Mój najlepszy rok w życiu! Podróżnicze podsumowanie 2018 r. - Bartekwpodrozy.pl
  1. NASTĘPNY POST
Mój najlepszy rok w życiu! Podróżnicze podsumowanie 2018 r.

Mój najlepszy rok w życiu! Podróżnicze podsumowanie 2018 r.

Trochę wstyd się przyznać, ale mijający właśnie rok był najlepszym w całym moim życiu. Pod każdym względem – prywatnym, zawodowym, ale przede wszystkim podróżniczym.

Zgodnie z sugestią Laski z “Chłopaki nie płaczą”, odpowiedziałem sobie “na jedno zajeb@##cie, ale to zajeb@##cie ważne pytanie – co chcę w życiu robić?”. I zacząłem to robić!

“Tym czymś” okazuje się dla mnie podróżowanie. W 2018 r. udało się tak zaplanować czas, żeby częste wyjazdy nie kolidowały z moją pracą i innymi zobowiązaniami. Nie wydając fortuny i nie rzucając stałej pracy podróżowałem w mijającym roku przez łącznie 61 dni. Przy pracy na etacie nie spodziewałem się, że wykręcenie takiego wyniku wchodzi w rachubę. W chwili publikowania tego artykułu będę w Izraelu, gdzie w Jerozolimie razem z Natalią świętować będziemy drugi rok wspólnych podróży i bycia razem.

Zaliczyłem przy tym jednak dużą, osobistą porażkę – ciągle nie potrafię zmotywować się do aktywności fizycznej podczas podróży. Już siedząc w samolocie zapominam o siłowni i bieganiu, a jedynie co mi zostaje z aktywności to ganianie z plecakiem i aparatem. A gdy wracam do Polski – motywacja od razu wraca. Ten typ już chyba tak ma. Będziemy nad tym pracować w 2019 r.


Garść podróżniczych statystyk

W 2018 r. pakowanie plecaka stało się moją rutyną. Z kraju wyjeżdżałem 13 razy, z czego aż 12 razy miałem ze sobą wyłącznie bagaż podręczny. Podróżowanie z małym plecaczkiem tak wchodzi w krew, że wyzwaniem nie był nawet tygodniowy wypad do Gruzji, gdzie byliśmy zarówno w górach, jak i nad Morzem Czarnym.

Mam zaszczyt przedstawić zmasakrowany przez niewłaściwe traktowanie, znoszony, mający w sobie tysiące przebytych kilometrów plecak z 4F, który niedawno wrócił z kliniki (byłem z nim u krawca) i zaczyna kolejny rok przygód.

Bartek i uliczki medyny w Marakeszu

Jeśli pracujecie na etacie to doskonale wiecie, że każdy dzień urlopu jest drogocennym skarbem. Widać to po długości i formie moich wyjazdów – większość to krótkie, kilkudniowe wypady, podczas których korzystałem z samolotów.

No właśnie. Rok 2018 to 21 lotów (z Izraela wrócimy już w 2019 r., stąd nieparzyście). Zdecydowaną większość, bo aż 16, spędziłem na pokładzie Wizz Air, który lata za śmieszne pieniądze w bardzo interesujące dla mnie miejsca, szczególnie na Bałkanach. Siatki połączeń tanich linii rozbudowują się intensywnie każdego roku, więc kierunków na kilkudniowe wypady wystarczy mi jeszcze na długo. W kolejce czeka też południowo-wschodnia Azja – to będzie cel nr 1 na główną podróż w 2019 r.

Siatka lotów w 2018 r.

Poza lataniem, spędziłem również kilkadziesiąt godzin w pociągach, powoli zbliżając się śladami Orient Expressu do Stambułu.

Spędziłem w podróży 61 dni, które zebrane razem dałyby nieprzerwane 2 miesiące urlopu. Postawiłem stopę w 16 krajach, a w 10 z nich byłem pierwszy raz w życiu. Maroko było dla mnie pierwszą wizytą w Afryce, a zwiedzanie Dubaju to pierwszy kontakt z Azją.

Dokąd dotarłem i ile to kosztowało? Podróżnicze podsumowanie 2018 r.

Rok 2018 spędziłem szperając w sieci za kolejnymi promocyjnymi ofertami lotów. Przez to docierałem zazwyczaj tam, gdzie akurat było tanio ;) Przyszły rok chcę spędzić trochę inaczej, realizując więcej celów z mojej “Bucket list”.

Co się działo w 2018 r.?

Styczeń

“Jaki 1 stycznia, taki cały rok”. Zgadzałoby się – w pierwszy dzień roku byliśmy w Kijowie, odpoczywając po ciężkiej, sylwestrowej imprezie na Placu Sofijskim, tuż przy pomniku Bogdana Chmielnickiego.

Sylwestra i Nowy Rok spędziliśmy imprezując na Ukrainie, bez katowania naszego budżetu. Kijów i Lwów to świetne miejsca, żeby dobrze się bawić i nie wydać przy tym milionów monet.

Sylwestrowo-noworoczna ekipa wyjazdowa w Kijowie
Sylwestrowo-noworoczna ekipa wyjazdowa

Całą podróż odbyliśmy pociągami – najpierw do Przemyśla, później Lwowa, a w końcu nocnym pociągiem w wagonie plackarta do Kijowa. Wydaliśmy na podróż w jedną stronę ok. 100 zł, korzystając w Polsce ze zniżek studenckich. Pociągi na Ukrainie są niedorzecznie tanie – miejsce do spania w bardzo klimatycznym (a czasami też dusznym i średnio pachnącym) wagonie 3. klasy ze Lwowa do Kijowa kosztuje mniej niż 25 zł.

Co zobaczyć w Kijowie? Ja zaplanować weekend w tym mieście? Gotowa odpowiedź czeka na Was w moim artykule: Czas na zwiedzanie Kijowa! 14 pomysłów na zwiedzanie miasta.

Luty

Sponsorem wyprawy w lutym był Ryanair. Podczas wielkich kłopotów tych linii lotniczych odwołano moje loty do Brukseli, które miały być urodzinowym prezentem dla Natalii. Żeby wyjść z twarzą z kłopotów, Ryanair przyznał za każdy odwołany lot voucher o wartości 40 euro – zgarnąłem więc wtedy okrągłe 160 euro do wykorzystania. Polecieliśmy więc za 7 zł na Majorkę.

Koszty lotu na Majorkę

Dzięki liniom Laudamotion można teraz polecieć na Majorkę za kilka euro, ale na początku roku było to jeszcze nieosiągalne. Busami i autostopem przejechaliśmy północną część wyspy. Odpieraliśmy ataki wygłodniałych kóz na Cap de Formentor, a w drewnianych wagonikach, z których w biegu można było zrywać pomarańcze, dojechaliśmy do Port de Soller. Byliśmy na Majorce poza sezonem, więc ceny “na mieście” były całkiem znośne, a hostele puste i dość tanie.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Po początku dnia spędzonym na skalistym wybrzeżu wpadliśmy na kilka godzin do miasta Pollença. Jednym z najciekawszych miejsc jest tu Kalwaria (Calvaria) – niewielka kapliczka na wzgórzu, do której prowadzi 365 kamiennych schodów. Widok jest tak malowniczy, że trafił na okładkę przewodnika Lonely Planet po Majorce. ;) #mallorca #majorka #pollença #architecture #architecturephotography #photography #picturesque #landscape #mountain #mediterraneansea #mediterranean #polishboy #polskichlopak #spain #lonelyplanet #traveller #bartekwpodrozy #travelblogger #polishblog #cosy #wishlist #beautifuldestinations #travellife #amazingtrips #exploringtheglobe #awesome #instapassport #amazingview #travelphotography #naturelover

Post udostępniony przez Bartek | Bartekwpodrozy.pl (@bartekwpodrozy.pl)

Bartek i Natalia na Majorce

Na wyspie byliśmy przez 3 pełne dni, a udało nam się zobaczyć całkiem sporo. Jeśli planujecie wycieczkę na Majorkę albo chcecie porównać swój zrealizowany plan z moim, zobaczcie artykuł “Główne atrakcje Majorki w trzy dni – plan zwiedzania“.

Marzec

Gdy w Polsce zaczęło się robić ciut cieplej, w rozkład kolejnych tygodni zaczęły się wciskać krótkie city-breaki do europejskich miast. Budżet na weekendowe wypady zamykał się w 300-400 zł.

Z kolegą ze studiów wybraliśmy się na 8 godzin do Londynu, spędzając drugie tyle (albo i trzy) na dojazdach z Wrocławia do lotniska w Poznaniu, z Luton do centrum Londynu i z powrotem, a na końcu z lotniska w Gdańsku do Wrocławia. Było deszczowo, pochmurnie, a Big Ben był zasłonięty rusztowaniami. Ale i tak było genialnie – przecież to Londyn, najlepsze miejsce na europejski city-break. ;)

Tydzień później byliśmy już w Atenach, na najkrótszym z moich dotychczasowych wyjazdów poza Polskę. W Grecji znaleźliśmy się po 16 w sobotę, a już w niedzielę rano siedzieliśmy w powrotnym samolocie do Katowic. Zdążyliśmy zjeść niemające nic wspólnego z fit-dietą souvlaki i wypić greckie piwo, przespacerować się po placu Monastiraki i spojrzeć z dołu na ruiny antycznego Akropolu. Nocowaliśmy w Zorbas Hostel, chociaż nocowanie to mocne słowo. Nocne życie Aten mocno nas wciągnęło.

Stacja metra Victoria w Atenach

A ostatniego dnia marca zajęliśmy miejsca w samolocie z Wrocławia do gruzińskiego Kutaisi. Zaczęła się nasza tygodniowa wyprawa…

Kwiecień

… która zajęła nam również pierwsze dni kwietnia. Gruzja “kupiła” mnie od pierwszych chwil. Już w Polsce uwielbiałem wszelkie wariacje na temat ich popisowego dania – chaczapuri, ale w Gruzji upewniłem się, że tamtejsza kuchnia to najlepsze, co mogło mi się przytrafić.

Tydzień w Gruzji podzieliliśmy między góry, niziny interioru i wybrzeże Morza Czarnego. Marszrutkami dotarliśmy do Stepancmindy i klasztoru Cminda Sameba (no, prawie – musiałem poprawiać tę wycieczkę w październiku), a później do żyjącej z dala od świata wioski Ushguli.

W Gori trafiliśmy do budzącego skrajne emocje Muzeum Stalina. Nie liczyliśmy na znalezienie tam prawdy historycznej, bo byłoby to skazane od początku na porażkę – muzeum to miejsce bezkompromisowego kultu Stalina. Żeby odreagować solidne pranie mózgu, wyskoczyliśmy kilkanaście kilometrów za miasto, do skalnego miasta Uplisciche – jednego z najstarszych w rejonie Kaukazu. Dzień przed powrotem do Polski minął nam w Batumi, kurorcie szklanych domów, bardzo odróżniającym się od reszty kraju. Tam raczej nie wrócimy, wszystko był zbyt nadmuchane i chciało wyglądać jak miniaturka Dubaju.

Wiedziałem, że wrócę do Gruzji. Nie podejrzewałem, że stanie się to już kilka miesięcy później.

Gruzja to miliony możliwości. Jeśli kochacie góry, nie odpuśćcie wycieczki do bardzo popularnej miejscowości Stepancminda z klasztorem Cminda Sameba albo wyjazdu do Swanetii, w której leży trudnodostępna wioska Ushguli. W rejonie Gori znajdziecie skalne miasto Uplisciche oraz owiane złą sławą Muzeum Stalina.

Maj

Po powrocie z Gruzji zaczęliśmy szykować się to powolnej, kolejowej tułaczki przez Europę. Wymyśliłem sobie, że dojedziemy do Stambułu drogą lądową tak, żeby zbliżyć się do trasy legendarnego, luksusowego Orient Expressu.

Jechaliśmy tak, żeby mieć trochę czasu na zwiedzenie mijanych miast. W Budapeszcie, Bukareszcie i Sofii spędziliśmy po 1-1,5 dnia. Na granicy bułgarsko-tureckiej wpadliśmy w ręce pogranicznika, który minął się z powołaniem. Gość wyraźnie chciał zostać w dzieciństwie Jamesem Bondem, no albo przynajmniej Spidermanem. Skończył jednak w ciasnym pomieszczeniu w środku niczego, gdzie z kontroli granicznej zrobił przesłuchanie godne starcia amerykańskich i rosyjskich agentów wywiadu. Gdy już doszedł do wniosku, że “nic z nas nie wydusi”, wpuścił nas łaskawie na teren Turcji i pozwolił dotrzeć do jednego z piękniejszych miast, jakie widziałem – do Stambułu.

Tempo podróży powrotnej rozwlekło się jeszcze bardziej, gdy przez ponad 30 godzin płynęliśmy ze Stambułu do portu w Odessie, bez grama zasięgu i dostępu do internetu. Technologiczny detoks na 2018 r. zaliczony.

O planowaniu podróży koleją do Stambułu pisałem w artykule “Jak dojechać pociągiem z Polski do Stambułu?“. Gdy już zdecydujecie się na zrobienie “20 rzeczy, które musisz zrobić w Stambule“, wskakujcie na statek, żeby odbyć “Rejs ze Stambułu do Odessy“.

Czerwiec

Wstyd, ale dopiero w czerwcu 2018 r. wybrałem się po raz pierwszy w życiu na festiwal podróżniczy. W Operze Wrocławskiej zorganizowano Wachlarz 2018. Udało się wysłuchać ciekawych prelekcji Krzyśka Story i Julii Raczko, ale gdy na scenę wszedł Aleksander Doba, nikt już nie pamiętał o wcześniejszych prezentacjach. Ponad 70-letni podróżnik, który pewnego dnia wpadł na pomysł przepłynięcia kajakiem… Atlantyku, kupił publiczność swoimi luzackim stylem życia. Sprzedał nam sporo historyjek o usterkach naprawianych na środku oceanu i mało pozytywnym stosunku jego żony do samotnych, morskich przygód męża. W ciemno wpadajcie na wszystkie prelekcje, gdzie zapowiedział się Pan Doba :)

Jeden z chłodniejszych weekendów przeleciał na podróży po dobre, czeskie piwo. Trafiłem do Pilzna i Czeskich Budziejowic, miast niezbyt turystycznych, ale miłych dla oka i posiadających legendarny, czeski luz. Na południe Czech dojechaliśmy koleją, dogadzając sobie w przerwach smażonym serem i knedliczkami. Fit dieta, te sprawy…

To, że miasto nie jest numerem jeden na listach atrakcji turystycznych kraju nie znaczy, że jest nudne. Weekend w Czeskich Budziejowicach i Pilźnie to rozsądny pomysł na wiosnę – Zwiedzanie Czeskich Budziejowic i Pilzna.

Lipiec

Pierwszy raz to wielki dzień dla każdego mężczyzny. A już pierwszy raz z Afryką to dopiero wydarzenie! Natalia wzięła sprawy w swoje ręce i kupiła nam bilety z Krakowa do Marrakeszu.

Marokańskie targi są wyzwaniem dla osób, których asertywność jest na przeciętnym poziomie. W żadnym miejscu nie trafiliśmy na tak nachalnych, nieustępliwych sprzedawców jak w soukach Marrakeszu.

Handel uliczny wyciąga na ulice tysiące osób, których jest tym więcej, im późniejsza jest pora dnia. Nocami plac Jemaa El Fna zamienia się jednocześnie w świątynię handlu, arenę zaklinaczy węży i scenę dla afrykańskich artystów. W ciemniejszych zakątkach placu, w dymie palonych fajek wodnych i pośród wygrywanych, afrykańskich rytmów, czuć ducha przerażających czasów, gdy plac o nazwie tłumaczonej jako “zgromadzenie umarłych” był miejscem handlu niewolnikami i publicznych egzekucji. Po rzut oka na ocean wybraliśmy się pociągiem po piaszczystych pustkowiach Maroko aż do Rabatu.

Sierpień

Pod koniec wakacji wspólnie postanowiliśmy się nieco napromieniować ;) Od dłuższego czasu chciałem spełnić swoje marzenie i zobaczyć na żywo Czarnobyl, Prypeć i elektrownię, w której doszło do znanej na całym świecie katastrofy atomowej. Porwały mnie dobre ceny lotów do Kijowa, a dzięki temu sama stworzyła się okazja do odwiedzenia Lublina, z którego ruszaliśmy w dalszą podróż na Ukrainę.

Czarnobylska strefa wykluczenia leży rzut beretem od Kijowa. Skorzystaliśmy z oferty kompleksowych wycieczek, bo na samodzielną eksplorację strefy “na dziko” ani nie byliśmy przygotowani, ani nie mieliśmy na nią ochoty. Piszę to, bo kilku “czarnobylskich ekspertów” uznało w komentarzach do mojego artykułu, że wyjazd ze zorganizowaną grupą to profanacja! Oczywiście nie żałuję wydanych 75$ za przejazd w obie strony i opiekę przewodnika – podróżuję przecież w taki sposób na jaki mam ochotę.

Mimochodem pojawiły się do zagospodarowania dwa dni w Kijowie. Zwiedzając miasto, zebrałem sporo materiału do opracowania listy 14 miejsc, które warto odwiedzić w stolicy Ukrainy.

Okazuje się, że wyjazd do Czarnobyla można połączyć ze zwiedzaniem kilku ciekawych lokalizacji. Dużo do zaoferowania ma stolica Lubelszczyzny – “Zwiedzamy Lublin w jeden dzień – co zobaczyć?“. Do wizyty w Czarnobylu warto się kompleksowo przygotować, poznając kulisy katastrofy i listę wartych odwiedzenia miejsc – “Czarnobyl – jak doszło do katastrofy? Zwiedzanie Prypeci i strefy wykluczenia“. Bazą wypadową do Czarnobyla jest oczywiście Kijów, na którego zwiedzanie mam dla Was receptę – “Czas na zwiedzanie Kijowa! 14 pomysłów na zwiedzanie miasta“.

Wrzesień

Nie wiedziałem co to piekło, dopóki nie trafiłem we wrześniu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Upały, które wymęczyły mnie w Maroko, okazały się przyjemnym ciepełkiem w porównaniu z żarem (roboczo nazywanym zemstą Emiratów), który rozpuszczał nas podczas zwiedzania Dubaju.

Nie sądzę, żebym chciał wrócić do Dubaju. Jak każde miejsce na świecie, miasto warte było zobaczenia i bawiłem się w nim całkiem nieźle (im wydajniejsza klimatyzacja, tym dane miejsce bardziej przypadało mi do gustu). Dopiero po powrocie do Polski zdałem sobie jednak sprawę, jaką fikcją są w Emiratach prawa człowieka – nawet w stosunku do członków rodziny władcy. Obejrzałem film księżniczki Latify, poczytałem raporty organizacji pozarządowych i przeraziłem się. Nie zniechęcam do zwiedzania Dubaju, proszę Was jednak o świadome podejście do tematu i powstrzymanie ochów i achów na temat postępowej polityki rządzących krajem i emiratem Dubaju. Tuż za tą polityką i budowaniem wizerunku Dubaju jako postępowego, nowoczesnego miasta, kryją się smutne historie ludzi.

Październik

Mówiłem, że wrócę do Gruzji? I wróciłem, już po pół roku od pierwszego wyjazdu. Po miesiącach intensywnego podróżowania potrzebowałem właśnie takiej wyprawy – bez napiętego planu i listy celów koniecznych do zrealizowania. Cztery dni na Kaukazie minęły głównie na wędrowaniu między restauracjami i pożeraniu kolejnych, nieznanych wcześniej gruzińskich dań. Znaliście chaczapuri ze szpinakiem? ;)

Przed wyjazdem zahaczyłem o festiwal podróżniczy National Geographic, gdzie spotkałem jedną z moich ulubionych podróżniczek – Kaję z Globstory. Ustawiłem się nawet w długiej kolejce po wspólne zdjęcie :) Świetna babka!

Bartek i Kaja z Globstory

Listopad

W listopadzie miałem w końcu usiąść na miejscu i nie ruszać się z Polski dalej niż na weekendowe piwo do Czech. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie wpadłem na opcję lotów multicity, która pozwalała dotrzeć do Skopje, Prisztiny w Kosowie i, trochę przy okazji, do Budapesztu. Cena? Trochę ponad 200 zł za cztery loty. Dobrze wiecie, co działo się później… ;)

Po wygodnej nocy spędzonej na lotniskowej ławce w Warszawie, dolecieliśmy do Budapesztu, a dzień później do Skopje. Stolica Macedonii, bijąca wszelkie rekordy liczby pomników i obelisków na metr kwadratowy, była naszą bazą wypadową do Kosowa. Częściowo nieuznawaną, dawną prowincję Serbii poznawaliśmy w Prisztinie i podobno najpiękniejszym mieście tej części Bałkanów – Prizren.

Zamiast odpoczywać, postawiłem sobie wyzwanie sprawdzenia czy da się przemieszczać po Kosowie korzystając tylko z komunikacji publicznej. Zabrakło czasu na dotarcie do podzielonej między Serbów i Albańczyków Kosowskiej Mitrowicy, ale o konflikcie między tymi dwoma narodami sporo dowiedziałem się podczas zwiedzania Prizren. Sytuacja w Kosowie nadal nie jest jednoznaczna, a zwaśnione grupy etniczne są gotowe odrodzić krwawy konflikt jeśli tylko zostaną do tego sprowokowane. Wizyta w tym kraju to ciekawe studium przypadku, szczególnie dla mnie – zainteresowanego państwami o niejasnym statusie międzynarodowym.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Kosowo robi się coraz lepiej skomunikowane z naszą częścią Europy, a transport wewnątrz kraju jest naprawdę pierwszoligowy. Budżet mojego wyjazdu przeznaczony na transport naprawdę się broni! ✈️ lot z Warszawy do Budapesztu – 64 zł ✈️ lot Budapesztu do Skopje – 39 zł ? autobus ze Skopje do Prisztiny – 25 zł ✈️ lot z Prisztiny do Budapesztu – 39 zł ✈️ lot z Budapesztu do Warszawy – 64 zł Łącznie 231 zł za sporą porcję podróżowania. Jak myślicie, drogo? ? #kosowo #kosovo #bartekwpodrozy #polskibloger #blogpodrozniczy #polishboy #cheapflights #wizzair #travelblog #travelblogging #iamtb #balkany #kolej #railway #fitboy

Post udostępniony przez Bartek | Bartekwpodrozy.pl (@bartekwpodrozy.pl)

Grudzień

Od dwóch lat tradycją było spędzanie końca roku na Ukrainie, ale w tym roku wyłamałem się i uciekłem na Bliski Wschód. Gdy będę publikował ten artykuł, a wszystko pójdzie zgodnie z planem, powinniśmy wygrzewać się z Natalią między murami Starego Miasta w Jerozolimie.

Opowiem jak było po powrocie. ;)

Jak szło na blogu? Co dalej?

W mijającym roku dojrzałem w końcu do wniosku, że tworzenie bloga to dla mnie wielka przyjemność i właśnie w bloga chcę inwestować swój wolny czas. Większe zaangażowanie spowodowało, że ruch na blogu się powoli zwiększa. Urosły również profile na Facebooku i Instagramie.

Trochę zmieniło się w wyglądzie bloga. Codziennie przypominam sobie jak dużo zostało jeszcze do zrobienia i jak wiele zmian chciałbym jeszcze wprowadzić. Zmysł artystyczny u mnie kuleje, ale nie mam jednak źle – na grafice zna się na szczęście Natalia. Większość grafik na Facebooku i w artykułach to właśnie jej robota ;)

Bardziej angażując się w bloga zauważyłem, że nie można brać się za ten projekt tylko z doskoku. Zbieranie materiałów do artykułów, pisanie tekstów, ogarnianie mediów społecznościowych, obrabianie zdjęć, kombinowanie z WordPressem, aby w końcu wyglądał tak jak chcę, dbanie o dobrą pozycję w wyszukiwarkach – okazało się, że blog to też niezła harówka! ;) I te wyrzuty sumienia, że poszedłem spać wcześniej, a jeszcze mogłem coś poprawić, ulepszyć. I co z tego, skoro pomimo natłoku spraw i “etatu na blogu”, tworzenie bloga sprawia mi coraz większą przyjemność?

W nowym roku właśnie tego sobie życzę – żeby podróże i pisanie o nich nadal były tak ważnym elementem mojego życia. Dzięki za ten rok!


Dołącz do społeczności bloga!

  1. Odwiedź fanpage’a Bartekwpodrozy.pl na Facebooku.
  2. Zerknij na profil bloga na Instagramie.
  3. Zapisz się do newslettera, aby szybko dostawać informacje o podróżniczych okazjach i ciekawych materiałach.
Podpis


Autor artykułu: Bartek Dziwak

Bartek Dziwak

Pretendujący do bycia podróżnikiem pracownik na etacie, który stara się wycisnąć jak cytrynę każdą wolną chwilę i spędzić ją w podróży - to chyba moja najlepsza charakterystyka.
Kiedyś zakochałem się w wolności, jaką daje podróżowanie. Od tego czasu nie potrafię się zatrzymać.

15 komentarzy do “Mój najlepszy rok w życiu! Podróżnicze podsumowanie 2018 r.”

Zostaw swój komentarz