Zwiedzanie Wielkiej Brytanii KOLEJĄ przez Anglię, Szkocję i Walię / Blog podróżniczy

  1. NASTĘPNY POST
Zwiedzanie Wielkiej Brytanii koleją. Podróż pociągami przez Anglię, Szkocję i Walię

Zwiedzanie Wielkiej Brytanii koleją. Podróż pociągami przez Anglię, Szkocję i Walię

W dobie szybkich połączeń lotniczych zwiedzanie kraju tak dużego, jak Wielka Brytania wyłącznie pociągami brzmi trochę groteskowo. W 7 dni przejechałem jednak Wielką Brytanię koleją i zwiedziłem najciekawsze miasta Anglii, Szkocji i Walii.


Podróż koleją po Wielkiej Brytanii zajęła mi nieco ponad tydzień.

Dotarłem zarówno do północnych rubieży Szkocji, malowniczych klifów Kornwalii w południowo-zachodniej części Anglii. Odwiedziłem stolice trzech krajów wchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa – angielski Londyn, szkocki Edynburg i walijskie Cardiff.

Jeśli interesują Cię kolejowe przygody, zobacz również artykuł, w którym opisuję swoją podróż nocnym pociągiem przez irańską pustynię – z Teheranu do Shiraz.


Chcesz otrzymać darmowego ebooka „Jak samodzielnie zaplanować podróż?” Podaj swój adres e-mail, a ja prześlę Ci link do pobrania książki.


Pociąg zjeżdżający z mostu Forth Bridge

Dojazd do Wielkiej Brytanii. Czy do Wielkiej Brytanii można dotrzeć pociągiem?


Do Wielkiej Brytanii można dojechać bezpośrednim pociągiem z Europy dzięki tunelowi, który poprowadzono pod kanałem La Manche. Marcin z bloga Wojazer.co opisał dokładnie, jak zaplanować podróż pociągiem Eurostar między Paryżem i Londynem.

Do Wielkiej Brytanii można też po prostu przylecieć samolotem, oszczędzając sporo czasu i pieniędzy. Ze znalezieniem tanich biletów z Polski do Londynu nie powinno być większego problemu.


Przed przyjazdem do Londynu przyda Ci się mój tekst, w którym opisałem jak poruszać się komunikacją miejską po Londynie i dojechać do miasta z lotnisk.


Ile kosztuje podróż pociągami po Wielkiej Brytanii?


Brytyjska kolej należy do najdroższych w Europie, przez co pociągi nie są ulubionym środkiem lokomocji turystów podróżujących po Wielkiej Brytanii.

Nie działa tu żaden państwowy przewoźnik na wzór chociażby polskiej grupy PKP czy niemieckiego DB. Przewozy wykonywane są przez dziesiątki prywatnych firm, które operują czasami tylko na jednej linii kolejowej. Obok wysokiego poziomu cen to kolejny czynnik, który może wprawić podróżnika w lekkie zakłopotanie.

Sytuację ratuje jednak bilet Interrail, który otwiera przed podróżnikami drzwi do podróżowania po większości krajów Europy za rozsądną, ryczałtową cenę.


Zasady związane z biletem opisałem już szczegółowo w poradniku dla korzystających z biletu Interrail. Skupiłem się na bilecie w wersji global, która umożliwia podróżowanie po wielu krajach Europy w ramach jednej, objazdowej wycieczki.


W przypadku podróży po tylko jednym kraju, najrozsądniej jest skorzystać z biletu Interrail w wersji One Country Pass.


Jak korzystać z biletu Interrail?


Oferta Interrail One Country Pass jest tym, na co powinniśmy zwrócić uwagę decydując się na kolejową podróż po Wielkiej Brytanii.

Moim zdaniem najkorzystniejsza jest opcja “8 wybranych dni w miesiącu”. Kupując taki bilet sami wybieramy dowolne 8 dni spośród 30-dniowego przedziału, w których będziemy chcieli podróżować pociągami w danym kraju.

Do brytyjskich pociągów nie trzeba dokupować miejscówek, więc koszty podróży koleją po Wielkiej Brytanii ograniczą się tylko do ceny biletu Interrail.

Aktualna oferty są zawsze dokładnie opisane na stronie internetowej Interrail. Jeśli łapiecie się jeszcze od opcji youth, bilet będzie odpowiednio tańszy. Dodatkową zniżkę można też uzyskać kupując go przez internet.


Pociąg na stacji

Korzystanie ze stacji kolejowych w Wielkiej Brytanii trochę różni się od standardów, do jakich przyzwyczailiśmy się w naszej części Europy.

Na dużych stacjach dostęp do peronów jest ograniczony tylko do osób, które posiadają ważny bilet na przejazd. Przed wejściem możemy spotkać się z bramkami, na których pasażerowi skanują swoje bilety.

Bilet Interrail nie jest możliwy do zeskanowania, więc przy każdej próbie wejścia na peron trzeba zwrócić się do osoby dbającej o bezpieczeństwo na danej stacji (w 95% przypadków będzie stała właśnie w okolicach bramek), pokazać jej nasz bilet i poczekać na otwarcie bramki.

Nie mieliśmy najmniejszych problemów z dostaniem się do pociągów, ale warto pamiętać, żeby nie przybiegać na stację na ostatnią chwilę. Jeśli przez chwilę nie będziemy mogli znaleźć pracownika, nasz pociąg może odjechać bez nas.


Przed wyjazdem za granicę koniecznie wykup ubezpieczenie turystyczne. Podróżowanie bez niego jest dość nieodpowiedzialne. Cenę ubezpieczenia możesz sprawdzić w kalkulatorze.


Jak zaplanować trasę podróży koleją przez Wielką Brytanię?


Sieć kolejowa Wielkiej Brytanii jest bardzo rozbudowana – szczególnie w południowej części kraju. Im dalej przesuwamy się na północ, tym linii kolejowych jest mniej, a przez to możliwości podróżowania są mocno ograniczone.

W mojej podróży koleją przez Wielką Brytanię odwiedziłem wszystkie zaznaczone na mapie punkty. Na przejazd taką trasą trzeba sobie zarezerwować przynajmniej 8 dni, ale rekomendowałbym nieco więcej – 10-12 dni.



Zwiedzanie Wielkiej Brytanii koleją. Jakie miasta odwiedziłem?


W tej podróży atrakcją było samo przemieszczanie się po Wielkiej Brytanii. Różnorodność krajobrazu była jednocześnie imponująca, ale i przytłaczająca.

W kilka dni płynnie przechodziliśmy między sielskim klimatem londyńskich przedmieść, nadmorskim widokami w Kornwalii, przemysłową zawieruchą linii między Liverpoolem i Manchesterem i bezkresnymi, pełnymi owiec łąkami północnej Szkocji.

Na zwiedzanie miast przeznaczyliśmy niewiele czasu, ale wystarczyło go nam, żeby zauważyć dużą różnorodność brytyjskiego krajobrazu.


Cambridge (Anglia)


Rzeka Cam w Cambridge
Przepływająca przez Cambridge rzeka Cam

Cambidge było naszym pierwszym przystankiem, do którego dotarliśmy pociągiem bezpośrednio z lotniska.

Miasto leży nad rzeką Cam, która spokojnym nurtem przepływa przez centrum Cambridge niezbyt szerokim korytem. Okolice rzeki można zwiedzać również z jej poziomu, wynajmując jedną z dostępnych łódek.

Spacer z dworca kolejowego do centrum Cambridge zajmuje ok. 15-20 minut. Po takim czasie dociera się do pierwszych zabudowań jednej z najlepszych uczelni na świecie – University of Cambridge.

Colegium Uniwersytetu w Cambridge

Ścisły związek miasta z uniwersytetem jest trudny do pominięcia. Większość zabudowań centrum to kolejne jednostki administracyjne czwartego na świecie (po Harvardzie, MIT i Uniwersytecie Stanforda) i najlepszego w Europie uniwersytetu – zgodnie z rankingami z 2017 r.

Architektura uczelnianych kolegiów zachwyca, przypominając bardziej obiekty sakralne niż budynki uczelniane, do których przyzwyczailiśmy się w naszej części Europy.

Obowiązkowe punkty do odwiedzenia to King’s College, Trinity College i Queens’ College, chociaż ciekawych zabudowań uniwersytetu jest znacznie więcej.

Zwiedzanie budynków uczelni nie jest możliwe podczas sesji egzaminacyjnych, podczas których uniwersytet skupia się w całości na swoim podstawowym działaniu – edukacji i egzekwowaniu jej zdobywania.

Przez Cam przerzucono mosty, które stały się symbolami miasta. Warto rzucić okiem na Mostek Westchnień (Bridge of Sighs) oraz Most Matematyczny (Mathematical Bridge).

Most Matematyczny w Cambridge
Przerzucony przez rzekę Cam Most Matematyczny

Legenda Mostu Matematycznego głosi, że zbudował go sam sir Issac Newton, bez użycia gwoździ i innych trwałych łączeń i spoiw. Most miała rzekomo utrzymywać nad wodą tylko fizyka.

Aby poznać szczegóły tego geniuszu most rozebrano, ale nie potrafiono go już później złożyć bez użycia gwoździ.

W zwiedzaniu Cambridge, ale również innych brytyjskich miast wspierałem się mapami offline z aplikacji MAPS.ME. Miałem wrażenie, że miały naniesione więcej istotnych informacji niż ich konkurencja od Google.


Sprawdź moją listę 63 najlepszych aplikacji dla podróżników, które bardzo ułatwią Ci kolejną podróż. Czy masz już na telefonie wszystkie z nich?


Spacerując po centrum czułem, że miasto nie jest skażone nachalną nowoczesnością. W centrum Cambridge nie wybudowano centrów handlowych, a przestrzeń miejską uchroniono od pstrokatych reklam.

Drogie sklepy są dobrze wkomponowane w zabytkową architekturę, dookoła pełno jest klimatycznych kafejek i pubów utrzymanych w wiktoriańskim klimacie.

W mieście nie brakuje parków, w których można sobie zrobić przerwę w zwiedzaniu i poobserwować licznych studentów, którzy spędzają tu czas wolny od uniwersyteckich zajęć.

Pech chciał, że na zwiedzanie Cambridge wybraliśmy sobie najgorętszy dzień na Wyspach od 1971 r. Po kilkugodzinnym spacerze po mieście nie liczyliśmy na nic tak mocno, jak na sprawną klimatyzację w pociągu do Londynu.

Stacja kolejowa w Cambridge

Trwająca 1,5 godziny podróż z Cambridge do Londynu kończyła się na rozsławionym w popkulturze dworcu King’s Cross, z którego w swoją podróż do Hogwartu wyruszył kilkanaście lat temu Harry Potter. Oczywiście z peronu 9 ¾.


Londyn (Anglia)


Wieża Big Ben i Parlament w Londynie

Wizyta w Londynie była w planie tego wyjazdu jednym z mniej znaczących punktów. Próba zobaczenia miasta w jeden, dodatkowo niepełny dzień, byłaby obrazą dla stolicy Wielkiej Brytanii.

Bramą do poznania Londynu był dla nas legendarny dworzec King’s Cross. Wraz ze stojącym obok dworcem St Pancras International, który obsługuje m.in. połączenia z Paryżem prowadzone tunelem pod kanałem La Manche, tworzą one jedno z najbardziej ruchliwych pod względem komunikacyjnym miejsc w Londynie. Codziennie przewijają się tamtędy dziesiątki tysięcy ludzi.

Atrakcje Londynu, które warto zobaczyć podczas pierwszego razu w mieście, są zlokalizowane relatywnie blisko siebie, ale szanując swój ograniczony czas, warto intensywnie korzystać z londyńskiej komunikacji miejskiej.


Przemieszczanie się komunikacją miejską po Londynie i dojazd do miasta z lotniska to sztuka, którą warto opanować. Im sprawniejsi w tym będziemy, tym więcej czasu i pieniędzy uda się nam zaoszczędzić.


Trudno odpuścić sobie spacer Mostem Westiminsterskim (Westminster Bridge) z widokiem na House of Parliament i wieżę Big Ben. Kierując się wzdłuż Tamizy, można dotrzeć do twierdzi Tower of London i kolejnego symbolu miasta – zwodzonego mostu Tower Bridge.

W ścisłym centrum miasta znajdziemy też siedzibę królowej Elżbiety II, Buckingham Palace i plac Trafalgar Square.

Most Tower Bridge w Londynie

Wschodnią część Londynu obsługuje kolej DLR (Docklands Light Railway). Z wagonów pociągów możemy doskonale obserwować to, co dzieje się dokładnie przed pociągiem, bo w składach nie ma maszynistów.

DLR jest koleją automatyczną, która jest sterowana za pomocą przytorowych czujników. Pasażerowie mogą swobodnie zajmować miejsca przy przedniej szybie pociągu, co daje wyjątkowe wrażenia z jazdy.

Pociąg kolei DLR w Londynie

Pociągi DLR zatrzymują się na łącznie 45 stacjach w ramach komunikacji miejskiej Londynu. Jako, że DLR należy do systemu kolei miejskiej, podróżujemy nim na tych samych zasadach, jak metrem.

Rankiem ruszaliśmy w dalszą drogę, więc liczył się dla nas dość wygodny, ale jednocześnie niedrogi nocleg blisko jakiejkolwiek stacji metra w Londynie.

Noc spędziliśmy w Smart Hyde Park Inn Hostel. Trzeba się przygotować, że oferowane pokoje są bardzo zatłoczone, a łóżka mają nie 2, a czasami nawet 3 piętra. Trudno jednak o bardziej ekonomiczny nocleg, który znajduje się minutę drogi od stacji metra (w tym przypadku Bayswater).

Krótka noc musiała nam wystarczyć, aby przygotować się przed daleką podróżą do Szkocji z przystankiem w York.


York (Anglia)


Nie warto wstawać zbyt późno – szczególnie w Londynie, gdzie między 6 a 9 trwa peak hours i wszystkie pociągi metra i stacje są niesamowicie zatłoczone.

Wpadając zbyt późno na stację King’s Cross domyślaliśmy się, że nasze Pendolino jadące do Edynburga może uciec i będziemy przez to skazani na szybką zmianę planów.

Pociąg na stacji Kings Cross w Londynie
Wnętrze pociągu kolei brytyjskich

Rzutem na taśmę udało się jednak znaleźć właściwy pociąg i pędząc 115 mil na godzinę (ciut ponad 200 km/h) kierowaliśmy się do angielskiego York, w którym działa sławne w kolejowym świecie Państwowe Muzeum Kolejnictwa (National Railway Museum).

Nasz pociąg obsługiwał brytyjski przewoźnik Virgin Trains East Coast. Pomimo, że to pociąg szybki i w pewnym sensie flagowy dla relacji Londyn – Edynburg, na pokładzie brakowało darmowego dostępu do internetu, co w Polsce jest standardem nawet w pociągach regionalnych.

Znamienne jest, że pociągi z Londynu do Edynburga przejeżdżają przez niewielką stację Darlington, na której 200 lat temu rozpoczęło się kolejowe szaleństwo węgla i pary. W 1825 r. tor kolejowy połączył miejscowości Darlington i Stockton jako pierwsza na świecie linia kolejowa, a przez to początek kolei jako gałęzi transportu.

Replikę parowozu The Rocket, który skonstruowany przez Stephensona śmigał między tymi punktami można oglądać w Museum of Science przy Exhibition Road w Londynie.

Pociąg na stacji w York

Imponujące zbiory Muzeum Kolejnictwa w York, sięgające początków kolejnictwa, można zwiedzać za darmo. Narodowe muzeum znajduje się tuż obok stacji kolejowej w York.

National Railway Museum to kilka sporych hal wypełnionych zabytkowym taborem, ścieżki edukacyjne, a nawet kryminalna zagadka do rozwiązania korzystając z podpowiedzi i tropów poukrywanych na terenie obiektu.

Muzeum zaaranżowało perony jednej z hal w taki sposób, że można było się na chwilę przenieść w czasie i sprawdzić, do jakiej rangi urastała 150 lat temu podróż pociągiem.

Ekspozycja muzeum kolejnictwa w York

Spacerując wzdłuż ekspozycji czuło się, że brakuje tu tylko chłopców wożących sterty bagaży i kolejarzy pomagających damom w białych sukniach podczas wsiadania do ekskluzywnego wagonu.

Zbiory w Yorku są naprawdę okazałe. Najważniejszym i najbardziej obleganym pojazdem z kolekcji jest lokomotywa parowa 4468 Mallard wybudowana w 1938 r.

Do tego pojazdu należy nigdy nie pobity rekord prędkości lokomotywy parowej.

3 lipca 1938 r. Mallard pojechał aż 126 mil na godzinę, czyli prawie 203 km/h. Takimi osiągami zasłużyła sobie zdecydowanie na spokojną emeryturę w halach jednego z największych muzeów kolejnictwa na świecie.

Lokomotywa Mallard w muzeum kolejnictwa w York

Brytyjczycy zorganizowali muzeum z pomysłem. Na zaaranżowanych peronach stworzono dworcowe restauracje, które oprócz posiłków serwowały również pyszną kawę i alkohol.

Przekrój wiekowy zwiedzających był bardzo szeroki, od zorganizowanych, dużych grup dzieci po wycieczki późnych emerytów.

Jak w przypadku większości narodowych muzeów w Wielkiej Brytanii, wstęp do tego miejsca jest darmowy. Warto zajrzeć, nawet nie będąc szczególnie zainteresowanym kolejnictwem – zwiedzanie tego miejsca to po prostu duża frajda.

Ekspozycja w muzeum w York

Po wizycie w York już nic nie powstrzymywało nas w podróży do serca wielkomiejskiej Szkocji – Glasgow i Edynburga.


Glasgow (Szkocja)


Dwa dostępne dni sprawiedliwie rozdzieliliśmy między największe szkockie miasta – Edynburg i Glasgow.

Oba miasta łączy sieć szybkich i jeżdżących często pociągów, z których korzystaliśmy z wielką przyjemnością.

Przejazd z Edynburga do Glasgow kończy się na jeden z dwóch czołowych stacji zlokalizowanych w ścisłym centrum miasta – Central lub Queen Street. Architektonicznie więcej do zaoferowania ma raczej stacja Central, ale spacer po mieście można zaplanować tak, aby odwiedzić obie z nich.

Spacerując po Glasgow wdrapaliśmy się na wzgórze, na którym znajduje się  wiktoriański cmentarz Glasgow Necropolis. Ze wzgórza roztacza się piękny widok na miasto i dominującą na horyzoncie katedrę (St Mungo’s Cathedral).

Katedra św. Munga w Glasgow
Katedra św. Munga w Glasgow widziana z miejskiego cmentarza

Status nekropolii nie przeszkadzał Szkotom w wykorzystywaniu tych terenów zielonych jako miejsca organizacji pikników. Duże było moje zaskoczenie, gdy spotkaliśmy dwójkę młodych, zrelaksowanych młodziaków wciśniętych z kocykiem i piwem między groby.


Najważniejsze atrakcje Glasgow dokładnie opisał Mateusz z bloga szkocki.pl


Cmentarz z Glasgow widziany z góry
Cmentarz w Glasgow

W Glasgow uderzyła mnie trochę bardzo duża liczba zaniedbanych, rozpadających się budynków w samym centrum miasta. Sytuację poprawiały murale, które dobrze komponowały się z lokalną architekturą.

Murale na ulicach Glasgow
Ulice Glasgow

Szkocki przewoźnik kolejowy ScotRail zadbał, abyśmy punktualnie dotarli do stacji Haymarket w Edynburgu. Wieczór z bilardem i szkocką whisky miał być dopiero przed nami.

W Edynburgu zatrzymaliśmy się w The Hostel, który znajduje się tuż przy stacji Haymarket. Szybki dojazd do centrum miasta zapewniają pociągi, z których należy wysiąść na centralnej stacji miasta – Edinburgh Waverley.


Edynburg (Szkocja)


Wieczorny bilard pozbawił nas wszystkich pięćdziesięciopensówek, które udało nam się zgromadzić przez kilka dni na Wyspach.

Przygodę ze zwiedzaniem Edynburga rozpoczęliśmy na stacji Edinburgh Waverley.

Stacja kolejowa Edinburgh Waverley
Stacja kolejowa Edinburgh Waverley

Ten główny dworzec miasta został zbudowany w wykopie wciśniętym w zabytkową tkankę starego miasta i ulokowano go w taki sposób, że dostęp do niego jest wygodny, a zarazem nie zaburza on spójności starówki. Tory prowadzące do stacji przebiegają w tunelu, między innymi pod wzgórzem, na którym góruje edynburski zamek.

Od Edinburgh Castle do głównego dworca dojdziemy zupełnie niespiesznym tempem w 5 minut, mijając przy okazji galerię Scottish National Gallery. Lokalizacja tej stacji to dobry dowód na to, że pogodzenie funkcji transportowych z zabytkową zabudową jest możliwe.

Widok na zamek w Edynburgu
Ulice Edynburga z widokiem na zamek

Sama stacja jest olbrzymia – dostępnych jest ponad 20 krawędzi peronowych. Trzeba uważnie śledzić tablice informacyjne, tym bardziej, jeśli spieszymy się na przesiadkę.


Okraszony pięknymi zdjęciami przewodnik po Edynburgu przygotowali Ania i Marcin z bloga gdziewyjechac.pl.


Miasto świetnie obserwuje się z licznych wzgórz ulokowanych praktycznie w centrum miasta.

Udało mi się wdrapać na Calton Hill i podziwiać zatokę Morza Północnego wcinającą się dość intensywnie wgłąb lądu.

Edynburg spodobał mi się od pierwszego wrażenia i czuję, że to jedno z miejsc na świecie, w którym mógłbym spędzić jakąś część swojego życia.

Widok z Calton Hill na Edynburg

Miasto jest pełne różnorodności. Dumne z bycia stolicą Szkocji, obfituje w szkockie symbole narodowe i pomniki szkockich bohaterów.

Swój pomnik ma też niedźwiedź Wojtek – syryjski niedźwiedź, którego przygarnęli polscy żołnierze z armii Andersa. Znaleźć można go w Princes Street Gardens, w ścisłym centrum miasta, u stóp zamku.

Niedźwiedź Wojtek w parku w Edynburgu

Mieszkańcy Edynburga nie wstydzą się swojej kultury, przez co odnalezienie na ulicy mężczyzn w kiltach też nie było dużym wyzwaniem. Najpiękniejsze kilty można dostać przy King’s Stables Road, w sklepie o nazwie Edinburgh Kilt Maker.

Sklep z kiltami w Edynburgu

W centrum mało jest wolnych przestrzeni. Zabudowa Edynburga jest zwarta, a w niektórych miejscach trudno byłoby wcisnąć nawet szpilkę.

Miasto powstało wokół górującego nad nim zamku, który zbudowano w XII w. Edynburg w fazie intensywnego rozwoju miasta rozbudowywał się dookoła zamkowego wzgórza, zamykając je zwartym pierścieniem.

Ulica Edynburga z czerwonym autobusem

Z Edynburgiem wiąże się historia, która zmieniła wiele na światowym rynku książki i wpłynęła na moje dzieciństwo.

Wszystko zaczęło się na Wyspach, w opóźnionym pociągu relacji Manchester – Londyn. Jedną z pasażerek była pewna pisarka, bez sukcesów zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Kilka prób wydania swoich prac spełzło na niczym, próby znalezienia swojego miejsca na świecie nie prowadziły w jej przypadku do żadnych pozytywnych zakończeń.

Impuls, pomysł, zabłąkana myśl w głowie i się zaczęło. Historia młodego, mierzącego się z wieloma przeciwnościami losu czarodzieja, który ma zmienić i ocalić świat. Już kojarzycie?

W kawiarni The Elephant House, w 1995 r., po kilku latach od pamiętnej podróży pociągiem do Londynu, Joanne Rowling zakończyła prace nad książką, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

Kawiarnia The Elephant House w Edynburgu

Harry Potter and the Sorcerer’s Stone powstał właśnie w Edynburgu, przy 21 George IV Bridge, niedaleko stacji kolejowej Edinburgh Waverley. Tłumy turystów i miłośników twórczości Rowling szturmują tę niewielką kawiarenkę, która dzięki Harremu wykręca pewnie niebotyczne obroty.


Po zwiedzaniu stolicy Szkocji i napatrzeniu się z góry na wody Morza Północnego zapragnąłem chociaż na chwilę zobaczyć morze z poziomu plaży.

Wsiadłem więc do pociągu.


Przed wyjazdem za granicę wykup ubezpieczenie turystyczne – to obowiązkowy punkt przygotowań do każdej mojej podróży. Sprawdź, jaka jest cena ubezpieczenia Twojego wyjazdu i wybierz to, które będzie najkorzystniejsze.


North Berwick (Szkocja)


Ucieczka ze stolicy Szkocji w poszukiwaniu szumu fal Morza Północnego nie jest czasochłonna.

Raptem 30-minutowa podróż wygodnym pociągiem spółki ScotRail pozwala dotrzeć do North Berwick, niewielkiego miasteczka położonego przy zatoce Firth of Forth.

Pociąg do North Berwick na stacji w Edynburgu

Kolejowe pojazdy w Wielkiej Brytanii zwracają na siebie uwagę przez specyficzną budowę czoła pociągu.

Maszynista jest tu “stłoczony” w lewej części czoła pojazdu, środkową część stanowią zaś drzwi. Łączenie kilku pojazdów w jeden, długi pociąg nie zabiera pasażerom możliwości przemieszczania się wzdłuż całej długości składu. Na pokładzie jest przez to bezpieczniej – pojazdy nie stanowią kilku zamkniętych klatek.

Podróż takim brzydalem jest interesującym przeżyciem – jeśli ktoś lubi takie kolejowe smaczki.


North Berwick nie zaskoczyło nas pogodą – już od wyjścia z pociągu zaatakował nas silnie wiejący wiatr i zacinający deszcz. Niczego innego się zresztą nie spodziewaliśmy w trakcie pełni szkockiego lata.

Widok z miasteczka North Berwick
Plaża w North Berwick

Nad miastem góruje wulkaniczne wzgórze North Berwick Law, które nadaje plażowaniu w tym mieście odrobiny włoskiego klimatu. Prawie jak Sycylia -może poza piętnastoma stopniami mniej na termometrach.

Na wznoszącą się 187 metrów nad poziom morza górę można się wdrapać wygodnym szlakiem turystycznym. W pogodne dni widok z góry jest zachwycający.

Miasteczko nie sprawiało wrażenia bycia szczególnie nakierowanym na turystykę.

Plaża stanowiła przedłużenie podwórek domów, które stały zaraz przy wybrzeżu. Małomiasteczkowego klimatu dodawał brak hoteli i sielska atmosfera plaży, po której powoli przechadzali się ludzie z psami.

Domki przy plaży w North Berwick

W ciepłe dni plaże zaludniają się głównie mieszkańcami Edynburga, dla których North Berwick jest ucieczką od wielkomiejskości. Ławeczki na plaży dodają miasteczku trochę sanatoryjnego klimatu.

Bartek siedzący na ławce nad morzem

Dalsza podróż to ciągłe ciągnięcie na północ, w kierunku Inverness.


Dalmeny i South Queensferry – most Forth Bridge (Szkocja)


Gdyby nie moje zamiłowanie do spędzania długich godzin na Google Maps, przez ten majstersztyk techniki przejechalibyśmy zupełnie bezwiednie.

Do myślenia dała mi jednak linia kolejowa, która na mapie przekracza bardzo szeroką zatokę nie tunelem, a mostem.

Po obejrzeniu zdjęć z tego miejsca wiedziałem, że musimy zatrzymać się przy Forth Bridge chociaż na chwilę.

Pociąg zjeżdżający z mostu Forth Bridge

Pokonujący zatokę Firth of Forth most Forth łączy przedmieścia Edynburga z północną Szkocją.

Od 2015 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Most Forth Bridge wpisany na listę UNESCO
Pociąg jadący mostem Forth Bridge

Obiekt powstawał aż przez 11 lat. Oddano go do użytku w 1890 r. jako dzieło inżyniera Johna Fowlera. UNESCO doceniło go za rombową, kratownicową konstrukcję, która w momencie otwarcia posiadała najdłuższe przęsło na świecie (541 metrów).

Ruch kolejowy na przeprawie odbywa się z bardzo dużą częstotliwością, nie dając wytchnienia zabytkowi.

Stan techniczny mostu jest jednak coraz gorszy, pociągi przed wjazdem na niego solidnie zwalniają.

Konstrukcję obejrzeliśmy zarówno z brzegu, jak i z pokładu pociągu i niezależnie od miejsca obserwacji budzi ona wielkie emocje.

Jak zwiedzić Forth Bridge z wybrzeża?

Aby przejechać przez most wystarczy wybrać dowolny pociąg jadący z Edynburga na północ – do Inverness, Aberdeen lub dowolnej, mniejszej miejscowości.

Największe wrażenie robi jednak oglądanie mostu z dołu, z wybrzeża zatoki Firth of Forth. Patent na dotarcie bezpośrednio pod most polega na dotarciu pociągiem na stację Dalmeny.

Stamtąd czeka nas ok. 15-minutowy minut spaceru na wybrzeże zatoki w centrum miasteczka South Queensferry.

Jeśli nie spieszymy się, polecam przejście ulicą Station Road The Loan do centrum miasteczka. Tam z delikatnego wzgórza otwiera nam się niezapomniany widok na most kolejowy i prawie równie okazały most drogowy.

Gdy się już napatrzymy, koniecznie skręćmy w handlową uliczkę Newhalls Road. Polecam zupę i pyszne cappuccino w rodzinnej kawiarni Picnic prowadzonej przez Włochów.

Samo miasteczko South Queensferry jest urocze i zdecydowanie warto przespacerować się jego uliczkami.

Miasto South Queensfeery
Ulica w mieście South Queensfeery

Powrót do Edynburga jest szybki, ale należy zwrócić szczególną uwagę na rozkład jazdy pociągów – nie wszystkie z nich zatrzymują się w Dalmeny w drodze do stolicy Szkocji. W szczycie stacyjka ta obsługiwana jest pociągami kursującymi co 15-20 minut.

Aby wyruszyć w drogę do Inverness, konieczny jest powrót do Edynburga. Pociągi do Inverness mijają Dalmeny bez zatrzymania.


Inverness i Thurso – najdalej na północ wysunięta stacja Wielkiej Brytanii (Szkocja)


Obok zwiedzania, chciałem w tej podróży dostać się jak najbliżej dwóch skrajnych punktów Wielkiej Brytanii – John O’Groats w północno-wschodniej części Szkocji i Land’s End w południowo-zachodniej Kornwalii.

Przekładając to na realia podróży pociągiem mogliśmy dojechać do kornwalijskiego Penzance i do Thurso – najdalej na północ wysuniętej stacji kolejowej Wielkiej Brytanii.


Na wymianie walut za granicą możesz zaoszczędzić dzięki karcie Curve. Jeśli założysz ją ze specjalnym kodem (DWG7BVBE), dostaniesz 25 zł na start.


Wycieczka do Thurso jest dość czasochłonna. Żeby nie spędzić całego dnia w pociągu zdecydowaliśmy się na rozdzielenie jej na dwa etapy.

Pierwszy wiódł z Edynburga do Inverness, gdzie spędziliśmy noc w brzydkim hostelu Highland Backpackers Inverness

Zdecydowanie najbardziej ponury hostel podczas naszego pobytu – zaniedbany, stosunkowo drogi, smutny. Całą noc padało, więc morale spadały. Przez nieustający deszcz nie było nam przez to dane zwiedzić Inverness.


Drugi etap trasy to odcinek Inverness – Thurso. Niespieszna podróż pociągiem trwa około 4 godzin. Krajobraz przesuwa się bardzo powoli, czego w żadnym wypadku nie należy odbierać jako wady.

Pociąg z Inverness do Thurso
Widok z okna pociągu z Inverness do Thurso

Pociąg wprowadza nas w krainę nieograniczonej przestrzeni, w której znajdziemy wszystko oprócz ludzi.

Symbol Szkocji, czyli wszechobecne, wolno wypasające się owce otaczają linię kolejową informując, że ludzie są tu tylko gośćmi, a wszystko co w zasięgu wzroku należy tylko do natury.

Zabudowania pojawiają się raz na 20-30 minut i zazwyczaj mają kolejowe pochodzenie, jako dawne lub obecne stacje na linii. Miast i wiosek jest niewiele i są bardzo rozproszone.

Tuż przed końcem podróży dojeżdżamy do stacji węzłowej Georgemas Junction, gdzie linie kolejowe rozchodzą się w kierunku Wick i Thurso.

Widok na stację Georgemas Junction w drodze do Thurso

Pociągi z Inverness jadą najpierw do Thurso, zawracają i po powrocie do stacji węzłowej jadą do Wick, stacji docelowej. Takie prowadzenie ruchu gwarantuje zachowanie dostępności kolei dla mieszkańców obu końcowych punktów bez konieczności uruchamiania dodatkowych pociągów – łączników.

Przejazd był dla mnie zdecydowanie większą frajdą niż samo zwiedzanie Thurso.

Nie dlatego, że Thurso to brzydkie miasteczko – miało swój urok małego, zaściankowego trochę miasteczka gdzieś daleko na północ, z dala od stolic i pogoni za czymkolwiek. Takich miasteczek w Szkocji są jednak dziesiątki. Wszystko było pewnie inaczej, gdyby nie wiatr i deszcz, który utrudniał nas normalne funkcjonowanie.

Pociąg na stacji w Thurso
Bartek leżący na plaży w Thurso
Zabudowania miasteczka Thurso w Wielkiej Brytanii
Pociąg wjeżdżający do stacji Thurso
Ruch prowadzony jest na zasadach tokenów. Dawniej token był przedmiotem, który maszynista musiał posiadać, aby jechać po danym szlaku kolejowym. Współcześnie zastąpiono go elektronicznym tokenem, który jest przesyłany drogą radiową.

Wybrzeże było połączeniem polskich, piaszczystych plaż i brytyjskich klifów, zdecydowanie mniej okazałych niż te, które miałem dopiero poznać w Kornwalii.


Aberdeen (Szkocja)


Nasza droga do klifów Kornwalii miała jeszcze zaplanowanych kilka ciekawych przystanków. Jednym z nich było Aberdeen, w którym spotkaliśmy się z… polską gościnnością.

Widok na stację kolejową w Aberdeen

Od Aberdeen nie wymagałem wiele. Miasto znalazło się w planie mojej podróży początkowo tylko dlatego, żeby mieć możliwość przejechania z Inverness do Edynburga inną trasą niż pierwotnie.

W Aberdeen chciałem również trochę odpocząć od dużego tempa tej bardzo intensywnej podróży. Ulokowaliśmy się po raz pierwszy nie w backpackerskim hostelu, a w hotelu z prawdziwego zdarzenia, licząc na zasłużony komfort.

Ulica w Aberdeen
Granitowy ratusz w Aberdeen

Gdy w hotelu Jurys Inn zarezerwowanym wcześniej przez Booking.com przywitano nam płynnym “Dzień dobry!” wiedzieliśmy, że Aberdeen nas nie zawiedzie.

Od bardzo uprzejmej recepcjonistki i przyszłej ekonomistki dostaliśmy dużo wskazówek na temat zwiedzania miasta. To, że nie będziemy musieli z nich korzystać okazało się już po kilku minutach, po wyjściu na ulice miasta. Polaków nie musieliśmy szukać, byliśmy nimi wręcz otoczeni.


Co powiedziałbyś na kolejową podróż z Polski do… Stambułu? Nie wszędzie trzeba w końcu podróżować samolotem, prawda? W artykule opowiadam, jak dojechać pociągiem z Polski do Stambułu.


Samodzielne zwiedzanie, zanim się jeszcze na dobre zaczęło, przerwała nam uprzejma Polka która zaproponowała, że pokaże nam trochę miasta.

Pani przewodnik opowiedziała nam, że Aberdeen stanowi mini-stolicę polskiej emigracji w północnej części wyspy. W mieście działa klub, w którym Polonia spotyka się i dba o to, żeby być na bieżąco z wydarzeniami dziejącymi się w Polsce. Starają się również promować naszą kulturę wśród Brytyjczyków.

Polka prowadzi również jedną z najlepszych herbaciarni w Aberdeen – można ją znaleźć przy centralnym placu miasta.

Aberdeen to miasto z granitu. Szczególne wrażenie zrobił na mnie remontowany wtedy miejski ratusz.

Granitowe budynki w centrum Aberdeen
Widok na uliczki Aberdeen

Zwieńczeniem interesującego slalomu między granitowymi konstrukcjami było dotarcie na wybrzeże Morza Północnego. Słońce chyliło się ku zachodowi, więc piękną kolorystykę mieliśmy podaną na tacy.


Aberdeen to dawniej potężne miasto portowe, które pomimo pewnej zapaści nadal prowadzi rozległe interesy na morzu. Przekonaliśmy się o tym obserwując kolejki statków, dryfujących w okolicach wejścia do portu, podczas oczekiwania na swoją kolej.

Tuż przy wspomnianym wejściu do portu znajduje się Footdee, czyli dawna wioska rybacka.

Wioska rybacka Footdee w Aberdeen
Budynki wioski rybackiej Footdee w Aberdeen
Statek wchodzący do portu w Aberdeen

Niewielkie, niskie domki obwieszone licznymi ozdobami, pełna paleta kolorów, masa figurek i średniej urody dzieł sztuki – to chyba najlepsza charakterystyka tego miejsca.


Manchester i Liverpool (Anglia)


Opuściliśmy Aberdeen wczesnym rankiem, aby móc skierować się jak najszybciej do Anglii, biorąc za główny cel Kornwalię.

Naszym przystankiem pośrednim było angielskie zagłębie przemysłowe. Do Liverpoolu trafiliśmy z dwiema przesiadkami – w Edynburgu, gdzie wsiedliśmy do szybkiego składu Pendolino oraz w Preston, korzystając dalej z lokalnego pociągu.

Pociąg na stacji kolejowej w Aberdeen
Podmiejski pociąg do Liverpool w Preston

Zarówno w Manchesterze, jak i Liverpoolu przeważa zabudowa z czerwonej cegły, co czyni centra jednostajnymi, w pewnym sensie uporządkowanym kolorystycznie.

Jak to w Anglii, nie brakuje pubów. Na prawie każdym rogu znajdziemy małe bary, bistra i w końcu restauracje serwujące dania z różnych zakątków świata. Architektura nie powala, ale to w końcu miasta stricte przemysłowe, w których nie estetyka, a użyteczność była kluczem przy planowaniu miasta.


Atrakcje Manchesteru można doskonale poznać dzięki artykułowi Ani i Adriana z bloga wszedobylscy.com.


Pięknie prezentujące się ciągi jednakowych, szeregowych zabudowań, które różnią się od siebie tylko kolorem drzwi są dla obu miast bardzo charakterystyczne.

Ulica w Manchester

W Liverpoolu chcieliśmy obejrzeć centrum miasta, a później zajrzeć do Albert Dock. Przestał on już pełnić funkcje handlowe i stał się popularnym miejscem spotkań dla mieszkańców miasta oraz turystów.

Albert's Dock w Liverpool
Nowoczesne zabudowania w Liverpool

Wyraźny spadek znaczenia przemysłu udało się w Liverpoolu przynajmniej częściowo obrócić w rozwój sektora usług i turystyki. Wiele obiektów znalazło nowe zastosowanie, często jako postindustrialnie urządzone hotele lub restauracje.


O atrakcjach Liverpoolu rozpisali się Patryk i Milena z bloga wieczniewolni.pl.


Stare miasto, o ile można tak nazwać zabytkowe centrum Liverpoolu, może cieszyć oko. Poświęć mu przynajmniej jedno popołudnie.

Zabudowania w Liverpool

Większość kolejnego dnia pobytu na Wyspach mieliśmy spędzić w drodze do dalekiego Penzance, serca klifowej Kornwalii.

Liverpool i Manchester zostawiły mnie z bardzo mieszanymi uczuciami. Jeśli chcesz skupić się tylko na jednym mieście i poznać je dokładniej – zdecydujcie się raczej na Liverpool.


Cardiff (Walia)


Emocje rosły wraz ze zbliżaniem się do Kornwalii, upragnionego obok północnej Szkocji punktu programu mojej wycieczki.

Aby świadomie utrudnić sobie tę drogę, zatrzymaliśmy się dwukrotnie na krótki spacer po dwóch miastach – Cardiff i Bristol.

Stacja kolejowa w Cardiff
Wejście na perony na stacji Cardiff Central
Tablica odjazdów pociągów na stacji kolejowej w Cardiff

Dworzec kolejowy w Cardiff przywitał nas architektonicznymi detalami, jak choćby drogowskaz prowadzący na perony ze zdjęcia powyżej oraz… całkowicie niezrozumiałym językiem walijskim.

Napisy na tablicy odjazdów to nie przypadkowe ciągi liter, to “odjazdy” i “przyjazdy” pociągów. Na pierwszy rzut oka wyglądają jakby obsługujący tablice kolejarz położył rękę na klawiaturze z nadzieją, że coś z tego wyjdzie.

W Cardiff zdecydowaliśmy się na spacer wzdłuż zatoki Cardiff Bay, w okolicach której ulokowała się masa restauracji i usług kierowanych do turystów.

Widok na zatokę Cardiff Bay
Zabudowania przy zatoce Cardiff Bay

Nieświadomie podreptaliśmy nad zatokę pieszo.

Uwagę wzbudziło w nas jednak ciągnące się wzdłuż trasy torowisko i krótkie pociągi, które niespiesznie nas mijały. W drodze powrotnej skorzystaliśmy z tej krótkiej linii kolei miejskiej.

Pociągi jeżdżą między stacjami Cardiff Central i Cardiff Bay dość często, należy jednak przed odjazdem sprawdzić aktualny rozkład jazdy. Częstotliwość kursowania zależy od dnia tygodnia oraz pory dnia.

Pociąg łączący Cardiff Bay i Cardiff Central

Cardiff nie jest zbyt popularnym punktem na turystycznej mapie Zjednoczonego Królestwa. Na pewno warto zobaczyć tutejszy zamek, Millennium Centre i pospacerować nad zatoką.

Zamek w Cardiff

W dalekiej drodze do Penzance, zerknęliśmy jeszcze do Bristolu, głównie z chęci zobaczenia przepięknego budynku dworca Temple Meads.

Szybka przesiadka w Bristolu i już byliśmy w ostatnim pociągu, który miał zawieźć nas do Penzance, stolicy Kornwalii.


Kornwalia – Penzance, St Ives (Anglia)


Pomimo wizji spędzenia jeszcze 4-5 godzin w pociągu, który miał mnie wywieźć na południowo-zachodnie kresy Wielkiej Brytanii wiedziałem, że noc z szumem wielkiej wody w tle zrekompensuje mi trudy podróży z dalekiej Szkocji.

Do Penzance dotarliśmy dopiero przed 23, ale zdecydowałem się resztkami sił przespacerować po pustych, nocnych ulicach miasteczka. Wszystko już spało – oprócz oceanu i kilku pubów, które walczyły z “niedobitkami” kończącego się wieczoru.

Poranny widok na Penzance
Marina w Penzance w Kornwalii

Szczęśliwym trafem zakwaterowałem naszą wycieczkę w prawdziwie angielskim domu, gdzieś pośród ciągnącego się przez kilkaset metrów szeregu identycznych fasad z półokrągłymi wykuszami, schodami prowadzącymi do kolorowych drzwi wejściowych z obowiązkową kołatką i szparą na listy.

Zatrzymaliśmy się w hostelu easyPZ Backpackers Penzance prowadzonym przez mieszkające w nim sympatyczne, młode małżeństwo.

Widok z hostelu easyPZ w Penzance
Widok na zatokę w Penzance

Właściciele starali się, żeby goście czuli się u nich jak w domu. Postawili na aranżację małych, kameralnych pokoi, przez co goście nie czuli się jako kolejne sztuki w wielkich dormitoriach. Po wymeldowaniu mogliśmy bezpłatnie zostawić bagaże i wyskoczyć na kilka chwil na miasto, mając jeszcze kilkadziesiąt minut do pociągu.


Główną atrakcją kolejowej tułaczki po Wielkiej Brytanii miał być kilkunastominutowy przejazd jedną z najpiękniejszych linii kolejowych Europy – trasą z St Erth do St Ives.

Pociąg jadący do Londynu ze stacji St Erth
Pociąg relacji St Erth - St Ives

Ośmiokilometrowa trasa St Erth – St Ives obsługiwana przez pociągi spółki Great Western Railway została poprowadzona w części tuż nad brzegiem oceanu. Lawirując pośród kornwalijskich zarośli linia nieśmiało, ale konsekwentnie zbliżała się do brzegów oceanicznych klifów.

Pomimo lekkiego osłupienia wywołanego pięknem niespiesznie przesuwającego się za oknem krajobrazu, mieliśmy wrażenie, że już za chwilę pociąg dotknie fal oceanu. Momentami tor tak ciągnie w kierunku urwiska, że pozostaje już tylko ufać w kunszt i rozsądek brytyjskich inżynierów.


St Ives okazało się zatłoczonym kurortem. Deszczowy i pochmurny klimat ze stosunkowo niewielką liczbą dni słonecznych powoduje, że wypoczywa się w takim miejscu trochę mniej przewidywalnie niż nad Adriatykiem lub w sercu Lazurowego Wybrzeża.

Pomimo obiektywnie beznadziejnego dnia, uliczki miasta i plaże były jednak zapełnione.

Zatoka i widok na miasto St Ives
Plaża i zabudowania w St Ives
Bartek na plaży w St Ives

W St Ives można zjeść lokalny przysmak – kornwalijski pasztecik (ang. cornish pasty), który przypomina w smaku bałkański burek. Podobnie występował w wielu wariantach z wszelkimi rozmaitościami w środku – ziemniakami, mięsem, serem.

Miasto szczyci się typową dla Anglii architekturą i szczęśliwie oparło się pokusie budowania “pod turystów”. Oszczędzono spacerowiczom widoku olbrzymich hoteli, które przez swój rozmiar i wszechstronność mogłoby bez problemu egzystować bez miasta, w którym je zbudowano. W St Ives jest praktycznie, minimalistycznie i estetycznie.

Spacer na klify zajmuje nie więcej niż 10 minut.


Po powrocie do St Erth czekał na nas już tylko pociąg do Londynu, a później samolot do Polski. 8 dni kolejowej podróży po Wielkiej Brytanii dobiegło końca.

Stacja Clapham Junction w Londynie

Po co zwiedzać Wielką Brytanię koleją?


Zwiedzanie Wielkiej Brytanii nie jest efektywne czasowo. Trasę między najważniejszymi punktami turystycznymi kraju dużo szybciej pokonalibyśmy drogą lotniczą lub wynajętym samochodem.

Stacja metra w Londynie

Nam chodziło jednak o przeżycie trochę innego rodzaju przygody, gdzie nie zwiedzanie atrakcji jest celem, a sama droga i akt podróży.

Do większości z odwiedzonych miast chcę jeszcze wrócić, aby tym razem skupić się na zwiedzaniu w dużo mniejszym tempie i bez ryzyka, że kolejny pociąg mi zaraz ucieknie. Chociaż taka presja też ma swój urok.


Czy miałeś okazję zwiedzać jakiś kraj tylko pociągami? Jak Ci się podobała ta przygoda? A może masz doświadczenia z brytyjską koleją? Opowiedz mi o tym w komentarzach.


Chcesz otrzymać darmowego ebooka „Jak samodzielnie zaplanować podróż?” Podaj swój adres e-mail, a ja prześlę Ci link do pobrania książki.


Dołącz do społeczności bloga!


  • Polub Bartekwpodrozy.pl na Facebooku – w każdy poniedziałek o 19:00 prowadzę tam live na tematy związane z podróżami.
  • Obserwuj @bartekwpodrozypl na Instagramie – raz w tygodniu rozmawiam tam na żywo z ciekawymi osobami związanymi z podróżami.
Autor artykułu: Bartek Dziwak

Bartek Dziwak

Pretendujący do bycia podróżnikiem pracownik na etacie, który stara się wycisnąć jak cytrynę każdą wolną chwilę i spędzić ją w podróży - to chyba moja najlepsza charakterystyka.
Kiedyś zakochałem się w wolności, jaką daje podróżowanie. Od tego czasu nie potrafię się zatrzymać.

2 komentarzy do “Zwiedzanie Wielkiej Brytanii koleją. Podróż pociągami przez Anglię, Szkocję i Walię”

Zostaw swój komentarz