Wielkomiejska Szkocja w drodze na północ –
Objechać Wielką Brytanię w 8 dni (cz. 2)

Wyjazd do Wielkiej Brytanii sam w sobie był bardzo ważnym celem. Miał jednak zawarte dwa konkretne, nadrzędne pragnienia do spełnienia. Marzyłem o tym, żeby rozłożyć się na trawiastym klifie Kornwalii i zrelaksować się patrząc na Atlantyk. Cel całkiem prozaiczny, prawda? Nie mniej niż drugi z nich – od wielu lat bardzo chciałem odwiedzić Szkocję. Zaplanowałem, że spróbuję poznać ją z dwóch wymyślonych przeze mnie stron. Pierwszą z nich zdefiniowałem jako Szkocję wielkomiejską, z Edynburgiem, Glasgow i Aberdeen jako stolicami kultury, sztuki i szkockiego dziedzictwa narodowego. Obok wielkomiejskiego zgiełku, po drugiej stronie, stała Szkocja gór, pustkowi, stromych pastwisk pełnych owiec i nieustających wichur i ulew. To właśnie prawdziwa Szkocja – przynajmniej tak definiowana jest przez osoby, które tu były i poznały te krainę trochę lepiej. Kusiły mnie jednak obie twarze tego kraju, postanowiłem więc chociaż trochę poznać każdą z nich.

Zwiedzanie Szkocji i plan dotarcia koleją do najdalej na północ wysuniętego punktu kraju to etap ośmiodniowej wyprawy po Wielkiej Brytanii, której pierwsza część dosięgnęła Londynu i Cambridge. Napisałem o tym kilka słów we wcześniejszym artykule. Koszty podróży również omówiłem w poprzedniej części relacji. Punktem wyjściowym drugiego dnia na Wyspach był Londyn, skąd wczesnym rankiem, z dworca King’s Cross, wyruszyliśmy na podbój dalekiej północy.

Półtora dnia, jakie mieliśmy po dotarciu do Edynburga, postanowiliśmy spędzić na zgłębianiu tajemnic dwóch największych szkockich miast – Edynburga właśnie i po sąsiedzku położonego Glasgow.

Przeczytaj cały artykuł

Jak podróżować koleją po Europie z biletem Interrail?
[KOSZTY i PORADNIK]

Wśród Polaków panowała przez szereg lat opinia, że od podróżowania koleją należy uciekać jak od patrolu drogówki. Pociągami podróżowaliśmy od święta, zazwyczaj w sytuacji kryzysowej – bo auto nie odpaliło, autobus nie przyjechał, bo wszystko inne zawiodło. Wielu młodych ludzi do dzisiaj boi się pociągów powtarzając za swoimi rodzicami jak mantrę, że jest niebezpiecznie, nieplanowo i w gruncie rzeczy nieprzewidywalnie. Trend na szczęście się odwraca.

A co by było, gdybyśmy zaplanowali kolejową wycieczkę po Europie odwiedzając przez 10 dni Zurych, Genewę, Paryż, Lazurowe Wybrzeże z Niceą i Monaco oraz Barcelonę? Pamiętajcie, że nie potraktowaliśmy tej wyprawy jako budżetowej – nie ukrywam, że są tańsze sposoby na eksplorację zachodniej Europy. W tym wyjeździe nie o to jednak chodziło – chcieliśmy się otworzyć na widoki i przeżycia, które może dać tylko przecinający krajobraz pociąg. Koszty i tak okazały się akceptowalne.

Księgowość podróżnika (kolejowy eurotrip)
Bilet InterRail Global Pass866 zł200€
Obowiązkowe miejscówki do biletu InterRail i dodatkowe bilety550 zł127€
Komunikacja miejska (Paryż i Barcelona)78 zł13€+5€
Noclegi (Paryż, Marsylia, Barcelona)308 zł28€+22€+21€
Zakupy w Polsce (jedzenie)50 zł11,5€
Gotówka w kieszeni (10 dni)348 zł80€
10 dni podziwiania Europy 2200 zł 508€

Nad ranem w ciepłą, wrześniową sobotę wyruszyliśmy w czterosobowej ekipie na dziesięciodniowy, kolejowy podbój Europy z wizją dotarcia nad Morze Śródziemne od francuskiej i hiszpańskiej strony.

Dojazd pociągiem z Polski do Hiszpanii jest zdecydowanie możliwy i całkiem wygodny – o ile tak jak my nie postanowicie wcześniej zahaczyć o Szwajcarię i północ Francji.

Czas na kilka rad i wskazówek opartych na moim doświadczeniu i wiedzy, którą zdobyłem jeszcze przed wyjazdem.

Przeczytaj cały artykuł