6 rzeczy, którymi zaskoczyła mnie ALBANIA / Blog podróżniczy

  1. NASTĘPNY POST
6 rzeczy, którymi POZYTYWNIE zaskoczyła mnie Albania

6 rzeczy, którymi POZYTYWNIE zaskoczyła mnie Albania

Albania, do której dojechaliśmy autostopem z Wrocławia, miała być dzikim, niecywilizowanym krajem, po którym nie da się przejechać nie urywając zawieszenia. Otaczać mieli mnie bandyci, złodzieje oraz… muzułmanie, którzy tylko czyhają na sposobność do zrobienia krzywdy “niewiernym”. Wszystko to można oczywiście włożyć między bajki. Albania zaskoczyła mnie pozytywnie przynajmniej 6 rzeczami.


Żaden ze stereotypów nie znalazł szczęśliwie potwierdzenia w rzeczywistości. Albania, jak to bywa w życiu, zaskoczyła mnie pod wieloma względami – zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.

Z kraju mercedesów, bunkrów i niesamowitego upału wracałem ostatecznie bardzo szczęśliwy.

Co tak pozytywnie zaskoczyło mnie w Albanii?


Chcesz otrzymać darmowego ebooka „Jak samodzielnie zaplanować podróż?” Podaj swój adres e-mail, a ja prześlę Ci link do pobrania książki.


Czym zaskakuje Albania?


Tydzień spędzony w Albanii pozwolił mi zbudować pierwsze wrażenie na temat tego kraju, które trzeba będzie zweryfikować podczas kolejnych podróży.

Wierzę, że unikanie turystycznych kurortów i wielkich hoteli pozwoliło mi poznać tę albańską twarz, która nie działa na pokaz, aby zmaksymalizować generowany przez turystę przychód. Mam nadzieję, że dane mi było poznać esencję albańskiego społeczeństwa, które na pierwszy rzut oka jest niesamowicie bliskie Polakom.


Do Albanii dojechaliśmy z Wrocławia autostopem. Po wielu latach podróżowania nadal myślę, że była to jedna z największych przygód w moim życiu. Zobacz, jak dojechać autostopem z Wrocławia do Albanii (i z powrotem).


#1 Życzliwość i otwartość mieszkańców


Otwartość i życzliwość Albańczyków to absolutny hit mojego pobytu w tym kraju.

Zaskoczyło mnie to tym szczególniej, że przed wyjazdem każdy usiłował przekonać mnie, że Albania to niebezpieczne miejsce pełne ludzi ze złymi zamiarami. Na każdym kroku spotykaliśmy się z życzliwością, której pozazdrościć Albańczykom mogą mieszkańcy bogatszych i rzekomo bardziej rozwiniętych krajów.

Nie miałem w żadnym przypadku wrażenia, że ktoś uśmiecha się do mnie dlatego, że jestem potencjalnym klientem jego restauracji, lodziarni czy mikrobusika. Szczerości trudno nie zauważyć.

Już od początku naszej przygody z Albanią dostarczano mi coraz więcej przykładów bezinteresownej życzliwości.

Przykład?


Życzliwy kierowca, który przejechał z nami pół Europy


Albański kierowca, z którym przejechaliśmy 1000 km z granicy austriacko-słoweńskiej do centrum Tirany, przez całą drogą opowiadał nam o swoim kraju.

Podrzucił mi wiele pomysłów na miejsca, które powinienem prędzej czy później odwiedzić, przy tym dużo i szczerze mówiąc o albańskich zaletach i przywarach. Po drodze mocno troszczył się o nas zapraszając, pomimo wyraźnego zakłopotania z naszej strony, na “kawę i ciastko” na stacjach benzynowych, które mijaliśmy.

Po nieudanej próbie dostania się do naszego hotelu w Tiranie zaoferował się, że znajdzie nam coś innego i nas tam podwiezie.


Sprawdź moją listę 63 najlepszych aplikacji dla podróżników, które bardzo ułatwią Ci kolejną podróż. Czy masz już na telefonie wszystkie z nich?


Albańczycy sprawiali na mnie wrażenie szczęśliwych dlatego, że turyścicwybrali właśnie ich kraj.

Na porządku dziennym było zaczepianie nas na ulicy przez lokalsów chcących pomóc nam w nawigacji po mieście.


Właściciel baru w Szkodrze


Właściciel baru w Szkodrze po mojej próbie zapłacenia rachunku stwierdził, że zaszczytem dla niego jest możliwość goszczenia backpackersów z dalekiej Polski i nie jesteśmy mu winni ani jednego leka.

Mam nadzieję, że pocztówka z Wrocławia, którą od nas dostał, znalazła honorowe miejsce w jego barze.

Zdjęcie z podwórka albańskiego domu

Hitem całej wyprawy i jej główną reklamą jest gościnność dość ubogiej, albańskiej rodziny mieszkającej w okolicach Jeziora Szkoderskiego na przedmieściach Szkodry.

Jak udało nam się spędzić u nich cały wieczór i wyspać się w wygodnym łóżku?


Nocleg u albańskiej rodziny


Po dotarciu do Szkodry nasz plan zakładał wejście na zamek Rozafa i późniejsze obozowanie nad Jeziorem Szkoderskim.

W drodze do miejsca planowanego noclegu trafiliśmy na starszego mężczyznę, który mieszanką albańskiego i migowego starał się zapytać nas, czy jesteśmy przygotowani do biwakowania. Nawet na dość odludnej dróżce, z której korzystaliśmy, znalazł się ktoś, komu przypadkowi przechodnie z plecakami nie byli obojętni.

Życzenia dobrej nocy dostaliśmy dopiero po zapewnieniu pana, że mamy wszystko, co potrzebne do przetrwania. Noc zapowiadała się dość wietrznie, miejscówka była niezbyt atrakcyjna, a gleba na tyle twarda, że rozkładanie namiotu nad brzegiem jeziora było trudne.

Zdecydowaliśmy w końcu, że wrócimy do miasta i w nocy będziemy łapać stopa do Czarnogóry.

Szczęśliwie, w drodze powrotnej wpadliśmy na dwie zapracowane przy naprawie koła osoby – dobrze mówiącego po angielsku młodego mężczyznę i jego ojca, dopytującego nas wcześniej o odpowiednie wyposażenie biwakowe!

Pierwsze o co zapytali to nasze plany na noc. Gdy tylko usłyszeli, że zrezygnowaliśmy z noclegu, dostaliśmy ofertę nie do odrzucenia. Mieliśmy zjeść kolację w ich domu i wyspać się, po czym rano ruszyć w dalszą drogę. Nie ma głupich, kto by nie skorzystał?

Uczta w albańskim domu

Braliśmy udział w rodzinnej uczcie trwającej do późnej nocy, ucząc dzieci puszczania baniek mydlanych. Solidnie najedliśmy się figami z drzewa rosnącego w ogrodzie naszych gospodarzy. Jedyny mówiący po angielsku syn właścicieli domu opowiedział nam o albańskiej kulturze i zachowaniu przy stole.

Podczas wspólnych posiłków należy jeść do czasu, aż uczta się nie zakończy. Jeśli wcześniej odmówimy jedzenia znaczy to, że przestało nam smakować i jest to spore przewinienie w stosunku do pani domu. Podeszliśmy więc do zagadnienia taktycznie: jedliśmy powoli, ale bez przerw.

Wypiliśmy kilka kieliszków domowej i mocnej raki i w końcu wyspaliśmy się jak królowie, w salonie ich skromnego, przytulnego domu.


Moje wspomnienia z Albanii nie mogą być inne – to wspaniały, gościnny i otwarty naród, który przez lata żył w głębokiej izolacji państwa policyjnego, pod krwawą ręką dyktatora. Całkiem możliwe, że stąd wynika nasz skrzywiony odbiór tej nacji.

Unikajmy stereotypów. W Albanii każdy stara się, aby obcokrajowiec nie czuł się w tym kraju nieswojo.


#2 Ceny


Nie spodziewałem się, że Albania będzie drogim krajem, szczególnie biorąc pod wskaźniki ekonomiczne kraju.

W statystykach widoczny jest pozytywny trend, tysiące ludzi żyje jednak poniżej granicy ubóstwa. Albańczycy bardzo powoli dostrzegają, że ich kraj staje się popularnym celem turystycznym i wzrost cen jest dostrzegalny, nadal jednak nieznaczny.

Najdrożej jest w rejonie Riwiery Albańskiej w południowej części kraju, między Vlorą a Sarandą.

Północ nadal jest najtańsza i najuboższa. Stołowanie się na mieście w głównych ośrodkach kraju jest tanie i “ofensywa pasztetowa” z Polski nie jest tu wymagana.


Mostar to jedna z największych atrakcji turystycznych Bośni i Hercegowiny, a nawet całych Bałkanów. Zobacz moją listę 6 miejsc, które warto zobaczyć w Mostarze.


Gastronomia, przynajmniej w dużych miastach, jest na wysokim poziomie, więc stołować możemy się bez obaw o późniejsze kłopoty.

Za obiad w dobrej restauracji zapłacimy średnio od 500 do 1500 leków (15-45 zł). Ja potrafiłem solidnie najeść się za ok. 800 leków (24 zł).

Albania jest krajem miłośników kawy – espresso czy cappuccino można tu wypić na każdym kroku, za grosze.

Kawa każdorazowo podawana jest ze szklanką zimnej wody. Wizyta w modnej kawiarni w Tiranie nie kosztowała mnie więcej niż 150-200 leków (4,5-6 zł).

Widok na morze w okolicach Vlory

Kupowanie codziennych produktów wygląda trochę inaczej niż moglibyśmy być przyzwyczajeni.

W kraju brakuje większych sklepów, które znamy z Polski. Handel opiera się na średnich i małych, rodzinnych działalnościach, zazwyczaj bardzo ubogo zaopatrzonych. Asortyment pomimo niewielkiego wyboru utrzymuje niskie z punktu widzenia mieszkańca Unii Europejskiej ceny.

Również pod względem cen hosteli, hoteli i apartamentów nie mamy się czego bać.


Na wymianie walut za granicą możesz zaoszczędzić dzięki karcie Curve. Jeśli założysz ją ze specjalnym kodem (DWG7BVBE), dostaniesz 25 zł na start.


Apartament z tarasem, na 10. piętrze wieżowca w centrum Tirany kosztował nas 25 za dwie osoby. Można taniej – miejsce w wieloosobowym pokoju w hostelu to koszt 6-10. Z rezerwacjami dobrze radzi sobie Booking.com, większość ciekawych obiektów da się tam znaleźć.

Koszty transportu wewnątrz miast są nieznacznie zróżnicowane. W Tiranie bilet jednorazowy kosztuje 40 leków (1,2 zł), we Vlorze tylko 30 leków (0,9 zł). Przemieszczenie się między miastami zależy od właściciela danego autobusu lub mikrobusika. Odcinek Tirana – Vlorë (przez Durrës) liczący 155 km przejedziemy za 500-600 leków (15-18 zł).


#3 Lokalna gastronomia


Albańczycy to nacja bałkańska. Mieszkańcy tych upalnych regionów nie są domatorami.

Żyją na świeżym powietrzu, unikając czasu, w którym w ciągu dnia jest najgoręcej. Między 12 a 16-17 ulice totalnie pustoszeją. Nieco przerażeni spacerowaliśmy wtedy po opustoszałej Vlorze i Durrës.

Poza tym czasem mieszkańcy przesiadują w tanich, miejscowych barach przy filiżance espresso i lokalnych przekąskach, przy okazji paląc niewyobrażalne liczby papierosów. Metafora Albańczyka to dla mnie osoba z papierosem w jednej i filiżanką kawy w drugiej ręce.

Odpoczynek przy kawie we Wlorze

Dlaczego ten dość ubogi naród może sobie pozwolić na “jedzenie na mieście”?

Decyduje o tym przede wszystkim czynnik kulturowy, który nakazuje Albańczykom spędzacie czasu razem – najczęściej poza domem, korzystając z łaskawego położenia geograficznego.

Bar czy restauracja w Albanii to niekonieczne towar eksportowy, stworzony dla zagranicznych turystów. Im więcej lokalsów w danym miejscu, tym lepiej. Mamy wtedy gwarancję dobrej jakości i dostajemy okazję do integracji z mieszkańcami z okolicy.


#4 Poczucie narodowości


Albańczycy to dumny naród. Nigdy nieoszczędzani przez bieg historii wyrobili w sobie duże poczucie narodowości, miłość do ojczyzny, symboli i bohaterów narodowych.

Budząca duży szacunek, wyrazista flaga Albanii powiewa nie tylko nad budynkami państwowymi. Można ją znaleźć na sklepach, barach, a nawet na przydrożnych straganach ze świeżymi owocami i oliwą.

Naczelnym bohaterem narodowym kraju jest Skanderbeg (alb. Gjergj Kastrioti Skënderbeu, pol. Jerzy Kastriota) – oficer, który walczył w armii tureckiej z tak dużymi sukcesami, że dorobił się w niej stopnia generała.

Widząc pogarszającą się sytuację swoich rodaków, zmienił stronę i zaczął walczyć przeciwko Imperium Osmańskiemu. Dzięki jego geniuszowi wojskowemu prowadzona aż do śmierci obrona kraju przed najazdami Turków odniosła sukces. Skanderbegowi zawdzięcza się także obronę chrześcijaństwa przez zalewem kraju przez turecki islam.

Pomimo, że większość Albańczyków wyznaje islam, to ponad 10% obywateli deklaruje się jako chrześcijanie.

Pomnik Skanderbega w Tiranie - Albania

Skanderbeg jest wyraźnie obecny w przestrzeni publicznej. Jego pomniki zdobią główne place wielu albańskich miast, w tym główny plac Tirany. Charakterystyczną czapkę bohatera można znaleźć nawet w logo sieci stacji benzynowych Kastrati.

Losy Albanii po II wojnie światowej są nie do pozazdroszczenia.

Postać fanatycznego dyktatora i skrajnego nacjonalisty Envera Hoxhy (pol. Hodży) odcisnęła wyraźne piętno na społeczeństwie. Jego czterdziestoletnie, niepodzielne rządy w Albanii (od 1945 do 1985 r.) doprowadziły do całkowitej izolacji kraju.


Przed wyjazdem za granicę wykup ubezpieczenie turystyczne – to obowiązkowy punkt przygotowań do każdej mojej podróży. Sprawdź, jaka jest cena ubezpieczenia Twojego wyjazdu i wybierz to, które będzie najkorzystniejsze.


Hodża zerwał stosunki najpierw z Jugosławią, później ze Związkiem Radzieckim i ostatecznie również z Chinami. Czując niesłabnące zagrożenie dla socjalistycznej Albanii ze strony “zachodnich mocarstw” przypieczętował politykę izolacji nakazem budowy setek tysięcy bunkrów, w których schronić mieli się jego rodacy.

Dyktator zrównał wyznawanie religii z przestępstwem zagrożonym min. 3 latami więzienia. Stworzył również, na mocy dekretu, pierwsze na świecie w pełnie ateistyczne państwo. Odwiedziliśmy jeden z bunkrów, w samym sercu Tirany.

Bunkart 2 został zaadaptowany na muzeum upamiętniające terror Hodży, przynajmniej na mnie zrobił piorunujące i zarazem przygnębiające wrażenie.

Bunkart 2 w centrum Tirany

Albańczycy, którzy przez setki lat znajdowali się stale pod czyjąś twardą ręką, teraz starają się oddychać pełną piersią. Są niesamowicie dumni ze swojej narodowości i dorobku. Nasze narody mają pod tym względem wiele wspólnego.


#5 Piękno przyrody


Albania, dzięki świetnemu pod względem walorów przyrodniczych położeniu na mapie Europy, zachwyca widokami.

Zachód kraju, położony nad wybrzeżem Morza Adriatyckiego i Morza Jońskiego, gwarantuje dostęp do piaszczystych i kamienistych plaży.

Im dalej na południe wybrzeża, tym walory przyrodnicze rosną tak, aby w okolicach Sarandy osiągnąć swoją kulminację.

Najbardziej rozpoznawalna i doceniana przez turystów Riwiera Albańska ciągnąca się na południe od Vlory została już mocno skomercjalizowana i “przystosowana” do rosnącego ruchu przyjezdnych.

Zachód słońca nad Durres

Wjeżdżając do Albanii od razu napotkamy na jeden z najciekawszych walorów turystycznych północy kraju – szczęśliwe dla nas Jezioro Szkoderskie.

Przez jego środek biegnie albańsko-czarnogórska granica państwowa, teraz już pozbawiona stałego nadzoru reżimu Hodży. Stąd już niedaleko do Gór Północnoalbańskich, zwanych także Przeklętymi. To bardzo popularny cel miłośników gór, którzy są gotowi do wędrówek bez szlaków turystycznych, przez dzikie i nieskalane cywilizacją górskie bezkresy.


Albania i Kosowo są ze sobą bardzo blisko – ludność Kosowa to w 90% Albańczycy. Odwiedziłem Prizren, które bez wątpienia jest jednym z najpiękniejszych miast Kosowa: Prizren, czyli o najpiękniejszym mieście Kosowa.


Trzeba tu wiedzieć, że górskie wycieczki po Albanii nijak mają się do tego, do czego przyzwyczajają nas realia polskie.

W większości przypadków szlaki turystyczne nie istnieją, po górach wędruje się “na orientację”, nie istnieją schroniska i jakakolwiek infrastruktura turystyczna. Na pewno sytuacja poprawia się z roku na rok, dzieje się to jednak bardzo powoli. Na razie można ciągle korzystać z ich dzikości.

Widok z zamku Rozafa na Szkodrę i Jezioro Szkoderskie - Albania

Przewodniki pękają w szwach na temat atrakcji przyrodniczych Albanii. Dobrze jest zrobić chociaż podstawowy research przed przyjazdem do tego kraju. Lepiej się zwiedza, gdy wiemy, z czym “je się” dane miejsce.

Korzystałem z przewodnika Pascala po Albanii. Spełnił swoje zadanie i przy okazji był całkiem lekki – nie musiałem się zastanawiać czy nie będzie mi ciążył podczas wyjazdu.


#6 Przychylność dla autostopowiczów


Ostatni punkt ma pewnie trochę mniejszy zasięg dla potencjalnych zainteresowanych, jednak dla nas miał bardzo duże znaczenia podczas podróżowania po kraju.

Nastawienie do autostopowiczów bierze się pewnie wprost z punktu 1, w którym mówiłem o życzliwości i otwartości, może mieć jednak również inne podłoże. Jak szło nam stopowanie?


Dla części Albańczyków zatrzymanie się i zabranie autostopowicza nie jest jednoznaczne z tym, że przejazd będzie darmowy.

Spotkaliśmy się z przypadkiem, gdy kierowca przed wpuszczeniem nas do auta podał cenę przejazdu. Była ona relatywnie niska (2-3 razy mniejsza niż cena przejazdu busem), nie zdecydowaliśmy się głównie w przyczyn ideologicznych – chcieliśmy przez całą podróż korzystać tylko z autostopu.

Aby uniknąć późniejszych nieporozumień warto jednak zapytać, czy przejazd będzie darmowy – my używaliśmy zwrotu “per te lira?”, który oznacza “za darmo?”.

Stopem jechaliśmy z Vlory do Durrës, z Durrës do Szkodry i dalej do Czarnogóry. Kierowcy zatrzymywali się bardzo chętnie, po maksymalnie 10-15 minutach oczekiwania (zazwyczaj nie trwało to dłużej niż 5 min).

Tirowcy nie widzieli żadnego problemu w zatrzymaniu się dla nas na środku drogi, blokując na kilka minut jakikolwiek ruch. Nalegali nawet, żebyśmy nie spieszyli się z wsiadaniem – bezpieczeństwo przede wszystkim.

Wbrew moim obawom Albańczycy dobrze wiedzą, co oznacza stanie przy drodze z kartką, machając ręką. Idea autostopu robi się tu coraz popularniejsza.

Wędrówka nad Jezioro Szkoderskie - Albania

Mieliśmy to szczęście, że każdy z kierowców podwiózł nas tam, gdzie chcieliśmy się dostać. Nie prosiliśmy o to – odpowiadaliśmy po prostu na pytanie o cel naszej podróży.

Kilku kierowców po wysadzeniu nas z auta zawracało. Zapewne nadłożyli dla nas trochę drogi. Każdy dostawał od nas pamiątkową pocztówkę z Wrocławia, więc wszyscy rozstawali się z uśmiechami, pozdrawiając się i machając. Bardzo to poprawiało morale!


Chcesz otrzymać darmowego ebooka „Jak samodzielnie zaplanować podróż?” Podaj swój adres e-mail, a ja prześlę Ci link do pobrania książki.


Miałeś już okazję być w Albanii? Podzielasz moje zdanie na temat tego kraju? A może chciałbyś dowiedzieć się ciut więcej o podróży do Albanii? Śmiało zadawaj pytania w komentarzach.


Dołącz do społeczności bloga!

  • Polub Bartekwpodrozy.pl na Facebooku – w każdy poniedziałek o 19:00 prowadzę tam live na tematy związane z podróżami.
  • Obserwuj @bartekwpodrozypl na Instagramie – raz w tygodniu rozmawiam tam na żywo z ciekawymi osobami związanymi z podróżami.

Autor artykułu: Bartek Dziwak

Bartek Dziwak

Pretendujący do bycia podróżnikiem pracownik na etacie, który stara się wycisnąć jak cytrynę każdą wolną chwilę i spędzić ją w podróży - to chyba moja najlepsza charakterystyka.
Kiedyś zakochałem się w wolności, jaką daje podróżowanie. Od tego czasu nie potrafię się zatrzymać.

46 komentarzy do “6 rzeczy, którymi POZYTYWNIE zaskoczyła mnie Albania”

  • Zostaw swój komentarz