Po Polsce Z filmem

Jak zaplanować przejście ze Śnieżki na Szrenicę w Karkonoszach? [PORADNIK + FILM]

Weekendowy wypad w Karkonosze, szczególnie gdy mieszka się we Wrocławiu, nie wygląda na pierwszy rzut oka na przygodę życia ani duże wyzwanie organizacyjne. W górach pojawiam się regularnie od wielu lat Na początku z rodziną, później już ze znajomymi lub sam, szukając na własną rękę piękna nieograniczonych i nieskażonych przestrzeni. Pewnego czerwcowego dnia wpadliśmy z paczką znajomych na pomysł, że skorzystamy z uroków naszego województwa i spędzimy weekend na górskich szlakach, najlepiej robiąc coś niebanalnego. Odrzuciliśmy od razu jednorazowe wejścia i zejścia na szczyty z noclegiem w mieście. Noc chcieliśmy spędzić, w którymś z karkonoskich schronisk górskich, zrelaksować się i bez konieczności porannego, ciężkiego podejścia z miasta pospacerować jeszcze trochę drugiego dnia. Wybór padł na przejście ze Śnieżki na Szrenicę, między dwoma najbardziej rozpoznawanymi szczytami tego pasma górskiego. Kilka wskazówek o tym, jak podjąć najlepszą decyzję co do trasy, miejsca noclegu i wyposażenia znajdziecie kilka akapitów niżej.

Zawsze należałem do tej grupy „wczasowiczów”, która preferowała aktywny wypoczynek. Góry wpisywały się idealnie w moją wizję spędzania wolnego czasu. Plażowanie, czytaj: leżenie plackiem od rana do wieczora na przeładowanej plaży, z krótkimi przerwami na śmierdzącą rybę z Bałtyku (najczęściej, co dziwne, ściekolubną pangę) w ekskluzywnych smażalniach „U Janusza”, to nie dla mnie. Oczywiście nie neguję takiego sposobu na wczasy. Akceptuję go, ale nie rozumiem, w jaki sposób można dzięki temu odpocząć. To, co prawdziwie ładuje mi baterie przed majaczącym na horyzoncie ciężkim tygodniem to właśnie długa, górska wędrówka, na końcu której marzę tylko o prysznicu i padnięciu na łóżko. Nawet, jeśli przez swoją nieodpowiedzialność przez kolejne dwa tygodnie po wyjeździe nadal leczę swoje słoneczne oparzenia i zastanawiam się, z której części szyi skóra zacznie mi schodzić szybciej.

Jeśli chcecie wiedzieć jak zaplanować taki weekendowy wypad w góry, jak wybrać najlepiej odpowiadające naszym potrzebom schronisko, co bezwarunkowo spakować do plecaka i jak przetrwać 30 km marszu z ciągłymi zejściami i podejściami – przeczytajcie ciąg dalszy artykułu. Podczas wycieczki udało się co nieco nagrać, film można obejrzeć na samym końcu wpisu – wytrwałości zatem! No to atakujemy tę piękną, karkonoską trasę!

Który z kierunków przejścia jest najlepszy?

Teoretycznie nie ma żadnej różnicy – albo pójdziemy na wschód zaczynając wycieczkę na Hali Szrenickiej i kończąc ją na Równi pod Śnieżką/na samym szczycie Śnieżki lub odwrotnie, zaczynając pod najwyższym szczytem Karkonoszy. Wszystkie szlaki, które będziemy pokonywać są dwukierunkowe, a skutek wycieczki będzie taki sam – naoglądamy się przepięknych widoków męcząc się przy tym mniej lub bardziej, w zależności od profilu wybranej trasy. Zanim jednak zdecydujecie się na ostateczny kształt trasy dam Wam 3 wskazówki.

1. Jeśli musimy wybierać – wygodniejszy powinien być powrót do domu

Atakując główne wierzchołki Karkonoszy mamy do wyboru dwie, główne bazy wypadowe – Szklarską Porębę i Karpacz. Jeśli na miejsce dojeżdżamy autem to śmiało możecie pominąć ten punkt, nie będzie miał on dla Was znaczenia. Co innego jeśli decydujemy się na pociąg lub inny, szeroko pojęty transport zbiorowy.

Dojazd do Karpacza „z Polski” lub, dla uproszczenia, z Wrocławia, wymaga przynajmniej jednej przesiadki. Pociągi niestety do miasteczka nie docierają, jadąc więc z Wrocławia musimy wyskoczyć w Jeleniej Górze i przesiąść się na busa, który dowiezie nas bardzo blisko punktów startowych szlaków w kierunku Równi pod Śnieżką. Szklarska Poręba ma ten przywilej, że możemy się do niej dostać bezpośrednio kilkoma pociągami dziennie. Z doświadczenia wiem, że początki wycieczki w góry to dużo energii i jeszcze więcej chęci – tu żadne przesiadki nam nie przeszkadzają. Zgoła odmiennie jest, gdy mamy już w nogach dziesiątki kilometrów, a plecy przygniecione ciężkim, turystycznym plecakiem wołają o pomoc . Nie ma dla mnie lepszej motywacji do ochoczego dreptania niż wizja wypicia zimnego piwa, zjedzenia obiadu i wskoczenia do czekającego już na stacji pociągu, z którego wysiądziemy dopiero „pod domem”.

Jak poradzić sobie z przesiadką? Sprawdzone przeze mnie rozwiązanie to opuszczenie pociągu na stacji Jelenia Góra Cieplice i przejście na skrzyżowanie ulic Marcinkowskiego i Wolności. Na rogu łatwo znaleźć przystanek, z którego odjeżdżają busy i autobusy do Karpacza dojeżdżające na Biały Jar. Cena jest akceptowalna: 7 zł, z braku alternatywy nie sposób się targować.

Dodatkowy plus rozwiązania to bliskość marketu Tesco – jakieś 2 minuty spacerkiem od przystanku. Dobrze mieć już zrobione zakupy na całą drogę przed wyruszeniem do Karpacza. W okolicach Białego Jaru trudno o porządny sklep z rozsądnymi cenami. Sklep w Cieplicach jest otwarty codziennie od 6 rano.

Wniosek: wygodniej będzie wyruszyć z Karpacza i wrócić do domu ze Szklarskiej Poręby.

2. Schronisko schronisku nierówne – wybierajmy to solidniejsze

Przejście ze Śnieżki na Szrenicę to nie przelewki – niespełna trzydziestokilometrowa wycieczka jest na tyle czasochłonna, że warto zaplanować nocleg w górach, w schronisku u kresu naszej wędrówki. Realny wybór obejmuje dwa obiekty: Schronisko na Hali Szrenickiej oraz Schronisko Górskie „Dom Śląski” na Równi pod Śnieżką. Zastanawianie się nad wyborem kierunku marszu rozpocząłem właśnie od określenia miejsca do spania. Niestety, wyboru zbyt wielkiego nie było.

Dom Śląski, pomimo ponad 10 telefonów i kilku maili nie dał żadnego znaku życia. Zachodzę w głowę w jaki sposób można dokonać rezerwacji noclegu w tym obiekcie i dochodzę do wniosku, że chyba tylko osobiście. Masz Pan interes to Pan do nas przyjdź. Z tego też powodu odezwałem się do Hali Szrenickiej, w której miałem już okazję spać – chociaż jeszcze przed jej remontem. Zgodnie z prośbą dostaliśmy ośmioosobowy pokój, udało nam się przełożyć termin rezerwacji z powodu złej pogody w pierwotnym terminie wyjazdu, ba – po nocnej imprezie udało mi się znaleźć nawet na recepcji mój zagubiony, blaszany kubek szanującego się backpackera. Hala Szrenicka będzie dobrym wyborem również w przypadku, gdy planujemy solidne pochodzenie po czeskiej stronie Karkonoszy lub po Górach Izerskich.

Schronisko jest czyste, przytulne i dużo mniej zatłoczone od zlokalizowanego na przecięciu głównych szlaków Domu Śląskiego. Za 37 zł (w tym 7 zł opłaty opcjonalnej za komplet pościeli) wyspałem się bardzo godnie i wykąpałem się w całkiem dobrych warunkach, dzięki temu będąc gotowy na drugi dzień wędrówek. A już wisienką na torcie był fakt, że zarządzający schroniskiem są moim krajanami z Rawicza, miasta, w którym się urodziłem. Wieczorny widok sprzed schroniska i nocna, absolutna cisza są po prostu magiczne.

Wniosek: śpimy na Hali Szrenickiej, ruszamy zatem z Karpacza.

3. Nieoczywisty banał – profile trasy są różne, mierzmy siły na zamiary

Jeśli wypracowaliśmy dobrą kondycję i kochamy chodzić po górach z kołatającym sercem – kierunek trasy nie będzie miał dla nas znaczenia. Wybierając się w góry większą grupą musimy jednak pamiętać, że trasę i tempo dostosowujemy zawsze do potencjalnie najsłabszego członka wyprawy. My czuliśmy się na tyle silnie, że wybraliśmy tę trudniejszą opcję. Profil trasy to udowadnia.

Najtrudniejsze, jak to zawsze w górach bywa, było pokonanie przewyższenia między Białym Jarem a Równią pod Śnieżką (Schronisko Dom Śląski). Później profil wyraźnie się „uspokaja”, może poza kilkoma pikami w okolicach Wielkiego Szyszaka i Śnieżnych Kotłów. Suma podejść to 1394 metry przy zejściach o długości 908 metrów.

Przy okazji, jeśli jeszcze nie znacie tej strony: do planowania górskich wędrówek szczególnie polecam portal Mapa-turystyczna.pl. Trasę wycieczki możemy wyznaczyć po istniejących szlakach turystycznych, automatycznie lub przez ręczne dodawanie punktów pośrednich. W rezultacie dostajemy wyliczony profil trasy, jej długość i przybliżony czas przejścia. Pod koniec tego artykułu wkleiłem zrzut z portalu – bajka. Nikt mi za tę reklamę nie płaci (niestety) – strona naprawdę „robi robotę”.

Wracając do sedna punktu – sprawdźcie profile trasy przed wyruszeniem w góry. To, że szlak na mapie wygląda na krótki wcale nie oznacza, że jego przejście to pestka.

Wniosek: jeśli ciut większy wysiłek fizyczny nie jest Ci straszny – idź od Śnieżki w kierunku Szrenicy. Wcześniej sprawdź jednak profil trasy.

Ruszamy w drogę! Jak się idzie?

Wyruszając z Karpacza musimy być dobrze przygotowani pod względem prowiantu i, co najważniejsze, zapasów wody. Pod minięciu Równi pod Śnieżką okazji do napełnienia butelek z górskiego strumienia jest bardzo mało, po minięciu schroniska Odrodzenie nie ma tych okazji wcale. Kryzys z wodą złapał nas na szczęście dopiero w okolicy Śnieżnych Kotłów, do celu było już całkiem blisko. 1,5 l wody na osobę to minimum, rozsądnie byłoby mieć przynajmniej 2 litry.

Prowiant na trasę musi starczyć na 2-3 posiłki. W razie konieczności coś na ciepło możemy przekąsić w schronisku Odrodzenie, mniej więcej w połowie zaplanowanej trasy. Szczególnie polecam dwie wielkie kiełbasy za 10 zł, dla strudzonych wędrowców nie ma nic lepszego. W plecaku miałem dwie tabliczki gorzkiej czekolady o legendarnej już mocy energetycznej dla górskich wędrowców, kilka bananów, kanapki z dżemem i masłem orzechowym. Postawiłem więc na tłuszczowo-węglowodanowe posiłki, szczególnie ważne, gdy notujemy spore straty energetyczne.

Po drodze odprowadzamy wzrokiem kilka schronisk, tak jak chociażby Samotnię na zdjęciu powyżej. Niestety, nie mamy możliwości zejścia do nich bez dużej straty czasowej, musimy więc zazwyczaj obejść się smakiem. Widoki na kotły Małego i Wielkiego Stawu zapierają dech w piersiach. Szczególnie, że znajdujemy się wysoko nam nimi i marzymy tylko o tym, żeby wskoczyć do ich zimnej wody.

Jeśli wyruszymy z Karpacza ok. 9 to przy średnim, łamane na wolnym tempie podchodzenia pod Równię zameldujemy się tam ok. 11. Letnie dni są na tyle długie, że możemy sobie bez konsekwencji pozwolić na maszerowanie do 20-21, realnie jednak dotrzemy do Hali Szrenickiej zdecydowanie szybciej. W zwartej grupie idzie się znacznie wolniej niż w pojedynkę i trudniej utrzymać jakikolwiek szyk, postojów wyrównawczych było więc sporo. Najdłuższy odpoczynek to ponad półgodzinne posiłkowanie się w Odrodzeniu. Reasumując, czas przejścia, licząc od wyruszenia z Karpacza do zameldowania się w schronisku, wynosi ok. 8-9 godzin.

 

Podsumować wyprawę czas najwyższy

Moją tradycją jest sporządzanie Księgowości podróżnika. Zdaję sobie też sprawę, że dla wielu z Was może być ona pomocna w podjęciu ostatecznej decyzji o wyjeździe w dane miejsce. Niech tradycji stanie się zadość.

Księgowość podróżnika - weekendowy wypad w Karkonosze
Bilet kolejowy Wrocław Gł. - Jelenia Góra Cieplice (ulga studencka 51%)11,56 zł
Bilet na busa Jelenia Góra Cieplice - Karpacz Biały Jar7 zł
Bilet na pociąg Szklarska Poręba Górna - Wrocław Gł. (ulga studencka 51%)12,5 zł
Nocleg w schronisku na Hali Szrenickiej (pokój ośmioosobowy, w tym pościel za 7 zł)37 zł
Gotówka w kieszeni (zapasy, obiad w Szklarskiej Porębie)70 zł
Weekend w Karkonoszach138,06 zł

Weekendowa wycieczka w góry, zakładając, że mieszkamy stosunkowo blisko, jest praktycznie bezkosztowa – więcej wydalibyśmy spacerując kilka godzin po wrocławskim Starym Mieście i jedząc tam obiad. Powyżej mamy więc kolejny dowód, że zarzucanie podróżowaniu pochłaniania dużych zasobów finansowych można włożyć między bajki. Zakładam, że mamy na wyposażeniu wygodne, trekkingowe buty i nie musimy się „dozbrajać” przed wyjazdem.

Żeby nie było tak kolorowo… skóra boli do teraz. Bardzo nierozsądnie założyliśmy, że dzień nie będzie słoneczny, pomyliliśmy się niestety. Tego typu wyprawa, czyli ciągłe przemieszczanie się w jednym kierunku niesie za sobą pewną bolesną po jakimś czasie przypadłość – mianowicie turysta opala się tylko z jednej strony. Skazując się na stałą, jednostronną ekspozycję na słońce wypada mieć ze sobą kremy z filtrem. My oczywiście zostawiliśmy je we Wrocławiu, „na czarną okazję”. Poniższy obraz, nie bójmy się tego powiedzieć – obraz nędzy i rozpaczy, powinien dać Wam do myślenia. Bolało jak jasny pierun! Podwinięcie nogawek w celu wyrównania opalenizny szczególnie nie pomogło.

Dla ciekawskich – tak wyglądała nasza trasa z oznaczonymi wszystkimi ważnymi punktami. Po wejściu na Równię pod Śnieżką przeszliśmy nad kotłami Małego i Wielkiego Stawu, minęliśmy schronisko Odrodzenie i podchodząc pod Przełęcz pod Śmielcem ruszyliśmy w kierunku Śnieżnych Kotłów i Łabskiego Szczytu i mijając Szrenicę dotarliśmy do Hali Szrenickiej. Brzmi banalnie, prawda?

To się nagrywa!

Nie ruszam się z domu bez kamery sportowej, rzadko jednak publikuję te nagrania, pewnie dlatego, że dopiero uczę się montażu. Tym razem zaserwuję Wam kilka scen z pracowitej soboty w Karkonoszach. Jeśli uważacie, że w nagraniu można coś poprawić lub macie sugestie co do sposobu, w jaki to zmontowałem: czekam niecierpliwie na Wasze komentarze. Na moim kanale można znaleźć relację z zeszłorocznego kolejowego eurotripa do Barcelony oraz kilka odcinków z moich wycieczek po Londynie.

We wrześniu prawdopodobnie wrócimy na szlaki, tym razem po czeskiej stronie Karkonoszy. Sierpień mija mi pod znakiem przygotowań do ponad dwutygodniowej wyprawy stopem do Albanii i porządkowania materiałów z niedawnej przecież wycieczki do Wielkiej Brytanii. Góry, przynajmniej polskie, muszą chwilę poczekać.

A jak Wy odnajdujecie się w Karkonoszach? Macie swoje ulubione szlaki? Kto wie, może powiedzieliśmy już sobie kiedyś „dzień dobry” mijając się gdzieś wysoko, w drodze na kolejny szczyt. Mam nadzieję, że mi odpowiedzieliście, górski savoir-vivre to przecież podstawa! Do zobaczenia na szlakach, gdzieś między Śnieżką a Szrenicą.