Gruzja Azja

Ushguli – samotna wioska wśród szczytów Gruzji

Gruzja przeżywa w ostatnich latach boom turystyczny. Dzięki tanim lotom, które połączyły lotnisko w Kutaisi z kilkoma ośrodkami w Polsce, dostęp do kraju wina i khachapuri stał się niezwykle prosty. Obok popularnych już wśród turystów miejsc, jak Tbilisi, nadmorskie Batumi czy górskie Kazbegi, urocza kraina zwana Swanetią staje się punktem obowiązkowym dla odwiedzających Gruzję. Rosnącą popularnością cieszy się niewielka, zagubiona między wysokimi górami i słynąca ze swojej niedostępności osada – Ushguli.

Zamieszkiwany przez Swanów wysokogórski region znajduje się w północno-zachodniej części kraju, blisko granicy z Rosją i Abchazją. Przez wiele lat rejon ten uznawano za jeden z najtrudniej dostępnych, przynajmniej w tej części globu. Mieszkańcy, porozumiewający się lokalnym językiem swańskim, bardzo luźno powiązanym z językiem gruzińskim, przez wieki słynęli z dwóch cech: gościnności i waleczności. O ile tę pierwszą cechę można potwierdzić już po kilku godzinach spędzonych w Gruzji, to po wyjaśnienie drugiej należy zagłębić się w historię tego regionu. Odizolowany od reszty świata, otoczony ze wszystkich stron wysokimi górami, słynie do dzisiaj ze swojej nieuległości i suwerenności.

Zgodnie z historią prezentowaną na jednej z tablic informacyjnych przygotowanych dla ciekawskich turystów, na przestrzeni wieków aż ośmiu książąt próbowało zawładnąć tymi terenami. Każdy z nich poniósł jednak sromotną klęskę, opierając się naporowi tutejszej ludności. Z kilku tysięcy kamiennych, wysokich wież strażniczych dominujących kiedyś w krajobrazie Swanetii, do dziś zachowało się niespełna 200. Są one żywym dowodem dawnych czasów, w których budowle te stanowiły nieodłączną część prawie każdego zabudowania w tej krainie. Nie brakuje ich też w Ushguli. Wpisany na listę UNESCO zespół czterech wiosek słynie z miana jednego z najwyżej położonych, stale zamieszkanych miejsc w Europie. Mocno bym żałował, gdybym będąc w Mestii odpuścił sobie tę wyprawę. Jak więc dostać się do serca Swanetii?

Jak zaplanować wyjazd do Ushguli?

Ushguli przez setki lat było niedostępnym dla przyjezdnych miejscem i pomimo wszechobecnego rozwoju i modernizacji samej Gruzji, nadal pozostaje transportowym wyzwaniem. Dojazd do samych wiosek jest możliwy tylko autem terenowym, zazwyczaj wyłącznie w wybranych miesiącach roku. Zimą osady pozostają przez długie tygodnie odcięte od świata, przynajmniej pod względem ich dostępności samochodem. Zgaduję, że wszechobecne w Mestii helikoptery są w stanie wylądować w dobrych warunkach pogodowych w okolicach Ushguli. Nie wydaje mi się jednak, żeby którykolwiek z mieszkańców osady mógł sobie na taki luksus pozwolić.

Dojazd do Swanetii

Do Ushguli prowadzą dwie drogi – z Mestii oraz z Kutaisi. My zaatakowaliśmy cel od strony Mestii stwierdzając, że tam łatwiej będzie znaleźć kierowcę chętnego do wyprawy. Przed wyjazdem chcieliśmy rozejrzeć się za kompanami do naszej podróży – płaci się za samochód, więc im nas więcej, tym koszt na osobę mniejszy. Mestia leży zdecydowanie bliżej Ushguli, co również nie było dla nas bez znaczenia.

Nocny pociąg z Tbilisi do Zugdidi

Przedział nocnego pociągu z Tbilisi do Zugdidi

Zdecydowaliśmy się na przyjazd wczesnym rankiem do Zugdidi, korzystając z nocnego pociągi z Tbilisi i następnie, jednej z pierwszych, porannych marszturek do Mestii. Pomimo, że przejechaliśmy prawie całą Gruzję, koszty były całkiem akceptowalne. Za miejsce sypialne w dwuosobowym przedziale pierwszej klasy zapłaciliśmy 30 lari (ok. 45 zł), marszturka do Mestii to dodatkowe 20 lari (30 zł) za ponad 3 godziny jazdy. W tej konfiguracji zameldowaliśmy się w stolicy Swanetii tuż przed 10, mając jeszcze czas na drobne zakupy i negocjacje z kierowcami.

Baza wypadowa w Mestii

Jeżeli nie planujemy trekkingu po okolicznych terenach, to na wyprawę do Ushguli i krótki rekonesans po Mestii wystarczy nam jeden dzień. Baza noclegowa w tym mieście jest dość rozwinięta i opiera się na guesthousach. My spaliśmy w poleconym przez Booking.com hoteliku „Teo Guesthouse and Camping”. Rezerwując nocleg z linka powyżej, dostaniecie 50 zł zniżki – żal więc nie skorzystać.

Widok z trasy z Zugdidi do Mestii

Samochody jadące do Ushguli oczekują przy głównym placu miasta, tuż przy niewielkim skwerku z placem zabaw. Koszt wynajęcia siedmioosobowego auta wraz z kierowcą wynosił wiosną 2018 r.b 200 lari (ok. 300 zł). W okresie, w którym odwiedziliśmy Mestię, poza sezonem turystycznym, cena wydawała się zupełnie nienegocjowalna. Możliwe, że w środku lata, przy dużej konkurencji kierowców, może z tej kwoty jeszcze nieco urwać. O ile dla dwuosobowej ekipy koszt jest dość duży, to przy 4-5 uczestnikach rozkłada się już korzystnie. Nam udało się w centrum miasta namówić do wycieczki dwójkę turystów z Wielkiej Brytanii, szukających wyraźnie pomysłu na spędzenie tego dnia. Do Ushguli wyjechaliśmy tuż po 10.

Zobacz również Główne atrakcje Majorki w trzy dni – czy to możliwe?

Przejazd z Mestii do Ushguli

Trasa z Mestii do Ushguli należy do jednych z najtrudniej dostępnych dróg do stałej osady w tej części świata. Początkowy fragment pozwala na jazdę zwykłym samochodem osobowym, został bowiem przebudowany i wyłożony betonowymi płytami. Po przejechaniu mniej więcej jednej trzeciej liczącej 46 kilometrów drogi, wjeżdżamy jednak w teren, który jest rządzony wyłącznie przez naturę. Droga staje się błotną breją, gdzieniegdzie przecinaną wodospadami i zwężającą się niejednokrotnie do kilku metrów, z wielometrowymi przepaściami tuż za oknem.

Pomimo, że to niespełna 50 kilometrów, na pokonanie drogi trzeba przeznaczyć przynajmniej 3 godziny. Co rozsądniejsi kierowcy, przed wyruszeniem w podróż sprawdzają doniesienia dotyczące stanu drogi. Te jednak szybko się dezaktualizują. To, że przejechać udało się rano nie oznacza, że w międzyczasie nie zeszła solidna lawina skalna i nie zablokowała drogi na kilka godzin. Trzeba dodać, że nie można tu liczyć na jakiekolwiek „służby” oczyszczające i udrożniające trasę. Z opowieści kierowców wynika, że jest się tu kowalem własnego losu i każdy wyjazd niesie za sobą potencjalne ryzyko uszkodzenia samochodu lub utknięcia na kilka godzin z dala od cywilizacji. Trasa Mestia – Ushguli w czasie zimy staje się momentami całkowicie nieprzejezdna. Okresy te na szczęście skracają się poprzez zarówno miejscową poprawę stanu drogi, jaki i większe możliwości pojazdów. Coraz rzadziej pojawia się konieczność zwożenia do wioski zapasów jedzenia na przetrwanie srogiej zimy.

Jedna z wież strażniczych w Swanetii

Po drodze można zatrzymać się przy jednej ze swaneńskich wież strażniczych, która została udostępniona do zwiedzania. Słowo „udostępnienie” pasuje tu bardzo dobrze – nikt nie pilnuje tego miejsca, nieszczególnie dba się też o bezpieczeństwo odwiedzających. We wnętrzu zamontowano kilka drabin, które bardziej wysportowanym podróżnikom pozwalają na wdrapanie się na sam szczyt.

Wspinaczka na wieży strażniczej w Swanetii

Budowa wież jest bardzo ciekawa. Wnętrze składa się z kilku pięter połączonych ze sobą drabinami. Zastosowanie drabin, a nie schodów, wynika z obronnego charakteru budowli. W przypadku napadu ze strony wrogiego klanu, rodziny uciekały do wież i chroniąc się na najwyższych piętrach, wciągały ze sobą drabiny, zabierając wrogom możliwość łatwego zdobycia wieży. Otwory w podłodze ułożone były naprzemiennie, aby upadek z wyższego piętra kończył się już piętro niżej. Pomimo bardzo prostej konstrukcji budowli, rozwiązania obronne wydają się bardzo przemyślane. Mówi się, że dzięki gromadzonym na najwyższych piętrach zapasom, rodziny były w stanie przetrwać tam nawet kilka miesięcy.

Przystanek na trasie z Mestii do Ushguli

Poszukując transportu, udało się nam spotkać bardzo uprzejmego, mówiącego po angielsku kierowcę – Wako. Czas przez to nam się nie dłużył, bo pomimo drobnych braków językowych, kierowca nadrabiał zaangażowaniem i chęcią przekazania nam jak największej liczby informacji o Swanetii. Z wykształcenia ekonomista, teraz pracuje jako przewodnik wożąc turystów do ciekawych zakątków krainy. Jeśli będziecie mieli kłopot ze znalezieniem kogoś odpowiedniego, dzwońcie do Wako – +955 551 88 45 98.

Zobacz również 6 rzeczy, które pozytywnie zaskoczyły mnie w Albanii

Dlaczego Ushguli jest tak wyjątkowe?

Leżąc u stóp Shkhary (5193 m n.p.m.), najwyższego szczytu Gruzji i trzeciego szczytu Kaukazu, Ushguli pojawia się na horyzoncie dość nagle. Po którymś z kolei ostrym zakręcie błotnistej drogi, oczom ukazują się majaczące w oddali wieże strażnicze. Mijamy kolejne stada krów, puszczone w samopas świnie, co jakiś czas ze wzgórza zbiegają zaciekawione rykiem silników kozy.

W rzeczywistości Ushguli to nie jedna, rozległa w terenie wioska. Osadę stanowi konglomerat czterech mniejszych wiosek, pozostających między sobą w zasięgu wzroku – Murkmeli, Chazhashi, Chvibiani oraz Zhibiani. Wiosenny krajobraz zdominowany jest przez roztapiający się śnieg i błoto, utrudniające zarówno jazdę, jaki i spacerowanie po tym miejscu. Znaczną większość błota stanowią odchody bydła, więc zwiedzając Ushguli, chcąc nie chcąc piszemy się na pewnego rodzaju tor przeszkód. Ma to swój urok, ale nie zalecałbym przyjeżdżać tu w najlepszych butach.

Ushguli podczas wiosennych roztopów

Ushguli podczas roztopów

Angielska Wikipedia podaje, że osadę zamieszkuje ok. 70 rodzin, co daje łącznie ponad 200 osób. Życie tu oparte jest przede wszystkim na hodowli bydła i uprawie odpornych na trudne warunki roślin. Wszystko kręci się wokół prób samodzielnego zapewnienia sobie podstawowych dóbr – przynajmniej na czas utrudnionego dostępu do wioski. Bycie mieszkańcem Kaukazu oznacza bycie samowystarczalnym, szczególnie, gdy zewsząd otaczającą cię cztero- i pięciotysięczniki, szczelnie broniące dostępu do wioski. Cywilizacja zaczyna jednak docierać do tego miejsca wraz z coraz liczniejszymi grupami turystów. W Ushguli działa szkoła, prowadzony jest również niewielki sklep i bar. Ten ostatni jest dość drogi, służąc przede wszystkim zwiedzającym osadę podróżnikom. Powoli rozwija się również baza noclegowa, nie ma tu jednak hoteli. Chcąc spędzić noc w tej nieziemskiej scenerii, możemy zdecydować się na jeden z guesthousów prowadzonych przez lokalnych mieszkańców.

Zabudowania Ushguli

Drogi Ushguli pełne błota

W oczy rzuca się duża liczba opuszczonych, rozwalających się domostw. Z opowieści naszego kierowcy wynikało, że wiele rodzin zdecydowało się na opuszczenie Ushguli, nie chcąc każdego dnia zmagać się z kapryśną przyrodą Wysokiego Kaukazu. Zadziwiające jest, że pomimo tak trudnych warunków i braku większych perspektyw, w wiosce żyje pokaźna grupka dzieci. I to całkiem rezolutnych dzieci! Wracając ze szkoły, zaczepiały nas, oferując coś do jedzenia i wygodny nocleg. Pomimo, że brzmiało to całkiem gościnnie, pokazało nam, jak trudne jest codzienne życie na tym gruzińskim, małym końcu świata.

Spacer po zabłoconych uliczkach Ushguli wymaga sporej czujności. Wiosną, gdy śnieg zaczyna się roztapiać, ścieżki stają się śliskie i ryzyko, że wpadniemy w pozostałości po niedawnej wizycie bydła, niebezpiecznie rosną. Warto spędzić kilka chwil zagłębiając się w którąś z uliczek – choćby po to, aby odnaleźć tak piękne ozdobione domostwa, jak na zdjęciu powyżej. Byliśmy przekonani, że dom jest opuszczony, sądząc po jego stanie technicznym. Niestety, w takich warunkach nadal mieszkają tu ludzie.

Jedna z uliczek Ushguli

Spotkajmy się w innym świecie

Do czasu pobytu w Ushguli byłem przekonany, że oderwane od codziennego, współczesnego życia miejsca znaleźć można tylko głęboko w dżungli, wśród pierwotnych plemion. Okazuje się, że również tak blisko zachodniej Europy, raptem trzy godziny lotu z Wrocławia, uchowało się miejsce, które zdumiewa i zachwyca jednocześnie. Oczywiście, Ushguli nie oparło się napływowi turystów i dla ich potrzeb trochę się do cywilizacji zbliżyło. Poza sezonem turystycznym, zaraz po srogiej zimie, miejsce nadal jednak urzeka i swoją tajemniczością zachęca do głębszego poznania.

Ushguli otoczone górami Wysokiego Kaukazu

Przenigdy nie chciałbym tu zamieszkać, nie zazdroszczę też autochtonom, którzy codziennie muszą zmagać się z kapryśną, kaukaską przyrodą. To ona nigdy nie została jeszcze ujarzmiona i pomimo upływu lat, nadal jest głównym rozgrywającym życia w wysokogórskich dolinach. Wizyta tutaj pokazuje, że nasze częste narzekania na życiowe trudności trzeba czasami umieścić w innej, bardziej obiektywnej perspektywie.


Zaplanuj wycieczkę do Ushguli jak najszybciej, zanim turyści zdążą całkiem je zatłoczyć i odebrać przyciągającą niedostępność. Opowiedz w komentarzu, czy Ushguli znajduje się na Twojej podróżniczej liście. A jeśli już ją odwiedziłeś, to podziel się wrażeniami z tej niecodziennej wycieczki.

A w wolnej chwili zapraszam na fanpage Bartekwpodrozy.pl na Facebooku i profil @bartekwpodrozy.pl na Instagramie. Do usłyszenia!