzystałem z najlogiczniejszego i najatrakcyjniejszego dla miłośnika pociągów wyjścia, czyli przejazdu Eurostarem z Paryża do Londynu pod kanałem La Manche. Na wyspy dotarliśmy bardziej prozaicznie – skorzystaliśmy ze oferty Ryanair na trasie z Polski do Londynu Stansted. I to było naprawdę dobre wyjście!

Księgowość podróżnika obejmuje cały wyjazd. Założyłem w niej, że zazwyczaj nie jest się kolejarzem i trzeba płacić za bilet ciut drożej niż… nic. Kolejarzy nie dotyczy pozycja z gwiazdką.

Księgowość podróżnika - objechać Wielką Brytanię w 8 dni
Koszty przelotu Warszawa Modlin - Londyn i z powrotem + bagaż 15 kg2 x 200 zł£83.4
Bilet Interrail One Country Pass Great Britain (wiek do 27 lat/powyżej 27 lat)1013 zł/
1340 zł
*
239€/
316€
*
Nocleg w Londynie (Smart Hyde Park Inn Hostel) - dwukrotnie2 x 82 zł2 x £16.99
Nocleg w Edynburgu (The Hostel)58 zł£12
Nocleg w Inverness (Highland Backpackers Inverness)75 zł£15.53
Nocleg w Aberdeen (Jurys Inn Aberdeen)111,3 zł£23
Nocleg w Liverpoolu (Everton Hostel)124,6 zł£26
Nocleg w Penzance (easyPZ Backpackers Penzance)105,4 zł£22
Komunikacja miejska w Londynie (2 dni)2 x 58,95 zł2 x £12.3
Gotówka w kieszeni815 zł£170
8 dni w Wielkiej Brytanii1971,2 zł
(2984,2 zł/
3311,2 zł)*
£410.51
(£621.94/
£690.06)*
* Koszty związane z biletem Interrail - w moim przypadku nie musiałem ich ponosić.

Gros kosztów stanowi oczywiście bilet Interrail. W przypadku tej wyprawy najkorzystniejsze było skorzystanie z oferty One Country Pass, która obowiązuje tylko w wybranym przez kupującego kraju. Korzystna jest opcja „8 wybranych dni w miesiącu” i pokrywa się ona z okresem ważności biletu FIP dla kolejarzy – mogliśmy dzięki temu dograć nasze plany zwiedzania i podróżowania. Szczegóły podróżowania z biletem Interrail już kiedyś opisywałem. Większość danych jest nadal aktualna, zmieniły się tylko ceny i okresy ważności. Zachęcam do poczytania.

Artykuł jest częścią serii wpisów o mojej wycieczce do Wielkiej Brytanii.
Dotychczas w serii Objechać Wielką Brytanię w 8 dni opublikowałem także:
– część 2 – Wielkomiejska Szkocja w drodze na północ,
– część 3 – Szkocja małych miast, pastwisk i morza,
– część 4 – Aberdeen i zagłębie przemysłowe Manchester – Liverpool,
– część 5 – Kornwalia, czyli jak zakochałem się w klifach Anglii.

Dojedźmy tam jakoś!

Bez odpowiednich (i najlepiej tanich) biletów daleko nie ujedziemy. Zacznijmy od samolotów.

Ze znalezieniem tanich biletów z Polski do Londynu nie powinno być większego problemu. Szczególnie, gdy nie jesteśmy ściśle związani z konkretnym terminem podróży. Za bilet z Modlina do podlondyńskiego Stansted zapłaciłem ok. 200 zł, wliczając to koszt przewozu bagażu rejestrowanego ważącego maksymalnie 15 kg. Tyle samo w relacji powrotnej. Lecąc tylko z bagażem podręcznym łatwo jest znaleźć loty za 79 zł, ciut trudniej za 39-59 zł. Jeśli nie lubicie ślęczeć na stronach przewoźników w poszukiwaniu dobrych ofert to polecam Skyscanner.


Po raz pierwszy testowałem mobilną kartę pokładową Ryanaira korzystając z ich dedykowanej aplikacji. Plus jest taki, że nie trzeba drukować stosu kart i wystarczy pokazać kod na ekranie telefonu. Wygodne, tym bardziej, że termin darmowej odprawy na lot do Polski wypadał już w trakcie pobytu w UK – nie musiałem więc szukać miejsca z drukarką gdzieś na obczyźnie.

Ryanair korzysta z lotniska w Stansted, prawie 70 km od centrum Londynu. Z lotniska do stolicy Anglii można się wydostać pociągami Stansted Express, chociaż najkorzystniejszym cenowo rozwiązaniem jest zazwyczaj autobus easyBus. Bilet kupiony kilka miesięcy przed planowaną podróżą może kosztować nawet £1.95, czyli grosze. My w jedną stronę podróżowaliśmy pociągiem – najpierw do leżącego nieopodal Cambridge, później do stolicy, wracaliśmy do Stansted autobusem.

Co z biletami na pociąg? Standardowym rozwiązaniem zapewniającym możliwość kilkudniowego, nielimitowanego podróżowania po europejskich krajach jest skorzystanie z biletu Interrail. Moi współtowarzysze podróży z niego właśnie skorzystali, zarówno w wersji One Country Pass jak i Global Pass. Korzystniejsza cenowo była w tym przypadku opcja na jeden kraj, ale przed każdym wyjazdem polecam przejrzeć aktualne oferty Interraila, ceny zmieniają się dość często. Wszystkie potrzebne informacje dostępne są na ich stronie internetowej. Ja miałem w tym roku zdecydowanie najłatwiej – jako kolejarz i pracownik firmy należącej do zrzeszenia FIP mogłem przez 8 dni podróżować po Wielkiej Brytanii za darmo. Zdaję sobie sprawę, że takie możliwości są dostępne tylko dla bardzo ograniczonej liczby podróżników, grzechem byłoby więc z nich nie korzystać.

Magiczne miasto nad rzeką Cam

Będąc miastem z taką, a nie inną nazwą jest się zobowiązanym do dwóch rzeczy – trzeba leżeć nad rzeką Cam i mieć przynajmniej jeden most (bridge). Sprawdziłem – zgadza się. Po podzieleniu się z Wami tą błyskotliwą i bardzo pouczającą obserwacją z tym akapitem może być już tylko lepiej.

Miasto od samego początku planowania wyprawy było dla mnie obowiązkowym punktem. Pociąg z lotniska jedzie do Cambridge tylko 30 min. Dalsza droga do centrum Londynu to niespełna 1,5 h. Po dotarciu na stację w Cambridge, spacer do serca miasta i w okolice najpiękniejszych zabudowań University of Cambridge, nie powinien zająć więcej niż 20 minut. My byliśmy żółwiami obładowanymi dwudziestokilogramowymi plecakami, nie traktujcie nas więc za reprezentatywną grupę badającą czas spaceru gdziekolwiek. Przy Moście Matematycznym stawiliśmy się po 30 minutach, wliczając w to kilka pitstopów na złapanie oddechu.

Miasto Cambridge to uniwersytet. Miasto-uczelnia. Po kilkunastu minutach przechadzki już wiedzieliśmy, że większość zabudowań centrum to kolejne jednostki administracyjne czwartego na świecie (po Harvardzie, MIT i Uniwersytecie Stanforda) i najlepszego w Europie uniwersytetu – zgodnie z rankingami z 2017 r. Nieświadomie można stracić rachubę i pewność czy to, co aktualnie widzimy, to katedra czy może kolejne uczelniane kolegium. King’s College, Trinity College, Queens’ College – to punkty obowiązkowe. Pomijając jednak nawet te „hity” polecane przez przewodników i zwiedzając „na czuja” z pewnością trafi się na coś, co nas zachwyci.

Termin wizyty w Cambridge wybraliśmy trochę niefortunnie – większość instytutów tętniła wówczas życiem i ochoczo egzaminowała studentów przez co zwiedzanie nie było możliwe. Nie udało się nam wejść na Mostek Westchnień (Bridge of Sighs). Most Matematyczny (Mathematical Bridge) zobaczyliśmy tylko z sąsiadującej przeprawy. Trzeba to jednak uszanować. Bycie numerem jeden w Europie zobowiązuje – albo egzaminujemy, albo pozwalamy zwiedzać.

A, właśnie – o co chodzi z Mostem Matematycznym? Legenda głosi, że zbudował go sam sir Issac Newton bez użycia gwoździ i wszelkich innych możliwych łączeń i spoiw. Most miała rzekomo utrzymywać nad wodą tylko fizyka. Wścibscy naukowcy z Cambridge most rozebrali, żeby poznać szczegóły jego geniuszu… i już go bez gwoździ nie złożyli. To odwrotnie, jak z radiami w dzieciństwie. Rozkładało się je i zawsze zostawało trochę części. W tym przypadku części zabrakło. Ładny, nie?

Miasto zatrzymanego czasu

Uwielbiam odkrywać takie miejsca. Nie przygotowałem się teoretycznie do zwiedzania, korzystałem tylko z mapy Maps.me w trybie offline i próbowałem dotrzeć dzięki temu do jak największej liczby ciekawych miejsc. Przy okazji polecam te mapy, bardzo dokładne i posiadające tryb nawigacji offline. Nie idzie się zgubić.

Spacerując po centrum czułem, że miasto nie jest skażone nachalną nowoczesnością. Żebyście mnie źle nie zrozumieli – oczywiście trudno o bardziej światłe i wypełnione współczesnymi ideami miejsce na świecie. Nie o tym myślę. W Cambridge brakuje centrów handlowych, pstrokatych reklam i przytłaczającej tandety. Drogie sklepy są dobrze wkomponowane w zabytkową architekturę, dookoła pełno jest klimatycznych kafejek i pubów utrzymanych w angielskim, może trochę wiktoriańskim klimacie. Jak na pierwszy punkt zwiedzania Anglii nie mogliśmy trafić lepiej!

Plecaki były tak pełne prowiantu przywiezionego z Polski, że nie skorzystaliśmy z żadnej lokalnej oferty gastronomicznej. Dokładniej mówiąc urządziliśmy sobie piknik z polskim pasztetem, chlebem i waflami ryżowymi kilka metrów od brzegu Cam. Przechodnie byli lekko zdziwieni, gdy wyjęliśmy metalowe sztućce i zaczęliśmy przygotowywanie posiłków. Pewnie dla studentów tutejszej uczelni było to delikatnie urągające, ale nigdy nie miałem pod tym względem kompleksów. Ci, którzy chcieli podziwiać biwakujących Polaków z innej perspektywy, mieli szanse wypożyczyć przy jednym z mostów łódkę i popływać sobie trochę za grube pieniądze. OK, nie sprawdzaliśmy ceny, ale uznaliśmy jednogłośnie, że nas nie stać i że z naszymi plecakami pewnie każda łódka by zatonęła. Nie ryzykowaliśmy.

Niestety, pierwszy dzień zwiedzania przypadł na najgorętszy dzień na Wyspach od 1971 r. Nie daliśmy rady spacerować dłużej niż 4 godziny i ewakuowaliśmy się do pociągu w kierunku stacji London King’s Cross. Z tego samego King’s Cross, z którego Harry Potter wyruszył w swoją pierwszą podróż do Hogwartu. Z peronu 9 ¾.

Jak rozpływać się w upale z uśmiechem na ustach

Po wcześniejszych wpisach na blogu wiecie, że do Londynu mam szczególny sentyment. Od czterech lat pojawiam się w nim regularnie i zwiedzam na własną rękę coraz to ciekawsze i mniej popularne zakątki tego molocha. Tym razem dopasowałem się bardziej do wymagań kolegów, którzy w mieście byli pierwszy raz. Zjeździliśmy trochę głównych punktów turystycznych miasta. Kwestię komunikacji miejskiej rozwiązaliśmy biletem dobowym Day Travelcard kosztującym £12.3 (z reporterskiego obowiązku stwierdzę, że podrożał £0.2), który uprawnia do podróżowania metrem (London Underground), koleją miejską (London Overground), autobusami (London Buses) oraz kilkoma innymi tworami, np. automatyczną koleją dojazdową Docklands Light Railway, której to pociągi pozbawione są maszynistów.

Nie będzie zdziwieniem jeśli stwierdzę, że przygotowanie planu zwiedzania Londynu mając do dyspozycji tylko jedno popołudnie to niezłe wyzwanie. Udało nam się rzucić okiem na House of Parliament i zrobić obowiązkowe zdjęcie z Big Ben w tle. Wpadliśmy pod Tower of London i mając niemałe szczęście zobaczyliśmy otwarty most zwodzony Tower Bridge. Przejechaliśmy się po dzielnicy Dockland koleją automatyczną, wypiliśmy świetne piwo w jednym z moich ulubionych pubów tuż przy Trafalgar Square – The Sherlock Holmes.  Tym razem Londyn był dla nas bardziej hubem wypadowym wgłąb trzech zjednoczonych krain. Ósmego dnia pobytu znaleźliśmy jeszcze trochę czasu, żeby zmoknąć w Chinatown i spróbować nie utonąć w ulewnym deszczu przy siedzibie premiera Zjednoczonego Królestwa przy Downing Street 10.

Po naprawdę intensywnym dniu popadaliśmy na hostelowe łóżka jak kawki. Następnym razem na pewno zmienię lokalizację zakwaterowania – Hyde Park Inn przy Inverness Terrace w przeciągu roku stał się trochę przechowalnią turystów. Mieszkają w nim tłumy, łazienek jest mało, w pokojach jest niesamowicie gorąco. Oczywiście hostel jest czysty i obiektywnie schludny (to dla mnie podstawowe kryterium przy wyborze zakwaterowania), ale powoli traci klimat miejsca dla backpackerów i staje się „hotelem pracowniczym” dla ludzi poszukujących sposobu na tanie przetrwanie w Londynie. To mu zabiera atmosferę turystycznej multikulturowości, nie tego szukam. Nadal pozytywnie zaskakuje jednak ceną, £16.99 za nocleg z wliczonym śniadanie kontynentalnym to kwota (chleb, dżem, kawa, herbata – trochę spartańsko ale lepsze to niż suche bułki z Tesco) to nadal cena trudna do pobicia.

Dokąd teraz?

Na północ! Po nocy w Londynie wpadliśmy lekko spóźnieni na King’s Cross i wpakowaliśmy się do Pendolino w kierunku Edynburga, dokąd mieliśmy dotrzeć pod koniec dnia. Zaplanowaliśmy jeden przystanek – zwiedzanie rewelacyjnego i darmowego muzeum kolejnictwa w Yorku (National Raiway Museum).

Jak wyglądało nasze spotkanie z najszybszym parowozem świata? Czy wszyscy Szkoci chodzą w spódniczkach, nawet gdy „podwiewa”? Kogo w Szkocji jest więcej – owiec czy… Szkotów? W następnej części relacji z ośmiodniowej objazdówki po Wielkiej Brytanii dotrzemy na daleką północ. Cheers!