Po Polsce

Co robić przez jeden dzień w Poznaniu?

Gdy na poważnie bierzemy się za zdobywanie świata i odwiedzanie coraz odleglejszych miejsc, często całkowicie zapominamy o pięknych lokalizacjach dookoła nas. Przez szereg lat moje podróże ograniczały się do naszego kraju. Gdy tylko pojawiły się możliwości wyjeżdżania kawałek dalej, zacząłem z dużym dystansem podchodzić do zwiedzania Polski. Nieznane zaczęło kusić mnie bardziej. Chciałem poznawać obce nam kultury, podziwiać nieznaną w kraju architekturę, starałem się zrozumieć obyczaje, które u nas nigdy by się nie przyjęły. Opowiadanie o zagranicznych podróżach było przy okazji dużo atrakcyjniejsze. Dzięki otwartym granicom odwiedzanie naszych sąsiadów przestało być finansowym  i logistycznym wyzwaniem. Wraz z rosnącą świadomością podróżniczą zacząłem „przepraszać się” z naszym krajem, który ma przecież niesamowicie wiele do zaoferowania. A że najciemniej bywa pod latarnią, po macoszemu traktowałem duże miasto będące z moim Wrocławiem „po sąsiedzku”. Czas przeprosić się też z nim – mój pomysł na jedną z wrześniowych niedziel brzmiał więc: spędzić jeden dzień w Poznaniu.

Szczęśliwie, podróż nie wymaga praktycznie żadnego planowania – powinna zatem przypaść do gustu nawet podróżnikom „od święta”. Koszty nie przerażą nawet największej sknery, a jeżeli posiadacie jakiekolwiek zniżki to całkowity bilans finansowy będzie jeszcze korzystniejszy.

Księgowość podróżnika - jeden dzień w Poznaniu 
bez zniżekstudent
Koszty przejazdu Wrocław - Poznań i z powrotem75,8 zł37,14 zł
Komunikacja miejska (bez zniżek)13,6 zł6,8 zł
Obiad, kawa (na osobę)25 zł25 zł
Jeden dzień w Poznaniu114,4 zł 68,94 zł

Wyjście do restauracji w Waszym mieście w weekend prawie na pewno będzie się wiązało z podobnymi wydatkami. Niestety, nie zobaczycie przy tym nic oprócz talerza i zmęczonego całym dniem biegania kelnera. To jak, muszę Was dalej namawiać?

Kilka słów o transporcie

Dojazd do Poznania, jak do większości polskich miast wojewódzkich, nie powinien sprawić większego problemu. Miasto jest dobrze skomunikowane z resztą kraju zarówno pod względem połączeń kolejowych, jak i autobusowych. W czasie, gdy piszę ten artykuł, paradoksalnie najtrudniejszy dojazd do miasta mają mieszkańcy Warszawy. Z uwagi na szeroką modernizację linii kolejowej, która łączy oba miasta, przejazd znacznie się wydłużył i autobusy stały się znacznie bardziej konkurencyjne . Korków jednak nie ominą. W każdych innych okolicznościach polecam oczywiście jazdę pociągiem. Pomimo, że Poznań posiada dość dobrze skomunikowane z Europą lotnisko, oprócz lotów do Warszawy brakuje na nim jednak innych kierunków krajowych.

Natalia w tramwaju

Gdy dotrzemy już do miasta, nieuniknionym będzie skorzystanie z komunikacji miejskiej. Poznań jest obsługiwany przez MPK, nad którym pieczę sprawuje Zarząd Transportu Miejskiego. Na stronie internetowej ZTM znajdziecie m.in. aktualny cennik biletów i schemat sieci komunikacyjnej. Polecam skorzystanie z biletów czasowych 24-godzinnych. Opłacają się znacznie lepiej od biletów jednorazowych i raz skasowane nie wymagają naszej dalszej uwagi. Komunikacja miejska w Poznaniu, opierająca się na autobusach i tramwajach, jest całkiem sprawna i pozwala dotrzeć w okolice głównych atrakcji turystycznych. Maltanka, czyli kolej wąskotorowa, która wozi turystów z okolic ronda Śródka do poznańskiego ZOO, pomimo bycia obsługiwanym przez MPK, posiada własną taryfę biletową. Należy na nią zakupić oddzielny bilet (normalny kosztuje 6 zł w jedną stronę), a kursuje tylko w sezonie, który trwa od kwietnia do września każdego roku.

Co zobaczyć będąc przez jeden dzień w Poznaniu? 

Spędzając tylko jeden dzień w Poznaniu musimy pogodzić się z faktem, że ominie nas wiele atrakcji. Z braku czasu musiałem z żalem odpuścić sobie multimedialne muzeum Ostrowa Tumskiego Brama Poznania ICHOT, o którym rozpisali się blogowicze z osiemstop.pl. Przed wyjazdem przejrzeliśmy trochę podróżniczych blogów, własnie w poszukiwaniu inspiracji i informacji na temat wartych obejrzenia miejsc. W telegraficznym skrócie o Poznaniu opowiedziała również strona beztroskiewczasy.pl, Stolica Wielkopolski nie jest jednak zbyt popularnym tematem dla podróżniczych blogerów w polskim internecie. Zdecydowałem się więc na wybór atrakcji już na miejscu.

Zaufałem wydawnictwom, które dostępne były bezpłatnie w Centrum Informacji Turystycznej ulokowanym na poznańskim Rynku. Jeśli chcecie wpaść do danego miasta tylko na chwilę – na jeden dzień lub weekend, to zdecydowanie lepszym wyjściem od kupowania opasłych przewodników będzie odwiedzenie lokalnych punktów informacji turystycznej. Można tam śmiało liczyć przynajmniej na darmową mapkę i ulotkę z podstawowymi informacjami o mieście.

Broszury informacyjne Poznania

Najbardziej do gustu przypadła mi broszurka „Poznań najkrócej”. W środku można znaleźć propozycję trasy wraz z krótkim opisem głównych atrakcji. Uparci turyści będą może w stanie zrealizować całą trasę w jeden dzień, my jednak z premedytacją nie chcieliśmy tego zrobić. Ulotki z cyklu „Trakt królewsko-cesarski” pozwalają lepiej zgłębić uroki danej dzielnicy, są bardziej szczegółowe, przy czym nie tracą na czytelności i przejrzystości. Poznań przyłożył się do swoich materiałów promocyjnych.

Zjedzmy coś przed zwiedzaniem

Wysiadając z pociągu lub autobusu w rejonie Dworca Głównego najlepiej od razu wskoczyć do tramwaju na Moście Dworcowym i dojechać na przystanek Półwiejska. W kilka minut znajdziemy się w okolicach centrum i Starego Miasta, skąd możemy na całego zacząć zwiedzanie miasta maszerując ulicą Półwiejską.

Do Poznania wpadliśmy trochę głodni. Na Półwiejskiej staraliśmy się jednak ominąć nawałę kebabów, które atakowały z każdego prawie lokalu gastronomicznego. Bojkotuję z zasady takie miejsca, głównie przez to, że jakość dań, a często i czystość lokali budzi wiele moich zastrzeżeń. Można mi zarzucić generalizowanie, owszem – przez wrocławskie doświadczenia ma ono jednak uzasadnienie. Szukam raczej miejsc, o których będę mógł powiedzieć więcej, niż „najadłem się, zapłaciłem i wyszedłem”. Na jednej z mniejszych, wolnych od obracających się kawałów mięcha knajpek zauważyliśmy logo TripAdvisora, które zadziałało jak wabik – wpadliśmy więc do Makaruna. Jak na moje oko lokalik miał potencjał!

Wnętrze lokalu Makarun

Natalii spodobał się wystrój, który określiła jako loftowy, mnie zwabiło głównie menu. Za akceptowalną cenę (10-12 zł) najedliśmy się dobrego makaronu z sosem, który wybraliśmy spośród kilku możliwych wariantów. Pomimo, że całkiem gustownie urządzone i przytulne, miejsce nie służy raczej do długiego kontemplowania aktu jedzenia. Lokal nie należy do największych, zamówione dania serwuje się w papierowych kubeczkach, których zawartość można śmiało pałaszować również w drodze. Sprawdziłem, nie przeciekają. Sosy są świetne, a dania bardzo sycące – idealne, gdy chcemy nabrać energii przed intensywnym zwiedzaniem. Trochę dziwi mnie niska ocena na Google.

 

Właściciel okazał się bardzo sympatycznym gawędziarzem. Oprócz opowiedzenia o młodej historii lokalu i poleceniu nam jego ulubionych sosów, zaoferował również przechowanie naszego bagażu – o ile miałoby to nam ułatwić dalsze zwiedzanie. Kilka chwil w Makarunie minęło bardzo przyjemnie i pomimo, że nie dostałem niestety oferty przygotowania wpisu sponsorowanego o lokalu, to mogę bezinteresownie polecić to miejsce przyjezdnym. Właściciel wręczył nam również kartę stałego klienta, dzięki której bodajże dziesiąty makaron w lokalu mielibyśmy za darmo. Przyjezdnym, obiektywnie mówiąc, ten profil nieszczególnie się przyda, chociaż sieć ma w planach otwarcie nowych lokalizacji również we Wrocławiu. Jeśli dojdzie to do skutku – na pewno wpadniemy!

Dobry makaron w Makarunie

Zaczynamy od Rynku i Starego Miasta 

Zakładam, że czytelnik zaufał mi bezgranicznie i trafił do punktu informacji turystycznej na Rynku. Zostańmy na trochę w tej okolicy. Istnienie poznańskiego rynku, o czym wyczytałem właśnie w kolorowych ulotkach, to pokłosie pomysłu Przemysła I i Bolesława Pobożnego, którzy w 1253 r. wpadli na pomysł, że zbudują sobie miasto. Główny plac stanowił oczywiście wizytówkę dla mieszkańców, dbano więc o lokowanie w jego obrębie najważniejszych budynków. Nie do pomięcia jest renesansowy Ratusz z fasadą zawierającą odniesienia do cnót, którymi powinni się wykazywać urzędnicy miejscy. Mówi się tu o cierpliwości, roztropności, miłości, sprawiedliwości, wierze, nadziei, męstwie i umiarkowaniu. Pokornie przyznaję, że przepisałem to z broszurki z uśmiechem zastanawiając się przy tym, czy znalezienie w naszych czasach urzędnika z tymi cechami jest możliwe. Współcześnie Rynek pełen jest kolorów, co jest całkiem urocze i bardzo fotogeniczne. Szczególnie podobały mi się miniaturowe i barwne kamieniczki zwane domkami budników – do obejrzenia na zdjęciach poniżej.

Ratusz i domki budników

Domki budników na Rynku

Na Rynku znajdziemy również Galerię Miejską Arsenał, która w czasie naszej wizyty proponowała zwiedzającym darmową wystawę „Polki. Patriotki. Rebeliantki”. Powstała ona przy okazji odbywającego się w Poznaniu Kongresu Kobiet i poruszała problematykę miejsca kobiety we współczesnym społeczeństwie. Wpadliśmy do galerii trochę „przy okazji”, przejście całej ekspozycji nie zajęło więcej, niż 15 minut a wrażenia były całkiem pozytywne. Nie komentuję jej treści – odnosząc się tylko do warstwy artystycznej śmiało stwierdzam, że warto było poświęcić te kilka minut.

Fragment wystawy w galerii

Wystawa w galerii

Przez Plac Wolności i Święty Marcin

Trafiłem na całkiem słoneczny, wrześniowy dzień, nie miałem więc oporów przed spacerowaniem. Warto zerknąć na okolice Bazyliki Kolegiackiej i gmachu Urzędu Miasta. Dziedziniec urzędu został udostępniony publicznie, ze sporą szansą traficie tam na ciekawą wystawę fotografii. Polecam też trochę pomanewrować między uliczkami Starego Miasta, ot tak, bez celu. Są bardzo fotogeniczne, wystarczy czasami unieść głowę ponad ekran smartfona.

Kamienica przy ul. Półwiejskiej

Gdy uporamy się już z obejściem Starego Miasta warto skierować się w stronę ulicy Święty Marcin, koniecznie zahaczając o Plac Wolności. Skojarzył mi się on trochę z centralnym punktem Lwowa i królującą tam operą – głównie przez poznańską Arkadię, która znajduje się w zachodniej części placu. Ciekawa konstrukcja Fontanny Wolności z biblioteką Raczyńskich w tle dodała trochę wiedeńskiego smaczku i już zrobiło się co najmniej europejsko!

Fontanna i gmach biblioteki Raczyńskich

Gmach biblioteki Raczyńskich

Święty Marcin, równoległy do placu Wolności, jest aktualnie wielkim placem budowy. Mam wrażenie, że i bez tego ulica w większości nie jest zbyt atrakcyjna turystycznie. Nieśmiało liczyłem, że uda mi się zjeść rogala marcińskiego, większość sklepów/cukierni była jednak pozamykana na trzy spusty. Jeśli poradzimy sobie z budowlanymi utrudnieniami to w drodze w kierunku ronda Kaponiera dotrzemy do doniosłego budynku Zamku Cesarskiego. W okolicy możemy złapać tramwaj jadący w kierunku „Połabska”. Wysiadając na przystanku „Pasieka” będziemy u bram Parku Cytadela – kolejnej odpowiedzi na pytanie „co robić przez jeden dzień w Poznaniu?”.

Spacerem przez Park Cytadela

Pierwsze zetknięcie się z Cytadelą to nieodparte poczucie przebywania w rozległej przestrzeni. Trochę zazdroszczę takiego miejsca mieszkańcom Poznania. We Wrocławiu niestety ich brakuje, przynajmniej tam blisko centrum miasta. Cytadela jest największym, poznańskim parkiem miejskim z godną podziwu powierzchnią ok. 100 hektarów. W parku zadbano o ofertę muzealną, głównie dla miłośników wojska i militariów – zwiedzać możemy tu Muzeum Uzbrojenia oraz Muzeum Armii Poznań. Spacerując po parku można odnieść wrażenie, że uciekło się na moment z miasta. Na niedzielną wycieczkę nie można wybrać lepszego miejsca do zrelaksowania się przed pracowitym, nowym tygodniem.

Muzeum na Cytadeli

W obrębie parku zainstalowano największą plenerową pracę poznańskiej artystki, Małgorzaty Abakanowicz. Niezwykle zasłużona, nieżyjąca już profesor Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, jest autorką instalacji pt. „Nierozpoznani”. Dzieło składa się z wielu brązowych posągów przedstawiających sylwetki, jak mniemam ludzkie, z drobnym mankamentem – nie posiadają one głów. Przez lata byłem całkowicie odporny na sztukę, przekonuję się do niej bardzo powoli, ale na „Nierozpoznanych” warto zwrócić uwagę. Mnogość elementów skojarzyła mi się automatycznie z Pomnikiem Pomordowanych Żydów Europy znajdującym się w okolicach Bramy Brandenburskiej w Berlinie. Przesłanie dzieła Abakanowicz jest zapewne inne, ale czy w sztuce nie chodzi właśnie o poszukiwanie takich nieoczywistych analogii? Byłem z siebie wyraźnie dumny, gdy oddalaliśmy się od „Nierozpoznanych”.

Instalacja "Nierozpoznani"

W południowej części parku warte uwagi są również cmentarze wojskowe, coraz mocniej ukrywane przez naturę przed światem. Większość mogił jest mocno zaniedbana, choć spoczywa w nich wielu bohaterów walczących o wolność tych ziem. Znaleźliśmy wiele nagrobków powstańców wielkopolskich, żołnierzy walczących w kampanii wrześniowej. W jesiennej scenerii miejsce wygląda bardzo magicznie,. Przygnębiająco, ale też wzniośle. Mam nadzieję, że wraz ze zbliżającymi się świętami zmarłych Poznaniacy przypomną sobie o bohaterach spoczywających u stóp Cytadeli.

Cmentarz wojskowy na Cytadeli

Ławka na cmentarzu wojskowym

Parkowe alejki pochłonęły nas na niespełna dwie godziny. Chcąc zdążyć na umówione spotkanie ze znajomym i nie rezygnując z przejazdu wąskotorówką przy Malcie musieliśmy zagęszczać ruchy. Poznań w jeden dzień to trudne wyzwanie, świadomie więc zostawiliśmy sobie Ostrów Tumski na kolejny raz. Zielono-żółty tramwaj pomknął z nami na rondo Śródka, tuż przy początkowej stacji kolejki. Od kwietnia do września każdego roku możemy liczyć na skorzystanie z nietypowej formy dostania się pod bramę poznańskiego ZOO. Przy odrobinie szczęścia nasz pociąg może poprowadzić parowóz Borsig z 1925 roku! Trasa liczy niestety tylko niespełna 4 kilometry, zanim zaczniemy się nią rozkoszować – wypada już wysiadać.

Lokomotywa parowa na Maltance

Podróż to miarkowanie przyjemności

Po wycieczce nad brzegiem Malty zdecydowaliśmy, że na dzisiaj odpuszczamy. W podróży, oprócz dbania o atrakcyjny program zwiedzania, wypada także zadbać o swoje brzuchy i podniebienia. Szczególną sympatią darzę restaurację, która ulokowała się w budynku dawnej, kolejowej nastawni PoC stacji Poznań Główny. Opuszczona przez kolejarzy znalazła drugie życie jako modne miejsce spotkań Poznaniaków, zapewniając przy okazji ciekawe widoki na ruchliwą, stale pracującą stację. Jeśli mamy trochę czasu w oczekiwaniu na pociąg, a niekoniecznie chcemy korzystać z usług dworcowego McDonald’s to dziesięciominutowy spacer doprowadzi nas do Nastawni.

W drodze powrotnej na Dworzec Główny możemy zahaczyć jeszcze o Park Mickiewicza, a następnie pokusić się o sfotografowanie jednego z najwyższych w Poznaniu budynku. Niedawno oddany do eksploatacji wieżowiec Bałtyk przyciąga oko niecodzienną architekturą, z daleka wyglądając jak lekko skoszona piramida. Do wrocławskiego Sky Tower brakuje mu co prawda sporo ponad 50 metrów, wnosi on jednak w przestrzeń okolic dworca i kompleksu Międzynarodowych Targów Poznańskich trochę świeżości. Z premedytacją nie pokazuję go na zdjęciu – wykażcie proszę trochę podróżniczej inicjatywy i zobaczcie go na żywo!

Zwiedzać intensywnie to nie zawsze zwiedzać dobrze

Niezbyt intensywne, relaksujące zwiedzanie Poznania zajęło nam trochę ponad 7 godzin. Jestem świadomy, że pomięliśmy lub zignorowaliśmy szereg atrakcji, których miłośnik Poznania nigdy by sobie nie odpuścił. Dzięki spokojnemu dreptaniu ulicami stolicy Wielkopolski mamy tu po co wracać – chociażby po materiał do porównania wrocławskiego i poznańskiego Ostrowa Tumskiego. Poznaniacy polecają nam również głębsze poznanie (ach, ta gra słów) Jeżyc.

Nie traktujcie tego, co tu napisałem jako przewodnika po atrakcjach miasta. Nie próbowałem nawet zbliżyć się do takiej formy.  Chciałem w moim tekście zwrócić Waszą uwagę na te niuanse, które znacząco wpływają później na ocenę miejsca, które się odwiedziło. Od dostarczania przewodników i mapek mamy przecież punkty informacji turystycznej, które każde miasto buduje i utrzymuje. Miłe miejsca z dobrym jedzeniem i smaczną kawą, obraz malowniczych, niedocenionych przez turystów uliczek, street-art – to zazwyczaj najmocniej tkwi mi w pamięci po powrocie do domu. A rajd po wszystkich okolicznych zabytkach? Zostawmy to historykom. Sztuką nie jest wykonanie setek zdjęć obiektów, których na drugi dzień nie będzie w stanie rozpoznać. Sztuka to umiejętność znalezienia w danym miejscu takich smaczków, o których będziemy w stanie opowiadać swoim znajomym jeszcze przez dłuższy czas.

Macie swój pomysł na Poznań? Czego na pewno nie odpuścilibyście sobie zwiedzając to miasto? Podzielcie się swoimi pomysłami. Zawsze może się okazać, że niechcący przeoczyłem coś fantastycznego! No i czas wrócić do podróżowania po naszym kraju – zarówno zwiedzając miasta, jak i poznając różne oblicza polskiej przyrody. Do dzieła!