Po Europie

Jak dotrzeć do Londynu i się po nim poruszać?
[KOSZTY i PORADNIK]

Od kiedy zacząłem myśleć poważniej o podróżowaniu zawsze z tyłu głowy siedziała mi chociażby weekendowa wycieczka do Londynu. Początkowo kierunek był dla mnie nieosiągalny – daleko, drogi funt, nie najtańsze loty, przy okazji bałem się też, że nie poradzę sobie w tak wielkim mieście. Warto pamiętać, że Wielki Londyn (Greater London) to trzecia największa aglomeracja Starego Kontynentu z ponad ośmioma milionami mieszkańców. Rok temu przełamałem się i z Krzyśkiem, kolegą ze studiów polecieliśmy na weekendową eskapadę. Przygotowując się w tym roku na Londyn w pojedynkę oprócz zapisania nazw kilku ulic związanych z Harrym Potterem nic nie planowałem, chciałem tylko spacerować, zmieniać linie metra i chłonąć miasto.

Księgowość podróżnika - weekend w Londynie
Loty (Ryanair)2×79 zł£33
Koszty transferu z/do lotniska (easyBus)19 zł2 × £1.95
Komunikacja miejska (Off-peak Day Travelcard)120 zł2 × £12.1
Zakupy w Polsce (jedzenie)20 zł £4.2
Gotówka w kieszeni (2 dni)480 zł£100
Weekend w Londynie795 zł £165

Do Wielkiej Brytanii można dotrzeć za naprawdę małe pieniądze a podróżowanie po Londynie to czysta przyjemność. Trzeba być jednak uważnym i przygotowanym na obcowanie z bezimiennym tłumem i przede wszystkimi nie tracić pieniędzy tam, gdzie wydatki można śmiało ograniczyć. Założenie 50 funtów na dzień pobytu w Londynie jest dość wygodne, możemy tam swobodnie przeżyć nawet za 35-40£.

Jak tanio dojechać do Londynu?

Oczywiście najszybciej i zazwyczaj najtaniej można dostać się tu samolotem. Aktualnie Londyn to jeden z najlepiej skomunikowanych z Polską kierunków zagranicznych. Miłośnicy niskokosztowego fruwania mogą skorzystać z Ryanair lub Wizzair, praktycznie każde polskie lotnisko ma stolicę Anglii w swojej ofercie. Z Wrocławia codziennie odlatuje pełny samolot, bilety zazwyczaj trzeba kupować ze sporym wyprzedzeniem.

Udało mi się kupić bilety na jeden z październikowych weekendów za mniej niż 150 zł w dwie strony. Nieźle jak na tylko trzymiesięczne wyprzedzenie ale można te bilety dostać za sporo mniej niż 100 zł. Oszczędzanie już na tym etapie jest o tyle ważne, że Londyn uchodzi za jedno z najdroższych miast świata i dużo ciężej będzie ograniczać wydatki już na miejscu. Za wyjazdem w tym roku przemawia kurs funta szterlinga – rok temu za jednego funciaka płaciłem prawie 6 zł, teraz wrocławskie kantory sprzedawały za maksymalnie 4,8 zł, czuć różnicę.

Gdy w sobotni ranek wylądowałem razem z moim podręcznym bagażem na lotnisku London Stansted, 65 km od centrum Londynu. Większość pasażerów wyruszyła w poszukiwaniu stacji kolejowej, ja, ze sporym niesmakiem, poszedłem szukać autokaru National Express.

O transferze z lotniska do centrum Londynu trzeba koniecznie pomyśleć przed przylotem – ceny biletów na połączenia autobusowe i kolejowe ze Stansted/Luton do miasta kupowanych bezpośrednio przed odjazdem mogą być w skrajnych przypadkach nawet 10-15 razy większe od tych kupowanych online! Dobrze poszukać na stronie EasyBus.

Znowu zwyciężył argument portfela – kupując bilet odpowiednio wcześniej trafiłem na cenę 1,9 funta czyli niecałe 10 zł za przejazd do samego centrum stolicy Anglii – na Victoria Coach Station. Bilet na pociąg Stansted Express kupiony w dniu podróży kosztuje 19£ czyli 10 razy drożej niż autobus! Za zaoszczędzone pieniądze byłem w stanie kupić dobowy bilet na komunikację miejską (Off-peak Day Travelcard kosztuje 12,1£), wypić piwo za 4,9£ w pubie Sherlock Holmes, który powstał w 1736 roku i uratować się przed zaśnięciem kawą z McDonald’s za 2£.

Do Londynu można dotrzeć również pociągiem z Paryża i Brukseli, ba, trochę się napracowano, żeby w tym celu wydrążyć tunel pod kanałem La Manche. Dla Polaków chcących odwiedzić Londyn na kilka dni opcja ta jest całkowicie nieopłacalna i czasochłonna. Odpuszczamy, przynajmniej do czasu, gdy z Polski do Paryża będziemy mogli dojechać bezpośrednim pociągiem w ludzkiej cenie.

Jak zorganizowana jest komunikacja miejska w Londynie?

Nie można spodziewać się cudów, jak w większości wielkich miast trzon komunikacyjny stanowi gęsta sieć kolejowa – naziemna (London Overground, Docklands Light Railway) i „zasadniczo” podziemna (London Underground).

tubemap-2012-12

Dlaczego zasadniczo? Linie zaliczane do typu „surface” czyli kolei płytkiej, budowane metodą odkrywkową tylko w niespełna 56 procentach przebiegają rzeczywiście pod ziemią. Tak, gdzie nie było to konieczne kolej prowadzono na poziomie gruntu lub w nasypach i przekopach. Metro głębokie („deep-level”) z podziemnością ma jeszcze mniej wspólnego – 35% torowisk, głownie tych w ścisłym centrum miasta, biegnie pod poziomem ulicy.

Najsprawniej po mieście podróżuje się metrem znanym lokalnie pod nazwą The Tube lub, bardziej oficjalnie, London Underground.

Biorąc pod uwagę również kolej DLR oraz London Overground sieć kolejowa składa się z 11 linii o łącznej długości 402 kilometrów. Pociągi zatrzymują się na 270 stacjach. Zdumiewającym jest, że podczas godzin szczytu (peak hours) w ruchu jest w jednej chwili aż 500 pociągów w barwach operatora – Transport for London (TfL).

Kontrastu między ogromem sieci podziemnej kolei a kameralnością niektórych stacyjek i przejść trudno nie zauważyć. Jako mieszańcy kraju, dla którego sprawne i rozbudowane metro w stolicy jest nieosiągalnym przez dziesiątki lat celem możemy się czuć przytłoczeni gubiąc się na trójpoziomowych stacjach The Tube.

dsc_6862

Londyńskie metro może być celem turystycznym samym w sobie. To najstarszy system kolei podziemnej na świecie, pierwsza linia powstała w 1863 r. jako The Metropolitan Railway. Tak, stąd wzięła się używana powszechnie nazwa „metro”. Ten wynalazek jest dla mnie tak ciekawy, że na pewno spróbuję go odpisać w oddzielnym artykule. W Londynie nazwaliby mnie „railway buff”. Podczas ostatnich odwiedzin w mieście kupiłem książkę „Underground, Overground. A London transport miscellany”, brzmi jak naprawdę dobry materiał źródłowy.

Dopełnieniem systemu kolei są londyńskie autobusy, których trzon stanowią piętrowe, czerwone pojazdy, głównie z rodziny Routemaster. Podejrzewam, że każdemu kiedyś rzuciła się w oczy ich sylwetka, która jest zresztą jedynym z symboli Londynu. Widoki z perspektywy pierwszych siedzeń na górnym pokładzie są niepowtarzalne i w naszych, lokalnych warunkach po prostu nieosiągalne.

dsc_6865_blog
Niestety, autobusów dosięga grzech ciężki większości olbrzymich aglomeracji – stoją w korkach. O ile utknięcie na chwilę między Opactwem Westminsterskim (Westminster Abbey) a budynkiem parlamentu (House of Parliament) jest ze względów poznawczych wręcz pożądane to autobusów lepiej nie nadużywać i korzystać z nich tam, gdzie niedostępny jest ten najważniejszy londyński środek lokomocji – metro.

Transport for London zarządza również koleją DLR, która obsługuje wschodnią i południową część Londynu. Ciekawy to wynalazek, stworzone do obsługi mieszkańców z dawnych terenów portowych pociągi kursują bezobsługowo, maszynisty w nich nie znajdziemy. Powiecie, że żadna nowinka techniczna, OK, dzisiaj rzeczywiście to nic nieosiągalnego ale pamiętajmy, żeby za rok złożyć tej kolei życzenia z okazji… 30 urodzin. W latach 80. i 90. świat patrzył na te rozwiązania z pełnym podziwem. Pozostałe środki transportu publicznego: tramwaje (południowa część miasta), transport rzeczny mają marginalny udział w obsłudze ruchu szczytowego w mieście i dla naszych, turystycznych potrzeb, raczej się nie przydadzą. Nad rzeką zawsze wieje, marzłem nad Tamizą za każdym razem, w życiu nie wsiadłbym do łódki.

Jak kupić bilet na komunikację miejską i nie zbankrutować?

Nie da się ukryć, że ceny biletów na komunikację zbiorową w przeliczeniu na złotówki nie należą do najtańszych, niemniej jednak jakoś po tym olbrzymie przemieszczać się musimy. Pozostają nam dwie możliwości: karta Oyster lub bilet papierowy. Kupowanie biletów jednorazowych puści nas z torbami błyskawicznie, jeśli ktokolwiek o tym pomyślał – nie idź tą drogą.

dsc_6858

Visitor Oyster Card

Przedpłatowa (pre-paid) karta miejska dla turystów. Sama karta kosztuje 3£ i po zamówieniu dociera do nas pocztą.

Karty nie da się kupić będąc już w Londynie – musimy zamówić ją przez internet i czekać, aż poczta nam ją dostarczy.

Zbyt późne zamówienie może skutkować tym, że miniemy się z paczką i w mieście będziemy zmuszeni do zakupu biletu papierowego, który jest droższy. Wiem, bo sam zorientowałem się za późno. Kartę należy doładować – władze Londynu proponują, żeby na dwudniowy pobyt przeznaczyć 15£. Co ważne – wydatki na karcie są limitowane w zależności od strefy w jakiej się poruszamy, np. dla stref 1+2 (ścisłe centrum) jeżdżąc „do oporu” nie zapłacimy więcej niż 6,5£.

bilet papierowy Day Travelcard

W odróżnieniu od kart Oyster możemy go kupić w miejskich automatach biletowych i w kasach na większości dużych stacji kolejowych i autobusowych. Polecam szczególnie wersję pozaszczytową czyli „off-peak”ważną od 9:30 w dniu, który jest nadrukowany na bilecie do 4:30 dnia następnego. To wydłużenie ważności jest zdecydowanie przydatne gdy zasiedzimy się w angielskim pubie na tyle, że minie północ – a nie jest to trudne. Bilet kosztuje 12,1£ i obejmuje strefy 1-6, które w zupełności wystarczą, żeby zobaczyć wszystkie główne atrakcje miasta. Tyle samo kosztuje bilet w wersji „anytime” ważny już od północy – ograniczono w nim jednak zakres ważności wyłącznie do stref 1-4. Problemu nie mamy jeśli Londyn odwiedzamy na weekend – wtedy bilet „off-peak” obowiązuje od północy a nie od 9:30.

Dobra rada dla podróżujących w dzień pracujący – warto kupić bilet pozaszczytowy i dać sobie spokój ze zrywaniem się o 6:00 i zwiedzaniem do upadłego. Londyn w godzinach szczytu jest niesamowicie zatłoczony i podróżowanie metrem jest mówiąc delikatnie mało komfortowe. Zjedzmy english breakfast, wypijmy kawę i dopiero idźmy zdobywać miasto, wtedy tłum ludzi pracy zdąży rozlokować się już w biurach i nie będzie nam zasłaniał widoków.

Które środki transportu obejmują bilety i jak ich używać?

W uproszczeniu – wszystkie. Powtórzmy, jeśli kupimy wersję „off-peak” biletu Day Travelcard to podróżować możemy od 9:30 do 4:30 dnia następnego (od poniedziałku do piątku) lub przez cały dzień w weekend. Bilet obowiązuje w strefach 1-6, w celach turystycznych nie będzie potrzeby wysuwania nosa gdziekolwiek dalej. Na jego podstawie możemy jeździć metrem (Underground), koleją DLR, koleją naziemną (Overground), autobusami (bus), tramwajami (tram), kolejami National Rail w obrębie Londynu (bilet nie obowiązuje w połączeniach do/z lotnisk) oraz transportem rzecznym (river bus).

Korzystając z metra musimy bilet przepuścić przez bramki dwukrotnie – przy wejściu oraz przy wyjściu. W Londynie nie obowiązuje znany z Warszawy system „swobodne wyjście” – tu bramki wyjściowe otworzą się dopiero gdy wsuniemy bilet do czytnika.

W Anglii obowiązuje ruch lewostronny – warto o tym pamiętać jeśli nie chcemy być zmiażdżeni przez tłum przemieszczający się korytarzami stacji metra. Również bramki wejściowe lokowane są po lewej stronie więc… keep left!

W ten sam sposób korzystamy z Visitor Oyster Card – przykładamy ją do bramek wchodząc i wychodząc ze stacji metra. Niezarejestrowanie w ten sposób przejazdu jest traktowane jako jazda bez biletu i mandat gotowy. Zapewniam, że nikt nie chce dostać mandatu w funtach. Ciut łatwiej jest w autobusach – kartę przykładamy tylko na wejściu.

Wszystkie zasady, regulaminy i szczegóły podróżowania londyńskimi środkami komunikacji zbiorowej znajdziemy na stronie Transport for London.

Podsumowując – jest kolorowo i bezproblemowo?

Zazwyczaj tak. Częstotliwość kursowania metra jest na tyle zadowalająca, że możemy wpaść na dowolną stację i na pociąg nie będziemy musieli czekać dłużej niż 3-5 minut. Zarówno pociągi jak i autobusy są czyste i zadbane. Co zaskakujące dla takiego rozmachu przewozów nie zauważyłem żadnego graffiti czy oznak większej ingerencji wandali. Oznaczenia na stacjach są przejrzyste i przy nawet podstawowej znajomości języka angielskiego będziemy prawdopodobnie w stanie przesiąść się między liniami lub po prostu znaleźć wyjście na powierzchnię.

dsc_6817

Nierozwiązanym od lat problemem The Underground jest jego ogromne zatłoczenie. Codziennością jest konieczność oczekiwania w kolejce do pociągu, mi wielokrotnie zdarzało się przepuszczać 2-3 pociągi żeby zbliżyć się do peronu na odległość umożliwiającą abordaż do wagonu. W ręce wpadła mi nawet gazeta z napisem „The Overcrowded Tube as a nightmare!” na pierwszej stronie. Tłok sprzyja kieszonkowcom, wartościowe rzeczy warto mieć w kieszeniach z przodu lub po prostu pod ubraniami. O ile strata telefonu jest do przeżycia to podróż powrotna do kraju bez dowodu osobistego może być karkołomna.

Na stacji Baker Street przecinają się 4 linie wykorzystując 10 krawędzi peronowych, stacja Waterloo przepuszcza przez siebie prawie 90 milionów pasażerów rocznie przy pomocy 30 schodów ruchomych.

Powyższe wadą może nie jest ale łącząc ze sobą tłok i zawiłości korytarzy dotarcie z jednej linii do kolejnej w celu przesiadki na niektórych stacjach może zająć turyście nawet 10-15 minut. Nie radzę jechać „na styk” chociażby na lotnisko bo możemy grubo niedoszacować czasu. Londyn to piękne, pociągające i wciągające miasto ciągłego pośpiechu, spróbujmy stanąć z nim w szranki i zwiedzajmy je powoli, dostojnie. Wrócimy jeszcze do niego na tym blogu.

2016-10-29-00_34_39

 

 

Bibliografia:

  • Kearns Emily, Underground, Overground. A London Transport Miscellany, Chichester, Summersdale Publishers Ltd, 2015,
  • Transport for London: Every Journey Matters, www.tfl.gov.uk (dostęp: 31.10.2016)