Europa Ukraina

Czarnobyl – jak doszło do katastrofy? Zwiedzanie Prypeci i strefy wykluczenia

Znak "Uwaga promieniowanie"

Wydarzenia wiosennej nocy 26 kwietnia 1986 r. w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej zmieniły życie dziesiątek tysięcy osób. Poprzedzona dziesiątkami błędów personelu elektrowni i konstrukcyjnymi wadami reaktora awaria była największą kiedykolwiek odnotowaną katastrofą w energetyce jądrowej. Po 32 latach od ponurych wydarzeń, zona czarnobylska przyciąga miłośników eksploracji chcących na własne oczy zobaczyć opuszczoną Prypeć, sarkofag nad reaktorem nr 4 czy tajne miasto Czarnobyl-2. 

Wyprawa do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia pozwoli poznać i zrozumieć brzemienną w skutkach sekwencję wydarzeń, które doprowadziły do wybuchu w reaktorze nr 4. Przybliżę Wam zasadę działania elektrowni oraz szczegóły feralnego i niebezpiecznego eksperymentu z 26 kwietnia. Omówię długofalowe skutki wydarzenia oraz zaproponuję miejsca, które warto odwiedzić podczas wizyty w Prypeci i okolicach elektrowni. Pomogę Wam zaplanować wycieczkę tak, aby poza dobrymi zdjęciami przywieźć z niej wiedzę i zrozumienie konsekwencji wydarzeń z 1986 r.

Uwaga!
Zaczniemy od trudnego, lecz ważnego wyjaśnienia tła i przyczyn katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. Jeśli nie jest to dla Ciebie interesujące lub znasz już szczegóły awarii, przejdź proszę do sekcji zawierającej informacje o zwiedzaniu czarnobylskiej zony.

Na czym polega działanie elektrowni i elektrociepłowni?

Zacznijmy od oczywistego, ale często ignorowanego faktu – żadna elektrownia nie produkuje energii. Energia nie może się wziąć znikąd, nie można jej stworzyć ani unicestwić. Sensem działania każdej elektrowni lub elektrociepłowni jest zamiana energii dostępnej w niezbyt przystępnej dla człowieka formie na energię bardziej pożądaną – cieplną i elektryczną. Zadaniem elektrowni jest zatem zamiana np. energii chemicznej węgla lub energii rozszczepienia jąder atomowych uranu czy plutonu na energię elektryczną. Elektrociepłownie pracują w tzw. kogeneracji (CHP – combined heat and power), uzyskując jednocześnie energię elektryczną i cieplną. Mając z tyłu głowy powyższe fakty, zgódźmy się jednak na pewne uproszczenie. W dalszej części artykułu będziemy mówić, że Czarnobylska Elektrownia Atomowa produkowała energię elektryczną.

Zobacz również Ushguli – samotna wioska wśród szczytów Gruzji

Naczelna zasada działania większości elektrowni dużych mocy jest taka sama. Poprzez wytworzoną energię cieplną, czynnik (najczęściej woda) jest podgrzewany, zmienia stan skupienia w lotny (para wodna) i trafia do turbin. W wyniku przepływu pary wodnej pod wysokim ciśnieniem przez łopatki turbin, zostaje ona napędzona i wykonując ruch obrotowy napędza, znajdujący się na tym samym wale generator elektryczny. Dzięki temu zachodzi przekształcenie jednej formy energii (chemiczna, jądrowa) w energię elektryczną, która może teraz trafić do odbiorców.

Zasada działania elektrowni atomowej w Czarnobylu

Czarnobylska Elektrownia Atomowa (CzEA) posiadała 4 bloki energetyczne, a 2 pozostałe były w trakcie budowy. Pod pojęciem bloku energetycznego powinniśmy rozumieć zestaw urządzeń – reaktor jądrowy, turbina parowa, generator elektryczny wraz z wszelkimi urządzeniami towarzyszącymi. We wszystkich blokach CzEA zabudowano reaktory RBMK-1000 (z ros. Reaktor Kanałowy Dużej Mocy) o mocy elektrycznej po 1000 MW każdy.

Schemat reaktora RMBK-1000
CC BY-SA 3.0, Krzysztof Franek, original work by User:Fireice

Reaktor, pomimo dużej złożoności budowy, działał na prostych zasadach. W wyniku reakcji rozszczepienia jąder atomowych uranu, co wiązało się z emisją olbrzymich ilości energii cieplnej, podgrzewaniu ulegała woda. Zmieniała ona przez to stan skupienia i już jako para wodna trafiała pod bardzo dużym ciśnieniem do turbin parowych, które swym obrotowym ruchem napędzały generator elektryczny.

W wyniku reakcji rozszczepienia jąder atomowych uwalniają się neutrony, które grają pierwsze skrzypce w całej energetyce jądrowej. Ich obecność w reaktorze prowadzi do zainicjowania reakcji łańcuchowej. Uwolnione neutrony są pochłaniane przez nowe atomy, które po rozszczepieniu uwalniają kolejne neutrony. Jeśli założymy, że z rozszczepienia jednego jądra uranu uzyskamy dwa neutrony, to kolejny taki proces spowoduje ich podwojenie, następnie kolejne podwojenie itd. Zachodzi zatem reakcja, w której produkty jednej reakcji prowadzą do uruchomienia kolejnych w formie zwielokrotnionej, w sposób niekontrolowany.

Zadaniem energetyki jądrowej jest poskromienie tej reakcji i przejęcie kontroli nad jej przebiegiem. Rolę kontrolną spełniają w rdzeniu reaktora tzw. pręty kontrolne. Ich zadaniem jest wychwytywanie części neutronów i przez to zmniejszanie tempa reakcji. Dzięki wyłapaniu części neutronów, nie były one w stanie inicjować kolejnych reakcji. Feralnej nocy, 26 kwietnia 1986 r., pręty kontrolne były wysunięte z rdzenia reaktora w Czarnobylu w liczbie przekraczającej wszelkie normy bezpieczeństwa.

Co chciano przetestować w reaktorze nr 4?

Scenariusz testu zakładał odcięcie zasilania turbiny parą wodną z reaktora. Chciano ocenić, jak długo rozpędzona wcześniej turbina z generatorem będą w stanie wytwarzać potrzebną do awaryjnego sterowania reaktorem energię elektryczną. Aby maksymalnie zbliżyć się do warunków awarii, podjęto dramatyczną w skutkach decyzję o wyłączeniu systemu automatycznego wyłączania reaktora w razie awarii. Od tej chwili reaktor pozostawał już tylko w rękach niedoświadczonych, młodych inżynierów.

Niedokończone reaktory nr 5 i 6 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej

Radzieckie reaktory RBMK-1000 były niezwykle ekonomiczne. Dzięki zastosowaniu lekkiej, tj. „zwykłej” wody do chłodzenia oraz grafitu jako moderatora (spowalniacza neutronów), paliwem do reaktora mógł być naturalny uran, bez konieczności jego kosztownego wzbogacania. Obok tej niebywałej zalety istniała jednak olbrzymia wada – duża niestabilność pracy przy małej mocy. A eksperyment przeprowadzano przecież w warunkach znacznie obniżonej mocy. Decyzja o zastosowaniu tego typu reaktora była podjęta ze względów wojskowych. W reaktorze moderowanym grafitem istnieje możliwość łatwego wytwarzania plutonu na potrzeby wojskowych głowic jądrowych.

Zobacz również Jak zaplanować przejście ze Śnieżki na Szrenicę w Karkonoszach?

Konstrukcje reaktora przybierały olbrzymie, jak na energetykę jądrową, rozmiary. Zachodnioeuropejskie reaktory miały zazwyczaj ok. 3 metry średnicy i 1,5 metra wysokości. RBMK charakteryzował się kilkunastometrową średnicą i ok. 7 metrami wysokości. Składał się z 1661 grafitowych bloków umieszczonych w betonowej studni. Rozmiary reaktora uniemożliwiały budowę obudowy bezpieczeństwa i mocnego, stalowego zbiornika reaktora.

Jak doszło do katastrofy w reaktorze nr 4 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej?

Do katastrofy doszło wskutek źle przeprowadzonego eksperymentu, który miał sprawdzić zachowanie reaktora w sytuacji awaryjnej. Nie można przy tym pominąć przykrego dla radzieckiej energetyki faktu – poprzez swoją niebezpieczną charakterystykę i konstrukcję reaktor nigdy nie powinien wejść do masowej eksploatacji.

Do przeprowadzenia eksperymentu przygotowała się dzienna zmiana inżynierów, którzy dobrze zapoznali się z procedurami testów. Od godzin porannych obniżano zatem moc reaktora w sposób kontrolowany. Pechowo, w wyniku awarii w jednej z elektrowni atomowych zarządzanych przez dyspozytornię mocy w Kijowie, eksperyment przesunięto na godziny nocne. Polecono elektrowni Czarnobyl zwiększenie mocy reaktora, aby zaspokoić potrzeby zasilania w energię elektryczną. Ciężar przeprowadzenia eksperymentu spadł na nieprzygotowaną do tego zmianę nocną i głównego inżyniera Diatłowa, zmęczonego już całodziennym oczekiwaniem w elektrowni.

Maska przeciwgazowa w Prypeci

Moc reaktora w trakcie przygotowań do nocnego eksperymentu została obniżona do niedopuszczalnej wartości. To z kolei doprowadziło do tzw. zatrucia ksenonowego powodującego dalszy, zbyt już duży spadek mocy. Było to jednoznacznym sygnałem do natychmiastowego rozpoczęcia procedury wygaszania reaktora. Po zaistnieniu takiego zatrucia konieczne jest wyłączenie reaktora i wznowienie jego pracy dopiero po 24 godzinach, gdy ksenon ulegnie półrozpadowi. O zatruciu ksenonowym nie wiedzieli pozbawieni odpowiedniej aparatury kontrolnej operatorzy reaktora nr 4.

Niedopuszczalny spadek mocy chciano zatrzymać poprzez wysunięcie prętów kontrolnych daleko ponad dopuszczalne normy. Próby zwiększenia mocy spełzły na niczym. Podjęto wtedy prawdopodobnie najgorszą decyzję w dziejach energetyki. Całkowicie wysunięto część prętów kontrolnych reaktora, pozostawiając ich wyłącznie 18 i praktycznie zupełnie tracąc kontrolę nad procesami zachodzącymi w jego rdzeniu. Absolutnym minimum było pozostawienie wsuniętych 30 z dostępnych 211 prętów kontrolnych. Wykrycie przez systemy kontrolne tak niesamowicie niestabilnej pracy reaktora powinno skutkować natychmiastowym zadziałaniem systemu automatycznego wyłączenia reaktora. Jak wiemy, system ten został już wcześniej wyłączony.

Przebieg feralnego eksperymentu

Rozpoczęto eksperyment. Zgodnie z założeniami, odcięto turbinę parową od dopływu pary wodnej produkowanej w reaktorze. Poprzez zmniejszanie prędkości obrotowej turbina powodowała od teraz mniej wydajną pracę pomp wody chłodzącej reaktor. Testowany podczas eksperymentu generator awaryjny potrzebował aż 40 sekund na osiągnięcie wymaganych obrotów. Temperatura oraz ciśnienie wewnątrz reaktora zaczęły intensywnie rosnąć. Wywołany tym wzrost produkcji pary wodnej, co typowe dla radzieckich reaktorów RBMK, spowodował wzrost liczby rozszczepień jąder atomowych. Teraz już nic nie mogło zatrzymać reaktora, który rozpędzał się wielokrotnie ponad wszelkie dopuszczalne normy.

Moc reaktora zaczęła rosnąć ok. 13-krotnie w ciągu jednej sekundy. Wszczęto procedurę SCRAM, czyli natychmiastowe opuszczenie do rdzenia reaktora wszystkich prętów kontrolnych celem jego wygaszenia.

Było już za późno. Wadliwe reaktory potrzebowały aż 10-15 sekund na pełne opuszczenie wszystkich prętów. Pręty zakończone były grafitowymi wstawkami, co niezgodnie z logiką operatorów przez ułamki sekund zwiększało moc reaktora. Grafit to przecież moderator, który spowalnia neutrony i pozwala im wydajniej rozszczepiać jądra atomowe! Skok mocy i przegrzanie się reaktora spowodowało ponadto wygięcie się kanałów, w których miały być umieszczone pręty kontrolne. Głębsze opuszczenie prętów przestało być możliwe i już nic nie mogło uratować reaktora przed niekontrolowanym rozpędzeniem. Moc cieplna reaktora wzrosła do niewyobrażalnych 30 GW, dziesięciokrotnie przekraczając wartości nominalne.

Zobacz również Jak dojechać pociągiem z Polski do Stambułu?

Doszło do pierwszej eksplozji. Wybuchła prawdopodobnie para wodna, rozrywając pręty grafitowe i uszkadzając pręty paliwowe. Kilka chwil później nastąpił mocniejszy wybuch wodoru i tlenu. Ważąca 1200 ton betonowa osłona góry reaktora została uszkodzona (lub wysadzona w powietrze – nie zostało to jednoznacznie potwierdzone).  Wybuchy spowodowały, że do wnętrza reaktora dostało się powietrze. Nastąpił zapłon kilku ton grafitu, rozpoczynając wielodniową emisję do atmosfery izotopów promieniotwórczych.

Naukowcy spierają się do dzisiaj co do charakteru pierwszego wybuchu w elektrowni. Relacje świadków mówiące o niebieskiej łunie nad reaktorem po eksplozji mogą dać podejrzenie, że doszło tu nie do wybuchu pary, a do wybuchu jądrowego. Zdania świadków mówią też, że betonowy dach reaktora zapadł się dopiero po dwóch dniach pożaru, a nie, jak podaje się powszechnie, został wysadzony przez pierwsze wybuchy.

Widok na reaktor nr 4 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej

Walka o Czarnobyl i budowa Sarkofagu

Promieniowanie emitowane przez uszkodzony reaktor było tak duże, że osoby przebywające w jego otoczeniu przyjmowały śmiertelną dawkę w ciągu zaledwie kilku minut.  Strażacy, zwani później „tymi, którzy uratowali świat”, byli podczas akcji wystawieni na promieniowanie wielokrotnie przekraczające dopuszczalne normy. Płonący grafit był niemożliwy do ugaszenia przez dysponowane na miejsce zastępy straży pożarnej, dysponujące wyłącznie zbiornikami z wodą. Podjęto decyzję o wykorzystaniu śmigłowców wojskowych, które miały zrzucać w płonący reaktor mieszanki piasku, boru, dolomitu, gliny oraz ołowiu. Stapiające się w zwartą masę substancje istotnie pomogły w opanowaniu pożaru, niezwykle jednak toksycznie wpływając na żołnierzy – głównie przez opary ołowiu.

Co całkowicie niedopuszczalne i kuriozalne w zakładach energetycznych, dach i wiele elementów hali turbin były wykonane z materiałów palnych.

Jeden zażegnany kryzys generował kolejne, zazwyczaj bardziej niebezpieczne. Konstrukcja feralnego reaktora nie została zaprojektowana na przetrwanie wielodniowego pożaru grafitu. Betonowa, gruba na metr podstawa reaktora, kryła pod sobą olbrzymie zbiorniki z wodą (tzw. zbiorniki rozbryzgowe). Kontakt rozgrzanych prętów paliwowych z wodą mógłby doprowadzić do większej eksplozji, która mogłaby zniszczyć dziesiątki kilometrów kwadratowych terenu. Sztab kryzysowy zdecydował o podjęciu próby schłodzenia pozostałości reaktora od spodu, próbując przez to zahamować zgubny pożar.

Pracę podjęli górnicy, którzy w niewyobrażalnym wtedy tempie (trzy razy szybciej niż w normalnych warunkach) zbudowali 150-metrowy tunel prowadzący do podstawy reaktora nr 4. Tuż pod nim wydrążono komorę o rozmiarach 30×30 metrów i wysokości 2 metrów. Miano zamontować tu skomplikowane urządzenia do chłodzenia z wykorzystaniem ciekłego azotu. Instalacji nigdy nie zbudowano, a komorę wypełniono betonem, który zabezpieczył i wzmocnił pozostałości po reaktorze.

Podjęto się budowy unikatowej konstrukcji sarkofagu odcinającego pozostałości reaktora nr 4 od kontaktu ze środowiskiem. Wcześniej musiano się jednak uporać z rozrzuconym po terenie elektrowni radioaktywnym materiałem. Gdy w oczyszczaniu okolicznych dachów zawiodły z powodu wysokiego promieniowania maszyny, zadania te powierzono ludziom. Nazywani później likwidatorami lub biorobotami żołnierze oczyścili własnymi rękami teren elektrowni, przypłacając to, w większości przypadków, życiem. Zdecydowana większość umarła później na chorobę popromienną. W sprzątaniu terenu elektrowni i budowie Sarkofagu wzięło udział ok. 500 000 osób.

W wyniku postępującej degradacji w 2013 r. doszło do uszkodzenia dachu Sarkofagu. Podjęto wtedy decyzję o budowie nowej konstrukcji, którą oddano do eksploatacji w 2016 r. Jej trwałość szacuje się na 100 lat.

Ewakuacja mieszkańców i stworzenie „zony czarnobylskiej”

Przewodniczący komisji rządowej, Walerij Legasow, przybył z Moskwy do Czarnobyla kilkanaście godzin po katastrofie. Dopiero ok. godz. 19:00 stwierdził, że wywołany następstwami wypadku poziom promieniowania może być zagrożeniem dla ludzi.

Tablica wjazdowa do miasta Prypeć

Dzień później, 27 kwietnia 1986 r., o godz. 12:00 podano komunikat o trzydniowej ewakuacji mieszkańców osiedla pracowniczego Prypeć. Miasto w chwili ewakuacji było zamieszkiwane przez prawie 48 tysięcy mieszkańców o średniej wieku nieprzekraczającej 30 lat. Ewakuacją objęto początkowo kobiety, dzieci, osoby starsze, a dopiero w następnej turze miasto mieli opuścić mężczyźni. Wielu z nich zostało jednak likwidatorami i nie opuścili Prypeci razem ze swoimi rodzinami. Podaje się, że większość mieszkańców opuściła miasto między 14:00 a 17:00, tj. prawie dwie doby po rozpoczęciu skażenia promieniotwórczego.

Mieszkańcy miasta nie zostali poinformowani o istocie zagrożenia, które płynie z płonącego reaktora nr 4, dobrze widzianego z wyższych budynków Prypeci. Śmiertelnie niebezpieczne promieniowanie gamma docierało do bawiących się beztrosko dzieci, z których wiele później zmarło na chorobę popromienną. Część mieszkańców spędzało sobotę na działkach, tuż przy najbardziej skażonym na tym terenie „Czerwonym Lesie”. Dawki promieniowania spowodowały później u nich m.in. popromienne oparzenia stóp.

Zatrudnionych do ewakuacji 1100 autobusów przejechało w ponad 20-kilometrowej, eskortowanej przez milicję i wojsko kolumnie w kierunku Kijowa. Tuż po godz. 16:00 jedno z najnowocześniejszych i najwygodniejszych miast w Związku Radzieckim zupełnie opustoszało. Za sprawną ewakuację odpowiedzialny był generał Giennadij Bierdowow. Autobusami wywieziono ok. 34 tysiące osób, kolejne 10 tysięcy wyjechało prywatnymi samochodami, a 1000 pociągiem. Znane są przypadki osób, które nie opuściły Prypeci dobrowolnie i ukrywały się na jej terenie. Zostały one później wydalone siłą przez patrolujące miasto oddziały milicji. Mieszkańcy Prypeci mogli zabrać ze sobą wyłącznie kilka najpotrzebniejszych rzeczy, było to jednak zrozumiałe – podawano przecież, że ewakuacja zakończy się już po 3 dniach. W autobusach nie było miejsca na zwierzęta domowe, które podejrzewano o roznoszenie radioaktywnego pyłu w sierści. Wszystkie zwierzęta zostały bezpowrotnie pozostawione w Prypeci. Co zrozumiałe, bez opieki ludzi zdziczały.

Ofiary atomu były skazane na społeczny ostracyzm. Wielu mieszkańców miast, do których ewakuowano ludzi z Prypeci, nie chciało przyjąć ich pod swój dach. Obawiano się, że ich obecność może być szkodliwa dla zdrowia. Jako że po katastrofie elektrownia nadal pracowała, dla wysiedlonych rodzin zbudowane nowe miasto – Sławutycz, w pobliżu zony czarnobylskiej. Przez szereg lat po katastrofie, w elektrowni pracowało kilka tysięcy osób. Nadal pracowały bloki 1, 2 i 3, stale rozważano też dokończenie budowy bloków 5 i 6. Na przełomie 1986 i 1987 r. część mieszkańców Prypeci wróciła do miasta, aby zabrać część cenniejszych rzeczy – jeśli nie zostały do tego czasu rozkradzione.

O ile konieczność przeprowadzenia ewakuacji jest bezsprzeczna, to prowadzone od wielu lat badania promieniowania pokazują, że teren w większości nadaje się już do ponownego zasiedlenia. Promieniowanie w Czarnobylu jest miejscami niższe niż w okolicach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Zona czarnobylska jest podzielona na dwie części. Pierwsza, o promieniu ok. 10 kilometrów od Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej i druga, o dość nieregularnym obrysie, kończąca się ok. 30 kilometrów od elektrowni. Powierzchnia zony to niespełna 2600 kilometrów kwadratowych.

Zobacz również Główne atrakcje Majorki w trzy dni – czy to możliwe?

Zwiedzanie strefy wykluczenia – Prypeć, Czarnobyl, radar Duga, reaktor nr 4

Odwiedzenie zony czarnobylskiej to niecodzienna możliwość spotkania się z historią, która wpłynęła mocno na sytuację w Europie lat 80. i 90. Do strefy wykluczenia można się od wielu lat dostać całkowicie legalnie, korzystając z usług przewodników. Istnieje nawet niewielka baza noclegowa na terenie Czarnobyla, jednak wstęp do miasta jest możliwy tylko z przepustką lub z biurem podróży. Strefa nie jest otoczona kordonem wojsk, więc istnieją również nielegalne ścieżki, z których korzystają stalkerzy, czyli ludzie samodzielnie eksplorujący zonę.

Jeśli chcecie zobaczyć główne punkty zony czarnobylskiej, bez szczegółowej jej eksploatacji, jednodniowa, legalna wycieczka z Kijowa będzie odpowiednia. Ja zdecydowałem się na wycieczkę z Chernobyl Travel. Była najtańszą ofertą, jaką znalazłem w sieci – 75$ za przejazd w obie strony i opiekę przewodnika. Dodatkowo, za 100 UAH (ok. 15 zł), mogliśmy dokupić posiłek w stołówce czarnobylskiej elektrowni. Zbiórka przed wyjazdem odbywa się w Kijowie, przy ulicy Volodymyrskiej 60, naprzeciwko uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki. Wyjeżdżamy ok. 8:00, aby w Kijowie być z powrotem ok. 19:00.

Jak przygotować się do wyprawy? Jak się ubrać, co ze sobą zabrać?

Wyjazd do strefy wykluczenia nie stanowi zagrożenia dla zdrowia, więc nie bierzcie ze sobą skafandrów antyradiacyjnych. Zgodnie z zaleceniami organizatora wycieczki, powinniśmy ubrać długie, zasłaniające kostki spodnie, koszulę z długim rękawem i zakryte, pełne buty. Zaleca się wzięcie ze sobą parasolki, która na wypadek deszczu ochroni nas przed kroplami mogącymi zawierać radioaktywny pył. Dla uspokojenia – jest to spora przesada. Wszelkie elementy ubioru, które odsłaniają znaczną część ciała – sukienki, krótkie spodenki, bluzki na ramiączkach, sandały, są zabronione w strefie wykluczenia. Jeśli planujemy wwożenie do zony broni palnej lub białej, scyzoryków lub palników gazowych, to nie zostajemy do niej wpuszczeni.

Punkt kontrolny Ditiatki w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia

Obowiązuje absolutny zakaz zabierania z terenu zony jakichkolwiek przedmiotów, roślin lub, jeśli jesteśmy kreatywni, również zwierząt. Zbieranie grzybów lub łowienie ryb stanowczo wykluczone. Moja osobista rada – szczególnie należy uważać na kontakt z glebą. Pomimo że promieniowanie w powietrzu jest już pomijalne i nie zagraża w żaden sposób zdrowiu, to gleba akumuluje dużo radioaktywnego pyłu. Pomiar promieniowania na jej wysokości zawsze wykazuje wyższe wartości (czasami kilkakrotnie) niż na wysokości 1,5 – 2 metrów nad jej poziomem.

Ze względów porządkowych obowiązuje również zakaz spożywania alkoholu i narkotyzowania się.

Przystanek nr 1 – miasto Czarnobyl

Wjazd do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia odbywa się poprzez punkt kontrolny Dytiatky (ukr. Дитятки). Tu sprawdzane są personalia osób chcących wjechać do strefy i porównywane są ze zgłoszonymi przez przewodnika grupy. To ostatni bastion komercji przed wjazdem na teren rządzony przez naturę, z ofertą pocztówek, masek przeciwgazowych i temu podobnych pamiątek.

Ulica w Czarnobylu

Pierwszym przystankiem jest miasto Czarnobyl. Dla osób spodziewających się tutaj krajobrazu postapokaliptycznego, może się ono okazać sporym zaskoczeniem. Ulice są uprzątnięte, drogi dobrze oznakowane. Spadające liście są zagrabione w duże hałdy, a dolne części pni drzew przy głównym ulicach zostały skrzętnie pobielone. Miasto to jest aktualnie domem znakomitej większości osób pracujących w strefie wykluczenia. Mieszkają tu pracownicy elektrowni obsługujący nowy sarkofag oraz mniejszych przedsiębiorstw mających siedzibę przy elektrowni. Znajdziemy tu również osoby zarządzające zoną. Tuż przed wjazdem do miasta natkniemy się na naszpikowany historią, czarnobylski „witacz”.

View this post on Instagram

Tablica wjazdowa do miasteczka Czarnobyl ocieka historią i niesie w sobie trochę melancholii. Nie brakuje tu motywu jądra atomowego na samym szczycie pomnika, jest też obowiązkowy, radziecki sierp i młot. Ulice dookoła są puste, a natura rozdaje tu karty czyniąc człowieka wyłącznie gościem tego regionu. Tempo życia dobrze podsumowuje leżący, znudzony pies, zupełnie niezwracający uwagi na mijanych do ludzi. Mieszkający tu ludzie zajmują się prawie wyłącznie obsługą pozostałości elektrowni atomowej, w tym konserwacją sarkofagu nad reaktorem nr 4. Mogą oni przebywać w zonie tylko 14 dni, po czym na 14 dni muszą ją opuścić. #bartekwpodrozy #czarnobyl #miasto #opuszczone #elektrownia #wpodróży #podróże #polishtraveller #blogpodrozniczy #polskichlopak #natura #podróżnik #zwiedzamy #zwiedzanie #blogipodroznicze #igerswroclaw #igerspoland #napromieniowani #ukraina #polskiblog #polskibloger #igerspoland

A post shared by Bartek | Bartekwpodrozy.pl (@bartekwpodrozy.pl) on

Przy głównym placu miasta znajduje się niewielkie muzeum związane z katastrofą, jednak na znacznie ciekawsze i bogatsze w informacje, natkniemy się w Kijowie. Obok znajduje się pomnik symbolizujący wszystkie wysiedlone po awarii osady oraz Pomnik Trzeciego Anioła. Niektórzy dopatrują się w awarii reaktora wypełnienia przepowiedni trzeciej trąby zawartej w Apokalipsie św. Jana: „I trzeci anioł zatrąbił: i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia, a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód. A imię gwiazdy zowie się Piołun. I trzecia część wód stała się piołunem, i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie”. Czarnobyl to z ukraińskiego „czarna bylica”, a roślina ta jest blisko spokrewniona z bylicą piołun. Nazwa miasta może być więc tłumaczona jako „czarny piołun”, a tu już analogia do ksiąg biblijnych jest dla niektórych niekwestionowana.

Pomnik Trzeciego Anioła w Czarnobylu

Tablice upamiętniające wysiedlone miejscowości w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia

Mieszkańcy Czarnobyla

Tylko kilkadziesiąt metrów dzieli to miejsce od świątyni socjalizmu, czyli jednego z nielicznych, zachowanych na Ukrainie pomników Lenina. Rezerwat, jaki wytworzył się w zonie czarnobylskiej, w pewien sposób uzasadnił obecność pomnika patrona Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej.

 

 

Pomnik Lenina w Czarnobylu

Kawałek dalej trafiamy na jedyną w całej strefie wykluczenia, działającą świątynię. W cerkwi św. Eliasza, zbudowanej w XIX w., od 2001 r. odbywają się regularne nabożeństwa. Stanowi ona miejsce kultu dla mieszkańców całej zony. Jej zwiedzanie nie jest możliwe, jednak przy odrobinie szczęścia możemy trafić na dzień nabożeństwa i dzięki temu podejrzeć jej podobno niebanalne zdobienia.

Cerkiew św. Eliasza w Czarnobylu

W Czarnobylu znajduje się pomnik ku czci strażaków biorących udział w skazanej na porażkę akcji gaśniczej reaktora. Powszechnie znamy go pod nazwą „Tym, którzy uratowali świat”. Ulokowany został tuż przy miejskiej remizie strażackiej.

Pomnik strażaków "Tym, którzy uratowali świat" w Czarnobylu

Przystanek nr 2 – tajne, wojskowe miasto Czarnobyl-2

Zimna wojna, czyli konflikt zbrojeń między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim doprowadził do konieczności wzajemnego śledzenia kroków obu państw. Poza rozwiniętą siatką wywiadowczą, organizowano urządzenia, które miały w porę wykryć zagrożenie płynące od przeciwnika. W 1976 r. w okolicach Czarnobyla zbudowano antybalistyczny radar wczesnego ostrzegania Duga-2. Zadaniem konstrukcji było wykrywanie pocisków nuklearnych, które mogły potencjalnie zostać skierowane na Związek Radziecki. Na obiekt składały się urządzenia zamontowane w trzech lokalizacjach, jednak ta czarnobylska była tą centralną i najbardziej okazałą. Ogrom konstrukcji niech potwierdzą liczby: waży on 13000 – 14000 ton, a budowa pochłonęła od 0,5 do 1,5 mld dolarów.

Radar Duga-2 w mieście Czarnobyl-2

Miasto Czarnobyl-2 w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia

Olbrzymie radary zajmujące obszar o długości 900 metrów, wysokie na ponad 100 metrów, wymagały ok. 1000 osób do ich bieżącej obsługi i konserwacji. Na te potrzeby wybudowano tajne, ukryte w głębokim lesie miasteczko Czarnobyl-2, które zamieszkane zostało przez wojsko i rodziny żołnierzy. Na mapach oznaczano to miejsce jako obóz pionierski dla dzieci, a obszar ok. 5 kilometrów od konstrukcji został całkowicie zamknięty. Dostępu do radaru strzegły jednostki specnazu. Obiekt znany jest powszechnie pod nazwą Oko Moskwy.

Radziecki system radarowy nie miał swojego odpowiednika w żadnym innym miejscu na świecie. Do dzisiaj pozostaje obiektem dużego zainteresowania wśród osób znających się na radiołączności. Duże wymagania dotyczące jego zasilania spełniała oczywiście oddalona o 9 km Czarnobylska Elektrownia Atomowa. Istnieją teorie spiskowe mówiące, że Duga-2 mogła emitować fale o takiej długości, że wpływały one na pracę mózgu wywołując pożądane przez operatorów stany, jak apatia czy stany depresyjno-lękowe. Nigdy nie znaleziono potwierdzenia tych teorii.

Radar Duga-2 w Czarnobylu

Uruchomiona Duga-2 emitowała słyszalne na całym świecie pasmo zakłóceń, rejestrowane nawet przez amatorów radiołączności. Przypominało ono stukanie dzięcioła, przez co przyjęła się jeszcze jedna nazwa urządzenia – rosyjski dzięcioł. Radar nadawał sygnał o takiej mocy, że zakłócał on sygnał radiowy i telewizyjny w wielu zakątkach świata. Po katastrofie w Czarnobylu ewakuowano mieszkańców miasteczka, które jednak zupełnie nie opustoszało. Prawdopodobnie do 30 kwietnia przebywali w niej członkowie komisji rządowej powołanej do koordynacji prac związanych z likwidacją skutków awarii w elektrowni.

Duga pracowała jednak aż do sierpnia 1988 r., a obsługiwana była przez personel przeniesiony po ewakuacji do Sławutycza. Planowana dekontaminacja (oczyszczenie) Czarnobyla-2 nigdy nie nastąpiła, a z powodu utrzymującego się wysokiego poziomu promieniowania, miejsce nie nadawało się do ponownego zasiedlenia. Radar został ostatecznie wyłączony, aby zabezpieczyć przed promieniowaniem wrażliwą elektronikę. Nigdy więcej nie został on wykorzystany i aktualnie popada w postępującą ruinę.

Zobacz również 6 rzeczy, które pozytywnie zaskoczyły mnie w Albanii

Przystanek nr 3 – Czarnobylska Elektrownia Atomowa i zniszczony reaktor nr 4

Zbliżanie się do okrytego złą sławą, zniszczonego w 1986 r. reaktor nr 4 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej powodowało, że moje emocje rosły. Widok z drogi dojazdowej do bloków pozwala widzieć jednocześnie Arkę, czyli nowy sarkofag oraz niedokończone nigdy reaktory nr 5 i 6. Ewakuowani budowniczowie pozostawili w ich pobliżu żurawie, przez co z daleka wyglądają one jak nadal żyjący plac budowy.

Pomnik likwidatorów i sarkofar nad reaktorem nr 4 w Czarnobylu

Chcieliśmy zobaczyć sarkofag z bliska. Zbliżenie się do niego jest możliwe do miejsca, w którym stoi pomnik ku czci likwidatorów i budowniczych starego sarkofagu. Dalej teraz jest już zamknięty i pozostaje pod baczną obserwacją służb i systemu kamer. Na terenie elektrowni nadal pracują setki ludzi opiekujący się wyłączonymi reaktorami i konserwujący nowy sarkofag. Nowy sarkofag oddano do użytku w 2016 r., jako środek zaradczy na skorodowany i rozszczelniony pierwszy sarkofag, budowany w pośpiechu po awarii. W nowej konstrukcji zastosowano nieszablonowe rozwiązania – w końcu to jedyna taka budowla na świecie. Stalowy namiot powstał kilkaset metrów obok reaktora nr 4, po czym został przy pomocy szyn nasunięty na niszczejącą konstrukcję. Wewnątrz Arki znajdują się urządzenia, dzięki którym możliwe będzie automatyczne demontowanie starego sarkofagu bez udziału człowieka.

Z uwagi na nadal znaczny poziom promieniowania wokół sarkofagu, zalecono nam ubranie się w dodatkowe ubrania i dobre przykrycie wszystkich nieokrytych części ciała. W rejonie reaktora nr 4 przebywaliśmy tylko kilka minut. W programie naszego przewodnika był teraz posiłek w kantynie czarnobylskiej elektrowni.

Przystanek nr 4 – opuszczone miasto widmo – Prypeć

Po drodze do Prypeci zatrzymaliśmy się na chwilę przy opuszczonym w pośpiechu przedszkolu, w którym pozostały dziecięce łóżka i dużo wyposażenia. Dość przerażające były porozrzucane po budynku zabawki, w tym zniszczone zębem czasu lalki.

Zabawki w opuszczonym przedszkolu w Czarnobylu

Opuszczone łóżka dzieci w Czarnobylu

Wnętrze opuszczonego przedszkola w Czarnobylu

Zabawki w przedszkolu w Czarnobylu

Założona na potrzeby pracowników elektrowni Prypeć powstała w 1970 r. i znajduje się ok. 4 kilometry od Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. Miasto położone jest na prawym brzegu rzeki Prypeć, wpadającej później do Dniepru. Zwane było również atomogradem, co wzięło się oczywiście z jego przeznaczenia. Według danych z 1985 r., w Prypeci zamieszkiwało ok. 47 500 osób wywodzących się z 25 grup etnicznych. Roczny wzrost populacji wynosił ok. 1500 osób, gdzie połowa tej wartości wynikała z urodzeń, a połowa z imigrantów z innych części Związku Radzieckiego. Przewidywano, że przy ciągłym rozwoju miasto może zapewnić komfortowe warunki życia nawet dla 78 000 osób.

View this post on Instagram

Wylądowaliśmy już w Lublinie, kończąc krótką, ale intensywną wyprawę do Kijowa i Czarnobyla. Podczas wizyty w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia odwiedziliśmy miasto Czarnobyl, tajne wojskowe miasto Czarnobyl 2 z ogromnym radarem Duga oraz miasto-widmo Prypeć. Miejsce, w którym w 1986 r. mieszkało 50 000 ludzi, aktualnie jest wielkim lasem z rozpadającymi się pozostałościami po dawnej świetności miasta. —– #czarnobyl #prypeć #chernobylzone #chernobyl #powerplant #opuszczone #opuszczonemiejsca #abandoned #abandonedplaces #gasmask #bartekwpodrozy #wyprawa #eksploracja #exploration #polishblog #podróżemałeiduże #podróż #podróże #podroze #podroz #blogipodroznicze #exclusionzone #polishtravelbloggers #kijów #wpodróży

A post shared by Bartek | Bartekwpodrozy.pl (@bartekwpodrozy.pl) on

Prypeć była bardzo wygodnym miastem do życia, wyprzedzającym trochę swoje czasy. W ruinach znajdziemy pozostałości po basenie, teatrze, kinie Prometeusz, restauracjach, pięknej przystani z kawiarnią. Nie brakowało miejsc rozrywki dla dzieci – chociażby placów zabaw czy osławionego już, nigdy nieotwartego parku rozrywki z diabelskim młynem. Miasto było wzorem dla sowieckich budowniczych. Choć pełne betonu i blokowisk, w latach 70. i 80. musiało się tam żyć wygodnie.

Opuszczona kawiarnia Prypeć

Witraże w opuszczonej kawiarni Prypeć

Opuszczony dom mieszkalny w Prypeci

W Prypeci skorzystano z sowieckiej koncepcji „trójkątnej zabudowy”. Wysokie, dziesięciopiętrowe budynki z widokiem na miasto i okolicę były przeplatane pięciopiętrowcami i wolnym partiami terenu. Duże przestrzenie między budynkami ozdobiono drzewami i krzewami. Głównym projektantem miasta był szanowany, odznaczony nagrodą Rady Ministrów ZSRR, architekt Giennadij Iwanowicz Oleszko.

View this post on Instagram

Diabelski Młyn w opuszczonej Prypeci to jeden z najpopularniejszych motywów fotograficznych wśród osób odwiedzających zonę czarnobylską. Koło było jedną z atrakcji w nowiutkim, świeżo wybudowanym parku rozrywki. Jego otwarcie zaplanowanie na 1 maja 1986 r., nigdy nie doszło ono jednak do skutku. 26 kwietnia doszło w Czarnobylu do najpoważniejszej w historii energetyki jądrowej awarii i wybuchu wewnątrz reaktora nr 4. #czarnobyl #diabelskimłyn #bigwheel #wesołemiasteczko #prypeć #exclusionzone #chernobyl #bartekwpodrozy #podróż #podróże #podróżnik #explorer #exploration #blogpodrozniczy #blogipodroznicze #polskieblogi #wyprawa #wycieczka #ukraina #podróżemałeiduże

A post shared by Bartek | Bartekwpodrozy.pl (@bartekwpodrozy.pl) on

Prypeć nie miała stać w miejscu. Zaplanowano szeroką rozbudowę miejskich atrakcji. Do 1988 r. oddane do użytku miały być dwa centra handlowe, a jedno z nich miało się nazywać Blask Prypeci. Dodatkowo zaplanowano budowę dwóch kompleksów sportowych, kina z dwiema salami, hotelu Październik oraz dwóch pałaców – Pałacu Pionierów oraz Pałacu Sztuki. Pamiętano też o kwestiach transportu poprzez wolę budowy linii kolejowej oraz dworca autobusowego. Dla poprawy komfortu korzystania z telewizji w planach było też oddanie do użytku 52-metrowej wieży telewizyjnej – najwyższego budynku Prypeci. Planowane uruchomienie bloków 5 i 6 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej wiązało się z koniecznością rozbudowy miasta wykorzystując półwysep w północnej części Zalewu Janowskiego.

Opuszczony hotel Polesie w Prypeci

Opuszczona restauracja w centrum Prypeci

Zaplecze teatru w Prypeci

Symbole ZSRR na opuszczonym bloku mieszkalnym w Prypeci

Diabelski Młyn w parku rozrywki w Prypeci

Plany legły w gruzach 26 kwietnia 1986 r. Już o drugiej w nocy w komitecie wykonawczym Prypeci spotkano się na nadzwyczajnym spotkaniu kryzysowym, gdzie umówione działania konieczne do podjęcia w przypadku negatywnego rozwoju skutków awarii. Zarządzono blokadę ulic, aby zahamować przemieszczanie się osób cywilnych i udrożnić drogi dla służb ratunkowych. Zdecydowano o nieinformowaniu mieszkańców o zagrożeniu, aby nie wywoływać paniki. Nadal czekano jednak z ewakuacją, skazując miasto na przyjmowanie promieniowania setki razy przekraczającego normy. Rozpoczęto, podobnie jak później w Polsce, profilaktykę jodową. Podawano pacjentom wodny roztwór jodu i jodku potasu, który hamował przyswajanie przez organizm radioaktywnych izotopów jodu.

Samochodziki w parku rozrywki w Prypeci

Opuszczona szkoła podstawowa w Prypeci

Sala gimnastyczna w opuszczonej szkole podstawowej w Prypeci

Opuszczony basen w Prypeci

Opuszczony basen w Prypeci

Dopiero w nocy podjęto decyzję o rozpoczęciu gromadzenia pod miastem autobusów i składów pociągów, które miały posłużyć do rozważanej ewakuacji. Plany zaakceptowano dopiero rankiem 27 kwietnia, wyznaczając termin ewakuacji na 14:00. Poprzez radiowęzeł podano komunikat:

Uwaga, Uwaga! (×3)

Drodzy Towarzysze! Miejska rada deputowanych ludowych zawiadamia, że w związku z awarią w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, w mieście Prypeć powstała niesprzyjająca sytuacja radiacyjna. Partyjne oraz rządowe organy, jednostki wojskowe podejmują konieczne działania. Jednakże, aby zapewnić całkowite bezpieczeństwo ludzi, a przede wszystkim dzieci, konieczne jest przeprowadzenie tymczasowej ewakuacji mieszkańców do miejscowości w obwodzie kijowskim. Dlatego do każdego budynku dziś dwudziestego siódmego kwietnia o godzinie czternastej zero zero, będą podstawione autobusy wraz z funkcjonariuszami milicji i przedstawicielami miejskiego komitetu wykonawczego. Zaleca się aby zabrać ze sobą dokumenty, najbardziej potrzebne rzeczy oraz na najbliższy okres produkty spożywcze. Kierownicy przedsiębiorstw i instytucji wyznaczyli pracowników, którzy pozostaną na miejscu w celu zapewnienia normalnego funkcjonowania przedsiębiorstw w mieście. Wszystkie domy na okres ewakuacji będą chronione przez funkcjonariuszy milicji. Towarzysze, czasowo opuszczając swoje domy, proszę nie zapomnijcie pozamykać okien, wyłączyć urządzeń elektrycznych i gazowych oraz zamknąć zawory wody. Proszę zachować spokój, dbać o organizację i porządek w trakcie czasowej ewakuacji.

Pierwotnie trzydniowa ewakuacja nie zakończyła się jednak do dzisiaj, pozostawiając Prypeć wyłącznie naturze. Pomimo znacznego spadku promieniowania do poziomu niższego niż w wielu stale zamieszkiwanych punktach świata, nigdy nie pozwolono dawnym mieszkańcom na powrót do domu.

Wyjazd ze strefy wykluczenia

Wyjazd z Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia odbywa się przez mijane wcześniej punkty kontrolne. Na każdym z nich przeprowadzana jest kontrola radiacyjna zarówno pojazdów, jak i uczestników wycieczki. Opuszczenie strefy musi odbywać się przez punkty kontrolne – inaczej osobę traktuje się jak pozostającą nielegalnie w strefie.

Muzeum Narodowe „Czarnobyl” w Kijowie

Wysiadając z kijowskiego metra na stacji Kontraktova Ploscha, w sercu dzielnicy Padół, można się natknąć na niepozorny budynek dawnej remizy strażackiej. Funkcjonuje w nim nieprzerwanie od 1992 r. Muzeum Narodowe „Czarnobyl”. Wstęp do placówki jest bardzo tani – za bilety dla dwóch osób i oddzielnie wykupione prawo do fotografowania zapłaciliśmy łącznie 80 UAH (ok. 11 zł, dane na wrzesień 2018 r.).

Znak ostrzegający przed promieniowaniem w Muzeum Czarnobyla w Kijowie

Zdjęcia ofiar katastrofy w Muzeum Czarnobyla w Kijowie

Przed budynkiem muzeum ustawiono samochody, które brały udział w ewakuacji Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Wystawa wewnątrz jest zorganizowana wyłącznie w języku ukraińskim, co gwarantuje kłopoty ze zrozumieniem większości opisów. Możliwe jest też wykupienie audioprzewodnika w języku angielskim. Ma on niestety postać niewygodnej słuchawki, którą trzeba przez 100 minut trzymać przy uchu jak telefon.

Muzeum jest urządzone w starym, dość nudnym stylu, gdzie eksponaty przechowuje się w gablotach i nie pozwala zwiedzającemu na aktywniejszy udział w zwiedzaniu. Od 1992 r. nie zmieniało ono swojej formy i nie było unowocześniane, ale taka forma zupełnie pasuje do wydarzenia, o którym opowiada to miejsce. Zgromadzono w nim setki fotografii i nagrań z czasu awarii i masowej ewakuacji. Nie brakuje historii osób, których życie diametralnie zmieniło się w feralną noc 26 kwietnia. Przechodząc przez próg muzeum, nad schodami umieszczono łącznie 76 tablic z nazwami wysiedlonych miejscowości – 2 miast: Czarnobyla i Prypeci oraz 74 wsi.

Tablice opuszczonych miast w Muzeum Czarnobyla w Kijowie

Wymowna jest ekspozycja gazet, w których podawano pierwsze doniesienia o czarnobylskiej tragedii. Dla tych zachodnich awaria była jedną z najważniejszych informacji dnia, często z zarezerwowanym miejscem na pierwszej stronie. Prasa radziecka, jak już wiemy z perspektywy historycznej, tragedię bagatelizowała, wydzielając dla niej niewielki fragment jednej z dalszych stron numeru. Najbardziej reprezentacyjna sala muzeum wyróżnia się grą świateł. Ustawiono w miej manekiny ubrane w ochronną odzież likwidatorów, a w centralnie zawieszonej łodzi zebrano m.in. zabawki dzieci.

Likwidatorzy w Muzeum Czarnobyla w Kijowie

Wystawa w Muzeum Czarnobyla w Kijowie

Wizyta w Muzeum Narodowym „Czarnobyl” była dla mnie postawieniem kropki nad i, po wcześniejszym zobaczeniu strefy wykluczenia na własne oczy. Zdjęcia ofiar i mnóstwo eksponatów związanych z awarią przypominają, jak dużą tragedią dla mieszkańców Prypeci i okolic była ta największa katastrofa w historii energetyki jądrowej. Mówi się, że jej konsekwencje i trauma, jaką zasiała w społeczeństwie radzieckim były pierwszym krokiem do późniejszego upadku Związku Radzieckiego.

W muzeum znalazłem wymowną sentencję, umieszczoną przy przekreślonej nazwie Czarnobyl: „Est dolendi modus, non est timendi”, czyli „jest miara bólu, nie ma miary strachu”.


Czarnobyl i katastrofa, która zmieniła świat to nadal bardzo gorące tematy, o których dyskutuje się w wielu krajach. Powiedz mi w komentarzach, czy Czarnobylska Strefa Wykluczenia powinna być otwarta dla turystów, czy raczej pozostać odcięta od reszty świata. A może tereny te powinny być ponownie zasiedlone? Poziom promieniowania już od wielu lat jest nieznaczny.

Zachęcam do odwiedzenia fanpage’a Bartekwpodrozy.pl na Facebooku i profilu @bartekwpodrozy.pl na Instagramie. Do usłyszenia!