1. NASTĘPNY POST
Co zobaczyć w Gruzji? Plan zwiedzania, koszty, noclegi, transport

Co zobaczyć w Gruzji? Plan zwiedzania, koszty, noclegi, transport

Odkąd Gruzja na stałe zagościła w ofercie tanich linii lotniczych, samoloty z Polski coraz szczelniej wypełniają się podróżnikami. Od stycznia do października 2018 r., ruch pasażerów na lotnisku w Kutaisi wzrósł aż o 39%. Przepustowość niewielkiego terminala już się wyczerpała, nieodzowna staje się więc jego pilna rozbudowa. Kto nie myślał jeszcze o podróży do Gruzji, powinien się spieszyć. Gruzini powoli uczą się wykorzystywać swoją turystyczną popularność, przez co rosną ceny, a wiele atrakcji coraz mocniej przesiąka komercją.

Gruzja przeżywa turystyczne oblężenie.

I nie ma się co dziwić – to kraj kompletny, w którym udaje się zrealizować większość podróżniczych ambicji. Kochasz morze i błogie lenistwo? Kurort Batumi i okoliczne ośrodki nad Morzem Czarnym już na Ciebie czekają. Wolisz góry? Wachlarz możliwości jest olbrzymi – wymagająca wspinaczka na Kazbek, przyjemne trekkingi po łatwiejszych szczytach Kaukazu, eksploatacja Swanetii i Tuszetii. Sporty zimowe? Plantacje winorośli? Urokliwe doliny? Skalne miasta i zabytki sprzed setek lat? Obłędna kuchnia, przy której zapomina się o słowie “dieta”? To wszystko Gruzja. Przygotowując się do pierwszego wyjazdu, również zadałem sobie pytanie – co zobaczyć w Gruzji w niespełna tydzień, nie żałując ani chwili?

Przystanek w podróży Gruzińską Drogą Wojenną do Stepancmindy - pomnik przyjaźni gruzińsko-radzieckiej
Przystanek w podróży Gruzińską Drogą Wojenną do Stepancmindy

Dojazd do Gruzji

Bezpośrednie loty do Gruzji oferuje większość polskich portów lotniczych. Narodowy LOT lata z Warszawy do Tbilisi, a Wizz Air obsługuje połączenia z Gdańska, Katowic, Krakowa, Warszawy i Wrocławia do położonego w centrum Gruzji Kutaisi (stan na styczeń 2019 r.).

Latem ceny lotów wzrastają, ale Gruzja jest na szczęście krajem, w którym sezon trwa przez cały rok. Oczywiście, w styczniu nie będziemy mogli sobie pozwolić na trekking w krótkim rękawku albo leżenie na plaży, ale na pewno dla Gruzji nie ma terminu, w którym zupełnie nie warto się tam pojawić.

W ramach Szalonej Środy LOTu, przeloty do Tbilisi i z powrotem kosztują mniej niż 500 zł, chociaż zdarzały się przypadki, gdy cena spadała nawet poniżej 400 zł.

Przykładowa rezerwacja na LOT - zakup poza Szaloną Środą, wyłącznie z bagażem podręcznym.
Przykładowa rezerwacja na LOT – zakup poza Szaloną Środą, wyłącznie z bagażem podręcznym.

Wizz Air, co do zasady, jest tańszy i oferuje więcej połączeń z Polski w ciągu tygodnia. Z Wrocławia do Kutaisi leciałem już z Wizz Airem dwukrotnie i nigdy nie płaciłem za bilety w dwie strony więcej niż 300 zł (a zdarzyło się lecieć za mniej niż 200 zł).

Korzystając z narzędzia Fare Finder, po minucie szukania znalazłem ofertę za mniej niż 200 zł. Cena nie uwzględnia bagażu rejestrowanego, ale spakowanie się na tydzień w wyłącznie bagaż podręczny jest możliwe. W końcu dwukrotnie to już przetestowałem.

Rezerwacja na loty Wizz Air z bagażem podręcznym
Rezerwacja na loty Wizz Air z bagażem podręcznym.

Przejazd z lotnisk do centrów miast

Zarówno lotnisko w Tbilisi, jak i w Kutaisi, są dobrze połączone z centrami miast komunikacją zbiorową.

Lotnisko Tbilisi

Lotnisko w stolicy Gruzji jest największym portem lotniczym kraju.

Tuż przed halą przylotów zatrzymuje się marszrutka numer 37, która zawozi pasażerów bezpośrednio do centrum Tbilisi. Cena? 0,5 GEL, czyli niecała złotówka. Do dyspozycji jest jeszcze kosztujący tyle samo pociąg, ale wykonuje on dziennie raptem dwa kursy, więc nie można na nim polegać tak mocno, jak na kursującej przez całą dobę marszrutce.

Lotnisko Kutaisi

Przez lotnisko w Kutaisi przewijają się codziennie setki miłośników taniego latania. Poza licznymi taksówkami, które zawiozą pasażerów w dowolnie wybrane miejsce, można liczyć na usługi bardzo sprawnie działającego przewoźnika Georgian Bus.

Terminal międzynarodowego lotniska w Kutaisi
Terminal lotniska w Kutaisi

Za pośrednictwem ich strony internetowej można kupić bilety na autobusy do Tbilisi, Batumi, Kutaisi (centrum miasta) i górskiego kurortu Gudauri. Podczas zakupu wybieramy konkretny lot, którym mamy zamiar dostać się do Gruzji. Autobus czeka na lądowanie samolotu i zakończenie formalności celno-paszportową. Nie trzeba obawiać się, że transport zwieje nam sprzed nosa przez nieprzewidziane opóźnienie samolotu.

Strona rezerwacyjna przewoźnika Georgian Bus
Strona rezerwacyjna przewoźnika Georgian Bus

Podróż z lotniska w Kutaisi do Tbilisi trwa od 3,5 do 4 godzin, z jednym, kilkunastominutowym postojem na stacji paliw ze sklepem i restauracją. Przejazd kosztuje 20 GEL (niespełna 30 zł). Autobus zatrzymuje się w ścisłym centrum Tbilisi, na placu Wolności (Liberty Square).

Podróż do Batumi trwa 2 godziny (15 GEL, czyli ok. 22 zł), do Gudauri 5,5 h (50 GEL = 71 zł), a do centrum miasta w Kutaisi 30 minut (5 GEL = 7 zł).

Dzień 1 – spacer po Kutaisi i przejazd do Tbilisi

Kutaisi traktowane jest przez sporą część odwiedzających Gruzję wyłącznie jako przystanek w podróży, wymuszony przez położenie lotniska. Miasta nie wymienia się na listach najważniejszych turystycznie punktów kraju, bo i rzeczywiście – architektonicznie nie jest zbyt ciekawe. Jeśli mamy jednak możliwość wyegzekwowania kilku godzin na spacer po centrum miasta i odwiedzenie kilku zabytków i muzeów, to poświęcony czas nie będzie zmarnowany.

Jako bazę noclegową na krótki pobyt w mieście polecam wybrać Hostel Kutaisi by Kote prowadzony przez wesołe, polsko-gruzińskie towarzystwo. Właściciele sami zaproponowali mi wieczorny, darmowy transfer z lotniska wprost do hostelu, a na naszą prośbę otworzyli dla nas dodatkowo sklep pełen domowego wina i gruzińskich specjałów.

Widok na Kutaisi z terenu świątyni Bagrati
Widok na Kutaisi z terenu świątyni Bagrati

Na powierzchowne poznanie Kutaisi zupełnie wystarczy jedno przedpołudnie. Najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem jest, zbudowana na dobrze widocznym z wielu miejsc miasta wzgórzu, katedra Bagrati. Jej ruiny były wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale Gruzini tak wzięli sobie do serca potrzebę jej remontu, że ostatecznie… UNESCO obiekt z listy skreślił. W budynek zaingerowano na tyle mocno, że rzekomo stracił swoje ponadczasowe walory.

Katedra Bagrati po renowacji, która nie zrobiła wrażenia na UNESCO
Katedra Bagrati po renowacji, która nie zrobiła wrażenia na UNESCO
Niska zabudowa Kutaisi świetnie kontrastuje z górami, które zamykają zabudowę doliny od południowej strony
Niska zabudowa Kutaisi świetnie kontrastuje z górami, które zamykają zabudowę doliny od południowej strony

Spacerując po ścisłym centrum miasta, trafiłem na dwa, niezbyt okazałe, ale dobrze eksponujące swoje zbiory muzea: Narodowe Muzeum Wojskowej Chwały oraz Państwowe Muzeum Historyczne. Będąc w pierwszym z nich, warto przygotować się wcześniej na odebranie solidnej dawki historii współczesnej, opowiedzianej z punktu widzenia Gruzinów. Domyśliłem się, że rosyjskie zdanie na temat przedstawianych tam wydarzeń byłoby nieco odmienne. W drugim muzeum będziemy mieli okazję przyjrzeć się historii osadnictwa na tych ziemiach. Brzmi nudno, ale godzina w murach placówki minęła mi bardzo szybko.

Spragnionym gruzińskiej kuchni i czekających na solidną porcję pierożków chinkali, polecam wizytę w restauracji El Paso. Zawsze wychodziłem z tego lokalu usatysfakcjonowany – dobrze najedzony, a jednocześnie niepoturbowany przez wysokie ceny.

Zabudowa Kutaisi
Ludzie grający w parku w Kutaisi

Jeśli nie goni nas czas, to w okolicach Kutaisi znajdują się dość znane Jaskinie Prometeusza – podobno jedne z piękniejszych na świecie. U PolakoGruzina można o nich solidnie poczytać.

Marszrutki obsługujące Kutaisi odjeżdżają z dworca, a raczej placu postojowego, który mieści się blisko restauracji McDonald’s i dworca kolejowego w południowo-zachodniej części miasta. Chcąc się tam dostać z centrum, możemy skusić się na niespełna 4-kilometrowy spacer albo skorzystać z taksówki. Nie powinna kosztować więcej niż 5 GEL, ale koniecznie trzeba się targować. Potulnie akceptując cenę rzuconą przez taksówkarza, możemy przepłacić 2- lub nawet 3-krotnie.

Marszrutka z Kutaisi do Tbilisi powinna kosztować 10-12 GEL. Po ok. 3-3,5 godziny podróży dotrzemy dzięki niej do położonego trochę na uboczu Tbilisi placu Didube, z którego metro zawiezie nas do ścisłego centrum.

Dzień 2 – Tbilisi

Atrakcje

Jeśli do stolicy Gruzji zdecydujemy się dotrzeć marszrutką, to naszym końcowym przystankiem będzie plac Didube w północnej części miasta. Wyjątkiem jest Georgian Bus, który w Tbilisi zatrzymuje się przy Placu Wolności.

Plac Didube dla wielu będzie pierwszym zderzeniem z gruzińskim sposobem “organizacji” transportu. Nie ma wyjścia – trzeba przygotować się na krzyki, nieprzerwany dźwięk klaksonów i autobusy próbujące jakimś cudem nie przejechać dziesiątek pieszych manewrujących między samochodami. Pociągi metra w kierunku Varketili, do których można wsiąść na stacji Didube, zatrzymują się w centrum miasta na stacjach: Marjanishvili, Rustaveli i Liberty Square.

Plac Wolności w centrum Tbilisi
Serce Tbilisi, czyli Plac Wolności
Sobór Trójcy Świętej w Tbilisi
Bezapelacyjnie najpiękniej oświetlony budynek w Tbilisi – Sobór Trójcy Świętej

Tbilisi to interesujące miasto, w którym po długich spacerach wśród rozwalających się, skrzypiących balkoników na Starym Mieście, można płynnie przejść do nowych, pachnących i wymuskanych części miasta. Gruzini postawili na konsekwentną modernizację swojej stolicy i udaje im się to bez popadania w kicz. No, może poza nigdy niedokończonym budynkiem filharmonii w kształcie srebrnych tub, które nie pasują zupełnie do niczego z ich otoczenia. Szału nie robi też Most Pokoju, który w nocy rozświetla się wieloma barwami i przypomina atrakcję z wiejskiego jarmarku.

Ulice starego miasta w Tbilisi
Ulice starego miasta w Tbilisi
Uliczki Starego Miasta w Tbilisi

Poza tym Tbilisi jest naprawdę malownicze. Wjazd kolejką linową na twierdzę Narikala dostarcza pięknych widoków na miasto – szczególnie nocą, gdy uroczo rozświetla się Sobór Trójcy Świętej. Funikularem można wjechać na kolejny interesujący punkt widokowy – górę Mtatsminda.

Bardzo dobry, praktyczny przewodnik po Tbilisi przygotował Krzysiek Story na swoim blogu, a Karolina z bloga AgrafkaGeografka.pl w telegraficznym skrócie opowiedziała o ważniejszych punktach na mapie miasta.

Jedzenie

Głodni? Wpadnijcie do Salobie Bia, gdzie zjecie mniej powszechne wariacje na temat gruzińskiej, przepysznej kuchni. Jeśli szukacie prostszych dań i nieco niższych cen (chociaż w Salobie jest naprawdę tanio), to idźcie do Samikitno przy Placu Wolności. Nie kłamię – zjadłem tam w trzy dni z kolegą wszystko, co mieli na kilku kartach menu pod nazwą “dania główne”. Nie żałował ani mój brzuch, ani portfel.

Nocleg

Podczas moich dwóch podróży do Gruzji i Tbilisi, skorzystałem z dwóch hostelów i jednego hotelu. Oba hostele były mocno przeciętne (Lithostel i Freedom Square Hostel) i z obu wymeldowałem się po jednej nocy, aby przenieść się do Aleon Hotelu. Lokalizacja tego miejsca może nie jest wymarzona, ale bliskość stacji metra Marjanishvili pozwala bardziej leniwym turystom przejechać w rejon ulicy Rustaveli bardzo szybko. Hotel jest tani, czysty, a jego wyposażenie całkiem nowe – otwierał się on na początku 2018 r. Tylko kilkaset metrów dzieli hotel od osławionego targu staroci przy Suchym Moście.

Nocny widok z twierdzy Narikala z charakterystycznymi elementami krajobrazu - od lewej: Most Pokoju, wyżej Pałac Prezydencki i Sobór Trójcy Świętej
Nocny widok z twierdzy Narikala z charakterystycznymi elementami krajobrazu – od lewej: Most Pokoju, wyżej Pałac Prezydencki i Sobór Trójcy Świętej

Dzień 3 – wyprawa do Stepancmindy (Kazbegi) i klasztoru Cminda Sameba

Do wyprawy osławioną Gruzińską Drogą Wojenną na północ kraju można podejść na kilka sposobów.

Z moich obserwacji pasażerów marszrutek z Tbilisi do Stepancmindy wynika, że spora część osób decyduje się na jednodniowy wyjazd i wieczorny powrót do Tbilisi. Podróż w jedną stronę zajmuję ponad 3 godziny. Zakładając bezproblemowe przebycie trasy i złapanie na miejscu samochodu, który zawiezie nas pod sam klasztor, wykonalne jest powrócenie do Tbilisi tego samego dnia. Nie widzę jednak w takiej jeździe zbyt dużego sensu.

Wioska Gergeti, od której oddaliśmy się w drodze do klasztoru Cminda Sameba
Wioska Gergeti, od której oddaliśmy się w drodze do klasztoru Cminda Sameba

Jeśli zależy nam wyłącznie na zaliczeniu danej atrakcji to można zdecydować się na ten karkołomny wariant. Tracimy jednak najważniejsze moim zdaniem doznania z pobytu w Kazbegi. Droga do klasztoru to przyjemny, ponadgodzinny trekking przez wioskę Gergeti z wieloma rozsypującymi się, kamiennymi domami. W miarę zdobywania kolejnych metrów wzgórza, za plecami roztacza się coraz dostojniejszy widok na schowane głęboko w podnóża doliny miasteczko oraz majestatyczne góry szczelnie otaczające Kazbegi.

Wędrówka do klasztoru Cminda Sameba stała się bohaterem mojego artykułu: “Klasztor Cminda Sameba u gruzińskich stóp Kazbeku“. Wskazówki dojazdu do Kazbegi wraz z cennikiem, historia miejsca, szczegóły trekkingu, pomysły na spędzenie wieczoru w miasteczku i zwiedzanie atrakcji przy Gruzińskiej Drodze Wojennej – to wszystko w artykule.

Sprawdzony nocleg w dobrych warunkach i z widokiem na klasztor zapewnia Pani Niko prowadząca Nikoloz Guesthouse. Pod koniec 2018 r. pokój dwuosobowy kosztował u niej 45 GEL (65 zł). Przy zameldowaniu można liczyć na lampkę pysznego, domowego wina.

Pocztówkowy krajobraz ze Stepancmindy - klasztor Cminda Sameba i majestatyczny szczyt Kazbeku
Pocztówkowy krajobraz ze Stepancmindy – klasztor Cminda Sameba i majestatyczny szczyt Kazbeku
Widok na Kazbek z klasztoru Cminda Sameba
Widok na Stepancmindę z klasztoru Cminda Sameba

Rekomendowanym przeze mnie rozwiązaniem jest zdecydowanie się na nocleg w Kazbegi, obejrzenie pięknego zachodu i wschodu słońca w scenerii potężnych gór Kaukazu i powrót do stolicy rankiem następnego dnia.

Chętni na ambitniejszy trekking mogą wybrać się na lodowiec Gergeti. Dużo technicznych szczegółów znajdziemy na stronie Planetagor.pl.

Dzień 4 – Gori i okolice miasta – Muzeum Stalina, skalne miasto Uplisciche, Mccheta

Zanim przerzucimy się na zachodnią część kraju, powinniśmy zarezerwować jeden dzień na wycieczkę po okolicach Gori.

Pomnik Stalina przy wejściu do Muzeum Stalina w Gori
Kult Stalina, który przetrwał w Gori dziesiątki lat, na swoje centrum w muzeum ku czci wodza ZSRR

Miasto to należy do gatunku tych, które znane są szeroko z tylko jednego, niezbyt chwalebnego powodu. O niechlubnej sławie Gori świadczy fakt, że w tym mieście, w 1878 r., urodził się Józef Stalin, przywódca ZSRR, dyktator i zbrodniarz przeciwko ludzkości. Na centralnym placu Gori, do którego prowadzi szeroka ulica, nazywająca się niezmiennie od dziesiątek lat Aleją Stalina, stoi okazały budynek Muzeum Stalina.

Odwiedziłem Muzeum Stalina i opisałem swoje wrażenie w artykule: “Muzeum Stalina w Gori, czyli świątynia wodza ZSRR“.

O prawdę historyczną w nim bardzo trudno, ale nie powinniśmy się bać odwiedzin w takich miejscach. W mikroświecie Gori Stalin jest bohaterem czy się z tym zgadzamy, czy nie.

Po zwiedzaniu taksówkarze zgromadzeni przed Muzeum zadbają, abyśmy szybko dobili targu i ruszyli w kierunku skalnego miasta Uplisciche. Jazda samochodem z centrum Gori nie powinna zająć dłużej niż 30 minut.

Widok z Uplisciche na rzekę Kurę
Skalne miasto Uplisciche
Skalne komnaty wykute we wzgórzu – tak wygląda Uplisciche

Oddalając się o kilka kilometrów na wschód od Gori, nad brzegiem rzeki Mtkwari (Kura) znajdziemy bogate ślady starożytnego osadnictwa. Wykute w stromym zboczu wzgórza, skalne miasto Uplisciche to jeden z najstarszych miejskich ośrodków na Kaukazie.

Spacer po wykutych w skale komnatach miasta Uplisciche opisałem w artykule: “Uplisciche – spacer przez skalne miasto w sercu Gruzji“. Podpowiadam, jak nie dać się naciągnąć taksówkarzowi, mówię nieco o historii miasta, a przede wszystkim serwuję zdjęcia z malowniczego wzgórza, na którym leży Uplisciche.

Zwiedzanie zarówno Muzeum, jak i skalnego miasta, nie jest zbyt czasochłonne. Jeśli okaże się, że powrót z Gori do Tbilisi wypada dość wcześnie, sugeruję wyskoczyć z marszrutki po drodze i poświęcić trochę czasu na Mcchetę – pierwszą stolicę Gruzji.

Mccheta obfituje w zabytki wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pocztówkowym motywem jest chociażby katedra Sweti Cchoweli i górujący nas miastem monaster Dżwari.

Miasteczko zna na wylot i świetnie je opisuje PolakoGruzin.pl.

Marszrutki z Mcchety do Tbilisi kursują bardzo często i kosztują grosze – 1 GEL (1,5 zł). Do stolicy musimy dojechać najpóźniej ok. 20, bo już po 21 zaczynamy nocną podróż pociągiem do Zugdidi. Celem – Swanetia.

Dzień 5 – Swanetia – Mestia, Ushguli

Podróż jednym z tylko dwóch nocnych pociągów funkcjonujących w Gruzji pozwoli przemieścić się do bazy wypadowej do Swanetii – miasta Zugdidi. Bilet na pociąg można kupić w kasie dworca kolejowego w Tbilisi, okazując przy tym obowiązkowo paszport każdego podróżnego. Aktualny rozkład jazdy jest publikowany na stronie gruzińskich kolei, ale od wielu lat nie zwykł się on zasadniczo zmieniać.

Widok na Mestię z drogi
Nieformalna stolica Swanetii – Mestia, z najwyższym szczytem Gruzji.

Przez to, że noc spędzamy w wagonie, nie tracimy ani chwili z cennych dni pobytu w Gruzji i już po 6 rano przesiadamy się do marszrutki jadącej z placu przed dworcem kolejowym w Zugdidi do Mestii, nieformalnej stolicy krainy Swanów.

Kamienne wieże, które są typowym elementem krajobrazu Swanetii i Mestii
Kamienne wieże strażnicze to element krajobrazu, dla którego tysiące turystów decydują się na podróż do Swanetii

Po trzech godzinach jazdy docieramy do Mestii, czujnie omijając stada krów, które korzystają z głównej drogi na równi z samochodami. Miasteczko jest świetną bazą wypadową dla trekkingów po wzgórzach Swanetii. Stąd też najłatwiej złapać samochód z kierowcą, który zawiezie nas do osławionego Ushguli – samotnej i niedostępnej wioski u podnóża najwyższego szczytu Gruzji.

Przejazd z Tbilisi do Zugdidi, podróż marszrutką do Mestii, przejazd terenowym autem do Ushguli i kontakt do sprawdzonego kierowcy – to wszystko szczegółowo opisałem w artykule “Ushguli – samotna wioska wśród szczytów Gruzji“. W tekście próbuję wyjaśnić fenomen zagubionej między górami wioski, która powoli staje się niestety kolejnym obleganym przez turystów miejscem na mapie osobliwości świata.

Ushguli z widokiem na najwyższy szczyt Gruzji - Szcharę
Ushguli z widokiem na najwyższy szczyt Gruzji - Szcharę
Żyjące w rytmie przyrody Ushguli – maleńka wioska zdana na łaskę najwyższego szczytu Gruzji – Szchary

Baza noclegowa w Mestii opiera się na kilkudziesięciu guesthousach. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie obiekt Teo Guesthouse and Camping. Niewygórowana cena, ujmujące widoki z okien, bardzo przyzwoity standard bez zbytecznych luksusów – świetna opcja na jednodniowy pobyt w Mestii.

Mestia jest dość sennym miasteczkiem z kilkoma restauracjami w samym centrum. Baza gastronomiczna jest niewielka, ale wystarczająca, żeby nakarmić, po całodniowej eksploracji okolicy, każdego głodnego turystę.

O historii Swanetii ciekawie opowiada Svaneti Museum, któremu nie udało się mnie zanudzić. Wizyta w obiekcie może umilić poranne czekanie na pierwszy transport w kierunku Zugdidi.

Dzień 6 i 7 – z Mestii na południe, do czarnomorskiego kurortu Batumi

Jeśli skorzystacie z moich propozycji i po odwiedzinach w Swanetii skierujecie się do Batumi, to ważne jest jak najwcześniejsze opuszczenie Mestii. Ostatnia marszrutka z Zugdigi do Batumi odjeżdża bardzo wcześnie i może się okazać, że docierając do Zugdidi o 15-16, będziemy już skazani na skorzystanie z taksówki. My mocno daliśmy ciała i, chcąc nie chcąc, musieliśmy skorzystać z “taryfy”. Nie uderza to na szczęście zbyt mocno po kieszeni. Dwugodzinną, liczącą ponad 130 km trasę taksówkarz wycenił na 65 GEL (90 zł). Oczywiście nie odpuszczajcie targowania – początkowo żądał nawet 80 GEL (115 zł).

Nie będę wspominał Batumi z sentymentem, bo miejsce to po prostu mi się nie spodobało.

Nadmorska promenada w Batumi pełna nowoczesnych budynków i drogich hoteli
Nadmorska promenada w Batumi i próbka królującej tu architektury
Budynek McDonald's w Batumi
To McDonald’s, jedna z najdziwniejszych konstrukcji, jaka wpadła mi tego dnia w oko

Szklane domy, które szczelnie wypełniły przybrzeżną aleję, w dosłownym i przenośnym sensie próbowały zasłonić przed naszymi oczami prawdziwy obraz Gruzji – pięknej, gościnnej, ale nadal biednej i toczonej przez ciągle nierozwiązywalne problemy.

Rosnące jak grzyby pod deszczu drogie hotele i apartamentowce o dość przypadkowej, leczącej kompleksy architekturze, mamiły przyjezdnych wizją Gruzji, która nie ziści się jeszcze przez długie lata. Wieża ku czci… gruzińskiego alfabetu czy diabelski młyn, dla którego wyrwano nieco przestrzeni na najwyższych piętrach jednego z wieżowców, to dla mnie ostateczne przykłady kiczu i braku umiaru w kreowaniu nowej, pudrowanej rzeczywistości.

Promenada nadmorska w Batumi
Miasto jest w ciągłej budowie. Większość obiektów powstaje z przeznaczeniem na wynajem apartamentów lub działalność hotelową
Wieża Alfabetu i Diabelski Młyn wewnątrz budynku w Batumi
Kicz, o którym pisałem, uchwycony na jednym zdjęciu. Po prawej Wieża Alfabetu, opleciona taśmą z kolejnymi gruzińskimi literami. Po lewej wieża, w którą wmontowano diabelski młyn – oczywiście złoty.

Już po chwili podróży w wagoniku kolejki linowej Argo, który wspina się na jedno z okolicznych wzgórz, odsłaniają się przed nami zarówno piękne widoki na morze, jaki i prawdziwe oblicze miasta. Nowa, bogata część gruzińskiego Dubaju ustępuje szybko miejsca niskiej, o wiele uboższej zabudowie mieszkalnej. Stąd świetnie widać też pracujący na wysokich obrotach port i współpracującą z nim, pobliską stację kolejową.

Górna stacja kolei linowej Argo, w której rozpościera się widok na Batumi
Górna stacja kolei linowej Argo, w której rozpościera się widok na Batumi
Moje ulubione zdjęcie z pobytu w Batumi. Niczym niewzruszony wędkarz czekający na grubą rybę przy niezbyt miłym dla oka nabrzeżu, a w tle Wieża Alfabetu, symbol nowoczesności i kiczu architektury miasta.
Moje ulubione zdjęcie z pobytu w Batumi. Niczym niewzruszony wędkarz czekający na grubą rybę przy niezbyt miłym dla oka nabrzeżu, a w tle Wieża Alfabetu, symbol nowoczesności i kiczu architektury miasta.

Ogólnie wrażenie o mieście poprawia dobrze odnowione, miłe dla oka Stare Miasto.

To, że moje wrażenie na temat Batumi jest dość negatywne nie oznacza, że nie warto chociaż raz w życiu pojawić się w tym mieście i wyrobić sobie własnego zdania.

Noc w Batumi spędziłem w apartamencie Natalia See Towers tuż przy wybrzeżu Morza Czarnego. Poranne widoki były bardzo przyjemne – nasz taras wychodził na nadmorską promenadę.

Przejazd z Batumi do Kutaisi to kilkugodzinna podróż marszrutką, która powinna kosztować 10 GEL. Jeśli chcemy dostać się z powrotem do Tbilisi, warto rozważyć 5-godzinną podróż wygodnym pociągiem.

Z obu miast łatwo dostaniemy się na pobliskie lotniska i wrócimy do Polski, po świetnie spędzonym czasie w bezapelacyjnie przepięknej Gruzji.

Jakie dodatkowe miejsca i atrakcje warto rozważyć?

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że nie ma idealnego planu na pierwszą wizytę w jakimkolwiek miejscu na świecie. Ile ludzi, tyle opinii i punktów widzenia.

Przed pierwszą podróżą do Gruzji spędziłem wiele godzin próbując ustalić taki plan, abym zobaczył maksymalnie dużo, a jednocześnie nie narzucił sobie karkołomnego tempa, przy którym zwiedzanie stawałoby się coraz mniej przyjemne.

Podczas kolejnych wizyt na Kaukazie na pewno wybiorę się do Dawit Garedża – kompleksu monastyrów, który przez swoje położenie na granicy gruzińsko-azerskiej, od dawien dawna jest przedmiotem międzypaństwowych sporów. Każda strona walczy o obiekty, które dla jednych, jak i drugich są ważnym elementem kulturowego dziedzictwa.

Poza skalnym miastem Uplisciche, przewodniki i blogi polecają wyprawę do Vardzi – osady znacznie bardziej okazałej od tej z okolic Gori. Można tam dojechać z Borjomi, ale internet mówi również o rzadko kursujących, ale bezpośrednich marszrutkach z Tbilisi. Niektórzy polecają też dzień w samym Borjomi, ale klimat uzdrowiskowo-kurortowy niekoniecznie mnie przekonuje.

Natalka wspinająca się na wieżę strażniczą
W Gruzji trzeba brać sprawy w swoje ręce i wspinać się po kolejne przygody… ;)

Gdzie jeszcze? Rejon Kachetii, po pyszne, gruzińskie wina. Rejon Tuszetii, po strome zbocza Wielkiego Kaukazu i kolejną odsłonę porażających urodą gruzińskich gór.

Zgańcie mnie proszę w komentarzach za ominięcie tych miejsc, których Waszym zdaniem pominąć nie wypada.


Dołącz do społeczności bloga!

  1. Odwiedź fanpage’a Bartekwpodrozy.pl na Facebooku.
  2. Zerknij na profil bloga na Instagramie.
  3. Zapisz się do newslettera, aby szybko dostawać informacje o podróżniczych okazjach i ciekawych materiałach.
Podpis


Autor artykułu: Bartek Dziwak

Bartek Dziwak

Pretendujący do bycia podróżnikiem pracownik na etacie, który stara się wycisnąć jak cytrynę każdą wolną chwilę i spędzić ją w podróży - to chyba moja najlepsza charakterystyka.
Kiedyś zakochałem się w wolności, jaką daje podróżowanie. Od tego czasu nie potrafię się zatrzymać.

Zostaw swój komentarz